Co się stało ze skutecznością Eduardsa Visnakovsa?

Paweł Hochstim/Dziennik Łódzki
Pierwszy mecz - dwa gole. Drugi - kolejne dwa. Po czterech ligowych występach miał na koncie pięć bramek, a kibice Widzewa mieli nowego idola. Niestety, w czternastu meczach rundy rewanżowej Eduards Visnakovs trafił do bramki tylko raz. Co się dzieje z "Wiśnią"? - pytają kibice klubu z al. Piłsudskiego.

Jerzy Janowicz znów poniżej oczekiwań. Polak odpadł w 1. rundzie ATP Masters 1000 [ZDJĘCIA, VIDEO]

Gdy w drugiej kolejce obecnego sezonu zadebiutował w Widzewie, dla wszystkich obecnych na stadionie było jasne - Widzew wreszcie ściągnął napastnika z prawdziwego zdarzenia. Już nikt nie myślał o Marcinie Robaku, który po powrocie z Turcji chciał grać w Widzewie, ale nie porozumiał się z władzami klubu.

Visnakovs szybko zyskał uwielbienie kibiców i stał się bohaterem. Gdy tydzień później w meczu z Koroną Kielce po raz kolejny zdobył dwa gole i znów zapewnił zwycięstwo, fani oszaleli z radości. Łódzki biznesmen Grzegorz Waranecki, dzięki któremu Łotysz trafił do Widzewa szybko stał się faworytem kibiców do przejęcia klubu z rąk Sylwestra Cacka. Przecież skazywany na spadek Widzew dzięki niemu miał się uratować. Kilka tygodni później, gdy o transferze Visnakovsa zaczęła myśleć Legia Warszawa, Waranecki napisał na Facebooku, że Visnakovs kosztuje milion euro, ale "dla Legii cena wynosi trzy miliony". I nikt się z tego nie śmiał, bo Visnakovs grał znakomicie.

Gdy Visnakovs strzelał gola za golem pojawiały się dwa pytania - jakim cudem Widzew za darmo ściągnął takiego piłkarza i czy jego dobra gra nie jest dowodem na potworną słabość polskiej ligi. Trzeba bowiem pamiętać, że wcześniej Eduards grał w klubach i kazachskim Szachtiorze Karaganda, w którym notabene siedział na ławce rezerwowych. Widzew nie ma siatki skautów, którzy mogliby wypatrzeć tak dobrego piłkarza wcześniej, niż bogatsze kluby.

Dzisiaj przeszłość Visnakovsa bardziej pasuje do jego formy. W Szczecinie Łotysz mógł zapewnić swojej drużynie remis, ale z metra nie trafił piłką do pustej bramki. Gdyby trafił - Widzew traciłby dziś do Podbeskidzia Bielsko-Biała nie pięć, a cztery punkty. Biorąc pod uwagę fakt, że w rundzie finałowej do rozegrania jest tylko siedem meczów, była to bardzo ważna sytuacja.

Trener Artur Skowronek podniósł w ostatnich tygodniach zespół Widzewa z kolan, ale formy Visnakovsa nie udało mu się poprawić, a to przecież jeden z najważniejszych, by nie powiedzieć kluczowy piłkarz w walce o utrzymanie w ekstraklasie.

Gdy Łotysz strzelił gola w meczu z Lechem Poznań - ponad miesiąc temu - Skowronek wierzył, że wreszcie się przełamie i znów będzie silnym punktem Widzewa. Niestety, dziś już wiemy, że tak się nie stało.

Dziś trudno powiedzieć, co może pomóc Visnakovsowi, by odzyskał wreszcie skuteczność. Na miejsce w składzie czeka jego konkurent Alen Melunović, który dawno już wyzdrowiał i strzela gole w drużynie rezerwowej. Wiadomo, że Widzew nie ma już czasu, by czekać na gole napastnika. Nie można więc wykluczyć sytuacji, w której Skowronek zdecyduje się na posadzenie Visnakovsa na ławce rezerwowych. Chyba, że Łotysz wreszcie zacznie trafiać - w przyszły weekend Widzew rozpocznie rundę finałową meczem z Koroną w Kielcach, a tej drużynie Visnakovs potrafi strzelać. To właśnie w meczu z kieleckim zespołem zdobył na początku sezonu dwie bramki...

Dziennik Łódzki

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie