Cetnarski i... koniec. Słabe transfery łódzkiego Widzewa

Paweł Hochstim/Dziennik Łódzki
Ośmiu piłkarzy pozyskał w przerwie zimowej Widzew, ale jak przyszła decydująca chwila, to korzyść jest tylko z jednego - Mateusza Cetnarskiego.

Dawno nie było tak bardzo nieudanego okna transferowego w wykonaniu Widzewa, jak to ostatnie. Piłkarze, którzy mieli ratować Widzew przed spadkiem albo są za słabi, albo nie podołali ze zdrowiem. Tak się właśnie kończą darmowe "wzmocnienia"...

- Nie da się ukryć, że drużyna z rundy jesiennej przede wszystkim potrzebowała jakości. I tę jakość teraz mamy - mówił przed rozpoczęciem tegorocznych meczów trener Artur Skowronek. Dziś ekstraklasę musi ratować piłkarzami, którzy - jak twierdził - jakości nie mieli. A ci z "dużą jakością" zaliczają właśnie kolejny klub, który dał się nabrać na ich umiejętności.

Gdy przypomnimy sobie zimowe transfery Widzewa, to najwięcej zdziwienia wywoływało sprowadzenie Mateusza Cetnarskiego. Nikt się nie dziwił, że łodzianie sięgają np. po Marka Wasiluka, który przez ostatnie półtora roku zagrał zaledwie w czterech meczach, czy po Marcina Kikuta, który w tym samym okresie zaliczył raptem dziesięć meczów więcej. Cetnarski spośród nich grał najwięcej i też najwięcej - poza słabym początkiem - dał Widzewowi.

Łodzianie ściągnęli też piłkarzy z nietypową historią z zagranicy - Albańczyka z paszportem Finlandii i Macedończyka z obywatelstwem belgijskim - oraz dwóch piłkarzy Legii, którzy nawet w portalach społecznościowych nie próbują identyfikować się z Widzewem i pożytku nie ma z nich żadnego. Jest też rosyjski bramkarz, ponoć dobry, ale akurat niepotrzebny, bo rewelacyjnie spisuje się Patryk Wolański. A ligę próbują ratować np. skreślony jesienią przez jednego prominentnych działaczy Widzewa Povilas Leimonas, czy też Alex Bruno, o którym Skowronek mówił, że "ten piłkarz go nie interesuje", gdy Brazylijczyk kolejny spóźnił się z urlopu.

Okazało się, że piłkarze "o słabej jakości" potrafią walczyć, choć wygląda na to, że ekstraklasy dla Łodzi nie uratują. W poniedziałek przegrali ze Śląskiem we Wrocławiu przez niemądrą decyzję sędziego i własną nieskuteczność. Wiem, że to trudna decyzja, ale chyba przyszedł czas, by na ławce rezerwowych zasiadł Eduards Visnjakovs, który marnuje ostatnio nieprawdopodobne sytuacje. Trener siatkarskiej PGE Skry Bełchatów Miguel Falasca w jednym z meczów nie bał się zdjąć przed zagrywką Mariusza Wlazłego i zastąpić jednym z młodych graczy, a kilka tygodni później cieszył się, jak Wlazły zagrywkami zapewnia drużynie mistrzostwo Polski. Może Visnjakovs też potrzebuje takiego szoku?

Na cztery kolejki przed końcem sezonu Widzew traci pięć punktów do bezpiecznej lokaty. Jeśli w piątek nie wygra na własnym stadionie z Jagiellonią Białystok, zabawa właściwie się skończy. Tym bardziej, że zwyżkę formy zanotował Piast Gliwice, a Podbeskidzie Bielsko-Biała potrzebuje właściwie jednego zwycięstwa, by być pewnym utrzymania.

Dziennik Łódzki

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie