Artur Wichniarek: Obrona reprezentacji Austrii to dramat. Możemy to wykorzystać

Piotr Janas
Wideo
emisja bez ograniczeń wiekowych
Reprezentacja Polski przygotowuje się do piątkowego meczu z Austrią. Choć wielu kibiców obawia się tego spotkania mając w pamięci poniedziałkowe starcie Austrii z Francją, to ekspert od Bundesligi uspokaja: Austriacy biegli więcej niż Polska w meczu z Holandią, ale robili to źle. Lepiej mądrze stać niż głupio biegać, a obrona Austrii to dramat – powiedział nam obecny w Hanowerze Artur Wichniarek, były reprezentant Polski i wieloletni piłkarz niemieckiej Bundesligi.

Piotr Janas: Jakie wrażenie zrobili na Panu Austriacy w meczu z Francją?

Artur Wichniarek: Być może to niepopularna opinia, ale moim zdaniem trener naszych najbliższych rywali Ralf Rangnick nie zobaczył tak grającej drużyny, jakby sobie tego życzył. Austriacy próbowali zakładać tzw. gegen press, czyli agresywny pressing po stracie piłki, ale robili to w sposób nieumiejętny. Jedni robili to lepiej, jak np. Konrad Laimer, ale inni gorzej, patrz: Michael Gregoritsch. Wprawdzie Francuzi wygrali tylko 1:0 i to po bramce samobójczej, ale gdyby w sytuacjach, które sobie stworzyli, zachowywali się bardziej zespołowo, to ten wynik mógłby być nawet 3:0, 4:0, no może 4:1. Po prostu zbyt wielu graczy Didiera Deschampsa pragnęło zostać bohaterami.

Czyli nie podziela Pan zachwytów nad występem Austrii?

Nie podzielam. Bardziej przychylam się do tego, co powiedział na konferencji prasowej Bartosz Bereszyński, czyli że Francuzi szykują formę dopiero na ćwierćfinał, półfinał, a może nawet finał. Myślę, że fazę grupową będą chcieli przejść możliwie niskim nakładem sił i będą na bieżąco korygować swoje błędy. Jednym z nich jest - oczywiście moim skromnym zdaniem - stawianie na Dayota Upamecano. Zobaczyliśmy w poniedziałek, dlaczego ten facet grzeje ławkę w Bayernie Monachium. Przy odrobinie szczęścia Austriacy mogli wykorzystać jego błędy i strzelić gola. Wydaje mi się, że nie tyle Austria zagrała tak dobrze, co po prostu Francja pozwoliła jej grać. Mecz z Polską będzie wyglądał zgoła inaczej.

No ale musi Pan przyznać, że intensywność i tempo gry zaproponowane przez naszych najbliższych rywali robiły wrażenie.

Owszem, ale tego się po nich spodziewałem. Zespoły trenera Rangnicka, jednego z twórców filozofii Red Bulla, zawsze tak grają. Pod taką grę dobiera on sobie piłkarzy.

Wydaje mi się, że kibice Manchestru United mogliby polemizować z tą tezą.

Dlatego właśnie Rangnick powiedział, że nie jest w stanie współpracować z Cristiano Ronaldo. Powód jest prosty: Portugalczyk nie pracuje w pressingu tak, jak życzyłby sobie tego ten szkoleniowiec. Zresztą Rangnicka już dawno w Manchesterze nie ma, a problemy „Czerwonych Diabłów” trwają. To już jednak nie jego zmartwienie. Teraz musi skupić się na kadrze, bo tutaj też to nie funkcjonuje tak, jak powinno. Z Francją widziałem Lamiera, który wie, o co chodzi w tej filozofii lecz momentami w pojedynkę zakładał gegen press, a to mijało się z celem. Spoglądałem na twarz trenera Rangnicka i widziałem duże niezadowolenie. Co z tego, że Austriacy przebiegli więcej niż Polacy w starciu z Francją - a przecież Polacy przebiegli o 6 km więcej niż Holendrzy - jak na końcu nic im to nie dało? Stare piłkarskie porzekadło mówi, że lepiej mądrze stać, niż głupio biegać.

Złe zakładanie pressingu to główny mankament Austriaków?

Mają przynajmniej jeden większy: środek obrony. To, co momentami wyprawiał duet Maximilian Wöber - Kevin Danso, wołało o pomstę do nieba. Zresztą cała obrona Austrii w meczu z Francją to był dramat. Już nawet nie chodzi o samobójcze trafienie tego pierwszego, bo to był zwykły pech, zdarza się. Bardziej mam na myśli całokształt ich gry. Danso był wiecznie spóźniony i cały czas faulował rywali. Wöber nie wiem jakim cudem nie wyleciał z boiska, po tym jak mając już żółtą kartkę, bardzo ostro zaatakował jednego z rywali. To było niesportowe zachowanie i nie mam pojęcia, dlaczego nie obejrzał wtedy drugiego kartonika. Powiedzmy sobie szczerze: dla nas to dobrze! Zakładam, że selekcjoner Michał Probierz będzie miał do dyspozycji zarówno Roberta Lewandowskiego jak i Adama Buksę, czyli napastników bardzo dobrze czujących się tyłem do bramki, potrafiących znakomicie osłaniać piłkę. Niech ci Austriacy nas tam faulują, bo co jak co, ale stałe fragmenty nam ostatnio wychodzą.

Czyli straszenie Austrią, mówienie, że to ich najlepszy zespół w XXI wieku, a może nawet czarny koń Euro 2024, jest Pana zdaniem przesadzone?

Ta teza byłaby uzasadniona, gdyby Rangnick miał do dyspozycji wszystkie swoje gwiazdy, a tak nie jest. Nie ma podstawowego bramkarza Alexandra Schlagera, nie ma serca i mózgu tej drużyny, a zarazem głównego wykonawcy stałych fragmentów gry: Davida Alaby. No i wreszcie nie ma Xaviera Schalgera, bez którego Austria jest jak orkiestra bez dyrygenta. To ten facet nadawał ton grze tej drużyny w eliminacjach, dawał sygnał do pójścia do pressingu, blokował strefy podań prostopadłych i był doskonałym łącznikiem defensywy z ofensywną. Młody Nicolas Seiwald nie jest jeszcze na tym poziomie, choć jest zawodnikiem tego samego klubu (RB Lipsk-red.) i wyraźnie to widać.

Co zatem musimy zrobić, żeby wygrać z Austrią i dać sobie szansę na wyjście z grupy?

Musimy zagrać perfekcyjnie pod względem taktycznym i umiejętnie wykorzystać deficyty Austriaków. Nie możemy ulegać narracji, że to super drużyna, że jest lepsza od nas, bo absolutnie tak nie jest. Osobiście ostrzę sobie zęby na trenerski pojedynek Michał Probierz - Rafl Rangnick. Uważam, że musimy zaprezentować się równie dobrze, co w spotkaniu z Holandią i dołożyć coś jeszcze, coś ekstra.

Czymś ekstra może być występ Roberta Lewandowskiego? Ma być gotowy do gry, ale Polska podzieliła się na tych, którzy z wytęsknieniem czekają na powrót Lewego i na tych, którzy uważają, że kadra gra lepiej bez niego.

Nigdy nie będę należał do tej drugiej grupy. Oczywiście każdy może mieć swoje zdanie, ale dla mnie, jeśli ktoś uważa, że polska kadra bez Roberta Lewandowskiego jest lepsza, po prostu nie zna się na piłce. Przepraszam, może to trochę aroganckie, ale inaczej tego nie widzę. Potrzebujemy zawodnika tej klasy, tak doświadczonego, skutecznego i nauczonego gry pod presją. Tu aż się prosi, żeby na tak rozchwianą austriacką obronę wrzucić napastnika tej klasy. Niech Robert ogniskuje na sobie uwagę stoperów, to więcej miejsca będą mieć Buksa, Piątek czy Urbański, bo nie wiemy, na kogo postawi trener Probierz.

Piotr Janas z Niemiec

emisja bez ograniczeń wiekowych

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na gol24.pl Gol 24