Atletico - Real LIVE! Rozszczepienie piłkarskich atomów, czyli derby Madrytu w Lidze Mistrzów

Grzegorz Ignatowski
W poprzedniej edycji Ligi Mistrzów te dwie ekipy zmierzyły się w finale. Dziś dwie ekipy z Madrytu stoczą bój w pierwszym meczu ćwierćfinałowym Champions League. Szanse wydają się być wyrównane, ale coś podpowiada, że Atletico jest w nieco lepszej sytuacji. Po pierwsze gra na własnym boisku, a po drugie w ostatnich sześciu meczach ani razu nie zaznało smaku porażki w derbach Madrytu.

To mógłby być wielki rewanż za finał Ligi Mistrzów z poprzedniego sezonu. Atletico z pewnością chciałoby wziąć odwet za mecz, który odbył się 24. maja 2014 roku, w którym Real przez długi czas prowadziło 1:0, by stracić gola w doliczonym czasie gry, a następnie przegrać po dogrywce 1:4. Mógłby, gdyby nie fakt, że Atletico już się zrewanżowało. I to kilka razy. Zaczęło się od meczu w Superpucharze, gdzie po remisie 1:1 na stadionie Realu, "Los Colchoneros" zwyciężyli u siebie 1:0. Później podopieczni trenera Diego Simeone podbili Santiago Bernabeu, wygrywając w meczu ligowym 2:1. Następnie Atleti wyrzuciło "Królewskich" za burtę Copa del Rey, pokonując rywala 2:0 na swoim boisku i remisując 2:2 na terenie wroga. 7.lutego 2015 roku byliśmy świadkami wielkiego uwieńczenia piłkarskiej zemsty. Atletico wygrało na Estadio Vicente Claderon z Realem Madryt 4:0. A może to jeszcze nie był wielki finał? Diego Simeone i spółka zrobią wszystko, by jeszcze raz zemścić się za porażkę w ubiegłorocznym finale Ligi Mistrzów i utorować sobie w ten sposób drogę do tegorocznego finału.

Atletico nie będzie jednak miało łatwego zadania. Real po słabszym okresie w ostatnich tygodniach odzyskał formę, o czym świadczą trzy kolejne zwycięstwa w Primera Division. Klasa rywali "Królewskich" być może nie powala na kolana, ale zdobycie 14 goli w trzech meczach przy tylko jednej straconej musi robić wrażenie. Ale "Los Colchoneros" są w podobnej sytuacji. Na przełomie lutego i marca grali przeciętnie, ale w ostatnich tygodniach zaliczyli trzy zwycięstwa 2:0, by później zremisować 2:2 z Malagą. Wobec takich wyników heroiczne boje obu drużyn w 1/8 finału, po których zarówno Real jak Atletico do ostatniej minuty drżały o awans, wydają się być zamierzchłą przeszłością.

Wygląda na to, że pojedynek pomiędzy tymi drużynami będzie prawdziwym starciem tytanów, a gwarancją jakości nadchodzącego spektaklu może być fakt, że żadna z drużyn nie ma poważniejszych problemów kadrowych. W Realu wszyscy są zdrowi i nikt nie pauzuje za kartki, z kolei w Atletico nie zagra jedynie kontuzjowany Moya. Problemy mogą się pojawić w meczu rewanżowym, bowiem zagrożeni pauzą są Gabi, Fernando Torres, Mario Suarez, Cristian Asnaldi i Jesus Gamez oraz Toni Kroos, Marcelo i Fabio Coentrao.

Jakie są nastroje w obozach obu drużyn? W ekipie "Królewskich" nikt nie myśli o poprzednich meczach z Atletico. Carlo Ancelotti słusznie zauważa, że każdy mecz ma swoją historię i mieszanie do tego dwumeczu wcześniejszych spotkań nie ma większego sensu. − Każdy mecz ma swój problem i każdy mecz ma swój pomysł. Każda porażka była inna. Raz przegraliśmy przez stały fragment, potem przez coś innego, inne starcie przez gorsze nastawienie. Każde spotkanie to inny problem, więc trudno stwierdzić, co tak naprawdę się działo. Poza tym już to ocenialiśmy, a to będzie nowy dwumecz. To nie będzie jeden mecz, to będą dwa starcia. Nie musimy zwyciężyć, ważne mogą okazać się dwa remisy, tak też można awansować. Najważniejszy dla nas jest awans. To będzie dla nas trudne wyzwanie, bo gramy z ekipą, która w poprzednim roku doszła do finału, tak jak my. − mówił na przedmeczowej konferencji prasowej Carlo Ancelotti. − Nie mamy obsesji na punkcie Atletico. Mamy motywację potrzebną do rozegrania ćwierćfinału Ligi Mistrzów, który może doprowadzić nas do półfinału, a ten jest bliski finału. Kiedy dochodzisz do finału, wygrywasz albo przegrywasz. Naszym celem nie jest wygranie z Atletico, naszym celem jest marzenie o wygraniu undecimy. − dodał szkoleniowiec Realu. (cytat za realmadryt.pl)

W identycznym tonie wypowiadał się Diego Simeone. Jednak Argentyńczyk już przed pierwszym gwizdkiem spotkania zapowiada, że to będzie niesamowicie intensywne widowisko. − To oczywiste, że zawsze sytuacje, które łamią mecze, pojawiają się w określonych akcjach i wywodzą się z akcji indywidualnej, akcji drużynowej, piłki stojącej czy błędu w obronie. Taka jest gra. W każdym spotkaniu mają miejsce takie sytuacje. Ja nie oglądam poprzednich starć, bo uważam, że to będzie inne starcie, nowe spotkanie. To będzie ćwierćfinał Ligi Mistrzów, coś innego od Ligi, coś innego finału Ligi Mistrzów. Jednak to będzie wielki mecz, obie ekipy będą chciały zagrać intensywnie. Nie wyobrażam sobie innego meczu, jak ten, który rozegraliśmy w Pucharze Króla dwa lata temu... Chyba, tak, na ich stadionie. Oni zagrali wtedy z wielką intensywnością. Wyobrażam sobie coś podobnego. Jutro zobaczymy co się wydarzy. − mówił przed spotkaniem szkoleniowiec Atletico, Diego Simeone. (cytat za realmadryt.pl)

Pierwszy gwizdek sędziego Milorada Mazicia usłyszymy dokładnie o 20:45. Serbski arbiter jak na razie tylko raz prowadził mecz z udziałem jednej z tych drużyn. Działo się to w bieżącej edycji Ligi Mistrzów, a Real Madaryt wygrał wówczas z Basel 1:0. Ciekawostką jest fakt, że przynosi on szczęście gościom, bo w sześciu spotkaniach Champions League, które prowadził, tylko raz gospodarze schodzili z boiska w roli zwycięzców.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie