10 grzechów głównych Brendana Rodgersa (ANALIZA)

Michał Karczewski
Brendan Rodgers
Brendan Rodgers live4liverpool.com
Udostępnij:
Mało kto po sezonie 2013/14 w wykonaniu Liverpoolu był w stanie wyobrazić sobie, że wicemistrzowska kampania była tylko "wypadkiem przy pracy", a Brendan Rodgers nie będzie zbawicielem "The Reds". Obecnie wiedzą to wszyscy. Dlaczego przygoda byłego managera Swansea z "The Reds" nie będzie miała happy endu?

Miało być inaczej. Rodgers miał poprowadzić Liverpool do sukcesów, zostać "Fergusonem zespołu z Anfield". I choć mistrzostwo Anglii w sezonie 2013/14 było naprawdę blisko, to obecnie czas managera z Irlandii Północnej na Anfield Road zmierza ku końcowi. Cała sytuacja wydaje się paradoksalna, gdyż wszystko zaczęło się psuć właśnie po kampanii wicemistrzowskiej. Dlaczego? Manager "The Reds" popełnił błędy, które doprowadziły do stanu w jakim zespół Liverpoolu jest obecnie. Oto wszystkie grzechy Brendana Rodgersa:

Grzech pierwszy: Brak wyników i trofeów, a kibice wciąż głodni

Najoczywistszy powód zwalniania trenerów dotyczyć będzie także Rodgersa. Choć wszystko mogło być zupełnie inaczej, gdyby zdobył w sezonie 2013/14 mistrzostwo Anglii dla Liverpoolu, pierwsze od 1990 roku. Wówczas fani nosiliby go na rękach. Tytułu nie zdobył, a jak wiadomo łaska kibica na pstrym koniu jeździ, więc obecnie wiara w Rodgersa na trybunach Anfield Road maleje, o ile w ogóle jeszcze jest. Ponadto Irlandczyk z Północy jest pierwszym managerem Liverpoolu, który w przeciągu 3 lat prowadzenia zespołu The Reds nie zdobył nic. Wygłodniali fani klubu z Anfield Road mogą odczuwać sporą irytację, gdyż na jakiekolwiek trofeum czekają już od 2012 roku.

Grzech drugi: Brak koncepcji gry, czyli tiki-taka, a raczej jej brak

Choć to właśnie przedstawienie swojej filozofii i koncepcji gry zespołu w opasłej książce własnego autorstwa dało Rodgersowi pracę w Liverpoolu, to obecnie postawa The Reds w tym i poprzednim sezonie wygląda, jak gdyby księga managera z Irlandii Północnej gdzieś się zagubiła. Miała być nowa odmiana tiki-taki, a nie ma nic. Drużyna z Anfield Road wychodzi na boisko bez większej koncepcji co ma robić, a nieliczne bramki zdobywa obecnie po indywidualnych akcjach poszczególnych graczy lub błędach przeciwników. Jeżeli już mowa o ofensywie to...

Grzech trzeci: Żenująca skuteczność, bo nam strzelać nie kazano

Od momentu zakończenia fantastycznego sezonu 2013/14, w którym podopieczni Rodgersa zdobyli w lidze 101 bramek, a Suarez koronę króla strzelców, zespół The Reds prezentuje notoryczny regres w kwestii zdobytych goli. Odejście Urugwajczyka do Barcelony bardzo dotkliwie osłabiło ofensywę Liverpoolu, jednak Rodgers pomimo wielkich funduszy na transfery nie potrafił choć w najmniejszym stopniu wypełnić luki po Suarezie. Postawienie wszystkiego na jedną kartę, czyli Daniela Sturridge'a okazało się błędem, gdyż Anglik nadal bardzo często jest nękany przez kontuzje. Co więcej Rodgers nie umiał należycie rozłożyć akcentów w zespole, tak, aby większa ilość zawodników była odpowiedzialna za zdobywanie bramek. Efekty tragicznej ofensywy uwidoczniła tabela ligowa sezonu 2014/15, w którym Liverpool zdobył zaledwie 52 bramki. W obecnej kampanii wcale nie zanosi się na progres, a co więcej pozostaje jeszcze defensywa...

Grzech czwarty: Defensywa, czyli co to takiego?

Od początku przygody Rodgersa z Liverpoolem widać było, iż w kwestii ustawienia gry obronnej manager z Irlandii Północnej do wirtuozów nie należy. W każdym z dotychczasowych trzech sezonów, w których były szkoleniowiec Swansea prowadził The Reds, zespół z Anfield Road tracił w lidze ponad 40 bramek. Najwięcej, bo 50 w kampanii 2013/14, choć wówczas tłumaczyć można to było bardzo ofensywnym nastawieniem zespołu i koncepcją "strzelę więcej niż stracę". Według Rodgersa złotym środkiem na problemy z defensywą miało być sprowadzenie Dejana Lovrena, który po mistrzostwach świata przeniósł się z Southamptonu do Liverpoolu. Manager The Reds z miejsca namaścił Chorwata na lidera całej linii obronnej. Życie brutalnie zweryfikowało koncepcję Rodgersa, gdyż Lovren w większości spotkań prezentował i prezentuje się przeciętnie zawiniając przy sporej ilości utraconych goli. Pomimo kolejnych błędów Chorwat otrzymał abonament na grę, co prowadzi do grzechu piątego.

Grzech piąty: Ja składu nie zmienię, czyli trzymanie się nazwisk

To właśnie Lovren jest najlepszym przykładem gracza, który według Rodgersa jest nie do zastąpienia i to pomimo popełniania notorycznych błędów. Chociaż na ławce przesiaduje Mamadou Sakho, to właśnie Chorwat jest pierwszym wyborem managera. Powodów, dla których Francuz nie jest podstawowym środkowym obrońcą w zespole jest jednak więcej, gdyż...

Grzech szósty: Swój swojego w składzie upchnie, czyli walka z komitetem
Wewnętrzne rozgrywki w Liverpoolu o władzę w kwestii transferów spowodowały, iż w praktyce zawodnicy na Anfield Road sprowadzani są/byli dwoma drogami. Jedni to ci, których chciał Rodgers, drudzy to gracze, których zrekrutował komitet transferowy, spełniając wizję właścicieli i pozyskując utalentowanych piłkarzy do 26 roku życia. Jak nietrudno się domyślić w podstawowym składzie grają zawodnicy ściągnięci do klubu dzięki Rodgersowi. W ten sposób w wyjściowej jedenastce najczęściej widzimy Lovrena kosztem Sakho, Lallanę kosztem Markovicia itd. Przed obecnym sezonem zarząd klubu spełnił marzenie managera The Reds i powierzył mu pełnię władzy w kwestii transferów, co zaowocowało transferami graczy ogranych w Premier League jak Milner czy Clyne, a brylanciki komitetu jak Marković i Ilori wysłano na zesłanie tj. wypożyczenie. W przypadku tego drugiego z kwotą odstępnego. Co najciekawsze nabytki pozyskane drogą "nie-Rodgersową" najczęściej ustawiane były na nie swoich pozycjach, bo...

Grzech siódmy: Nauczę cię grać nawet na bramce, czyli ustawianie graczy na "nie swoich" pozycjach
Istną manią Rodgersa jest chęć poszerzania taktycznych horyzontów swoich graczy i ustawiania ich na nowych pozycjach. Choć w niektórych przypadkach daje to niesamowity efekt (Sterling), tak w innych, szczególnie u piłkarzy dopiero co sprowadzonych, powoduje dezorientacje. Najlepszymi przykładami są Marković i Firmino. Serb dotychczas grał zawsze bliżej bramki na pozycji skrzydłowego. Pomimo tego, Rodgers "przechrzcił" byłego gracza Benfici na wahadłowego, w tak uwielbianym przez siebie systemie 3-4-2-1. Jeżeli chodzi o Firmino, to choć dopiero zaczyna przygodę z Liverpoolem, widać, iż ustawianie go na skrzydle jest błędem i ogranicza walory Brazylijczyka. Kwestię wpajania wszechstronności prawie wszystkim graczom (oprócz golkiperów) można by zrozumieć, gdyby skład był dość wąski. Obecnie nie jest, co także stanowi problem...

Grzech ósmy: Agitacje na rotacje, ale to też trzeba umieć

Problem bogactwa to podobno żaden problem, jednak Rodgers, który tak często podkreślał problem wąskiej kadry wpadł we własne sidła. W sezonie 2013/14 były manager Swansea miał do dyspozycji 13-14 graczy plus zawodników z akademii, więc wybór nie stanowił wielkiego wyzwania, a i szansa na pomyłkę była nikła. Obecnie, posiadając szeroką kadrę Rodgers próbuje rotować składem, choć lepiej stwierdzić, że dopiero się uczy. Uczy, a Liverpool cierpi. Widać to było w starciu z Realem w Madrycie w Lidze Mistrzów podczas ubiegłej kampanii, gdzie manager The Reds wystawił rezerwowy zespół, który przegrał zaledwie 1-0, lecz Rodgers tym samym pokazał, iż w wielkiej piłce jest nowy i raczej jeszcze długo nie będzie bawił się z innymi dziećmi, lecz stał cichutko z boku. Potwierdził to także w rewanżowym starciu z Besiktasem na świętym dla fanów The Reds stadionie Ataturk, gdzie jednobramkowej zaliczki chciał bronić bez m.in. Hendersona oraz Coutinho. Skończyło się na odpadnięciu z rozgrywek. Wystawianie rezerwowych graczy w europejskich starciach pokazuje także, że najważniejsze dla Rodgersa są rozgrywki krajowe, a europejskie puchary...

Grzech dziewiąty: Goń króliczka, goń puchary, a potem co?

Jak się okazuje, to potem niewiele. To, co kiedyś było chlubą Liverpoolu, czyli europejskie noce na Anfield Road, przerodziły się w dramaty klasy C. Nudne, ze słaba obsadą i najczęściej bez happy endu. Półfinałowe batalie z Chelsea w ramach Ligi Mistrzów przerodziły się w miłe, choć coraz odleglejsze wspomnienie. Obecnie Liverpool Rodgersa w mocniejszym (teoretycznie) składzie wychodzi na mecze w ramach Capital One Cup czy krajowego pucharu, niż na batalie w ramach Ligi Europy. A czy to nie tam The Reds powinni zbierać szlify przed ponownym atakiem na Champions League? Rodgers goni miejsce w lidze gwarantujące awans do LM niczym przysłowiowego króliczka, lecz gdy już go złapie zamyka oczy, wypuszcza zdobycz, liczy do 100 i dalej goni swój cel.

Grzech dziesiąty: Jestem najlepszy, jestem najlepszy, czyli samouwielbienie

- Myślę, że nie ma lepszego kandydata na to stanowisko (managera Liverpoolu przyp. red.) niż ja. Taka jest prawda. Trzy miesiące temu nazwano mnie taktycznym geniuszem. Teraz przegraliśmy kilka meczy i już nie jestem taki dobry. Ale taki jest futbol - stwierdził Rodgers pod koniec ubiegłego sezonu, tuż przed kompromitacją, wyjazdowym blamażem ze Stoke City zakończonym wynikiem 6:1. Manager z Irlandii Północnej nie widzi, bądź nie chce widzieć, że jego pomysł na Liverpool może był dobry, ale nie wszedł w życie. Niestety, ale czas na ustawianie żołnierzyków już dawno się zakończył. Rodgers jakby nie był tego świadom i nadal pozostaje w swoim najlepszym jak dotąd sezonie 2013/14 po którym otrzymał nagrodę managera roku.

Podsumowując, czas Rodgersa w Liverpoolu już się kończy. Być może po zwolnieniu, manager z Irlandii Północnej wyciągnie wnioski, stanie twardo na ziemi i w przyszłości otrzyma kolejną szansę na prowadzenie wielkiego klubu. Tym razem było za wcześnie. Na hurraoptymizmie, nie można niestety daleko zajechać. Nie znaczy to, że Rodgers wszystko zrobił źle. Niektórzy zawodnicy (jak Sterling, czy Suarez) to za jego kadencji eksplodowali formą na topowy poziom. Inni jak Sturridge czy Coutinho są od tego szczytu o krok. Jednak pomimo małych zwycięstw nie udało się. Liverpoolowi potrzebny jest ktoś, kto już na teraz jest wstanie podnieść zespół i popchnąć ku postępowi i pucharom. Tym kimś, nie jest obecnie Brendan Rodgers.

Więcej o LIDZE ANGIELSKIEJ

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie