Echa meczu Śląsk - Jagiellonia. Jaga nie miała we Wrocławiu argumentów

Wojciech Konończuk
Wojciech Konończuk
Żółto-Czerwoni nie zaliczą wrocławskiej eskapady do udanych kamil świrydowicz, jagiellonia.pl
To nie było wielkie widowisko, które skończyłoby się prawdopodobnie bezbramkowym remisem, gdyby koszmarnego błędu nie popełnił Bartosz Bida. Przegrywając 0:1 Jagiellonia nie zrobiła prawie nic, by doprowadzić do remisu - taki są zasadnicze wnioski po porażce białostoczan we Wrocławiu ze Śląskiem.

- Dużo prostych strat, błędnych decyzji. Jest nad czym pracować. Nie chcemy powtórzyć takiego występu w Szczecinie - przyznał w rozmowie z portalem jagiellonia.pl bramkarz Żółto-Czerwonych Damian Węglarz.

Akurat golkiper nie musi mieć do siebie wielkich pretensji, bo przy golu dla rywali nie zawinił, a udało mu się godnie zastąpić Pavolsa Steinborsa i być mocnym punktem zespołu.

Tyle, że sam bramkarz meczu nie uratuje. O ile w defensywnie nie było źle i Śląsk bez prezentu Bidy na początku drugiej połowy miałby wielkie trudności z rozstrzygnięciem meczu na swoją korzyść, to poczynania ofensywne Jagi chluby jej nie przyniosły. Do przerwy było jeszcze przyzwoicie, ale po utracie gola ataki gości wyglądały bardzo nieporadnie, co podkreślają ogólnopolskie i wrocławskie media.

- Goście grali schematycznie, ospale, nie mieli pomysłu na zaskoczenie defensywy Śląska. WKS z kolei nie forsował tempa i szukał akcji oskrzydlających, choć dogodnych okazji z tego nie było - zaznacza "Gazeta Wrocławska".

- Jagiellonia próbowała zepchnąć Śląska do defensywy, ale nie miała argumentów, by przebić się przez wrocławski mur. Nie stworzyła sobie właściwie żadnej dogodnej okazji do zdobycia wyrównującej bramki i już od dawna jej ofensywna gra pozostawia wiele do życzenia - uważa interia.pl.

- Gra częściej toczyła się na połowie wrocławian, ale przewaga przyjezdnych nie przekładała się na sytuacje bramkowe. Ataki przyjezdnych sprowadzały się do dośrodkowań, gdzie albo piłkę łapał Putnocky, albo skutecznie interweniowali obrońcy - dodaje z kolei dziennikarz portalu eurosport.tvn24.pl

Trener naszego zespołu Bogdan Zając tłumaczył taki stan rzeczy m.in. dobrą postawą niepokonanego w tym sezonie u siebie Śląska.

- Myślę, że wynikało to z gry drużyny przeciwnej, która była bardzo dobrze zorganizowana i skutecznie rozbijała nasze ataki, eliminowała nasze akcje. Gra była szarpana, brakowało płynności. Jesteśmy z tego niezadowoleni - ocenił na pomeczowej konferencji szkoleniowiec białostoczan.

Trener Jagi musi też jednak wziąć dużą część odpowiedzialności za porażkę na siebie, bo niewiele dobrego wniosły przeprowadzone przez niego zmiany.

- Kiedy podejmuję decyzję dotyczącą zmiany, to z zamysłem takim, że wejdzie on i pomoże zespołowi. Jeżeli tak się nie stało, to widocznie zawodnik nie podołał tym zadaniom. Nie można od razu zakładać, że zawodnik po wejściu na boisko od razu będzie grał źle. Każdy dokonujący zmiany trener liczy na to, że nowy piłkarz coś wniesie do gry jego drużyny (...). Szukam rozwiązań, które mogą pomóc zespołowi - przekonywał szkoleniowiec.

W każdym razie przed piątkową wizytą w Szczecinie Żółto-Czerwoni mają o czym myśleć i muszą na stadionie Pogoni wypaść dużo lepiej niż we Wrocławiu.

Kobieta sędziuje w Lidze Mistrzów

Wideo

Materiał oryginalny: Echa meczu Śląsk - Jagiellonia. Jaga nie miała we Wrocławiu argumentów - Kurier Poranny

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.