Finał Champions League popisem TVP [KOMENTARZ]

Filip Błajet
Dariusz Szpakowski podczas komentowaniea finału LM nie ustrzegł się kolejnych gaf
Dariusz Szpakowski podczas komentowaniea finału LM nie ustrzegł się kolejnych gaf Wojciech Wilczyński/Gazeta Wrocławska
Finał Champions League to zawsze wielkie emocje, bez względu na to czy gra w nim drużyna z którą sympatyzujemy, czy też nie. Dlatego chcielibyśmy, żeby najważniejszy mecz klubowy sezonu został nam podany w jak najlepszym opakowaniu, niczym wisienka na torcie. Chciałoby się, żeby komentarz meczowy, jak i przedmeczowe studio, stały na wysokim poziomie. Oczekujecie tego od TVP? To się przeliczyliście.

Na szczęście TVP ma tak mało praw do pokazywania spotkań piłkarskich, że rzadko mam okazję, a raczej nieprzyjemność, słuchać tamtejszych komentatorów i ekspertów. O ile przedmeczowego studia obejrzeć mi się nie udało, o tyle na to w przerwie czekałem z wypiekami na ustach. A nuż powiedzą coś ciekawego? Niestety przekaz ze studia trwał około dwóch minut. W tym czasie Jacek Kurowski zdążył przypomnieć jaki jest wynik, Jerzy Engel powiedział jedno zdanie, Wojciechowi Kowalewskiemu udało się powiedzieć aż pół i mogliśmy znów rozkoszować się reklamami. Super, na to czekałem przez te długie 120 sekund.

To jeszcze nic. Prawdziwym popisem było studio po regulaminowym czasie gry, którego, UWAGA, w ogóle nie było. TVP musiało wyemitować przecież reklamy, a transmisja z meczu rozpoczęła się z kilkusekundowym opóźnieniem. Rzetelna, fachowa analiza boiskowych wydarzeń? Nic takiego nie miało miejsca. Telewizja publiczna, która teoretycznie powinna utrzymywać się z abonamentu, emituje więcej reklam niż stacja prywatna. Trudno, może chociaż komentatorzy trzymali wysoki poziom?

Tutaj było chyba jeszcze gorzej. W końcu Dariusz Szpakowski i Marcin Żewłakow mieli siłą rzeczy więcej czasu na mówienie. Niestety. Zastanawiacie się, dlaczego Atletico tak długo prowadziło? Ponieważ miało na boisku dwunastu zawodników. Obok Adriana Lopeza, biegał Adriano Lopez, a popularny "Szpak" nie mógł się zdecydować, który z nich był częściej przy piłce. Szanse wyrównały się, gdy na boisko razem z Alvaro Moratą wszedł Alvaro Moratta. Nic więc dziwnego, że Królewscy dali radę wyrównać, a ostatecznie także wywalczyć puchar.

Prawdziwy dramat doświadczonego dziennikarza TVP zaczął się jednak, gdy na boisku pojawił się Toby Alderweireld. Szpakowski nie mógł się zdecydować jak wymawiać nazwisko defensywnego gracza Los Colchoneros, więc zaprezentował nam chyba z 4 różne wersje, a zaczęło się od Alderrrrrrrwarjelda. Później było jeszcze kilka innych kombinacji, a obrońca Atletico tak się tym przejął, że nie upilnował Garetha Bale’a. Z kolei słowa Żewłakowa do serca wziął sobie Marcelo. Były piłkarz nazwał Brazylijczyka „defensywnym obrońcą, który jest ofensywny”. Lewy defensor nie wiedział do końca jak rozumieć te słowa, więc strzelił gola, żeby nadać zdaniu "Żewłaka" jakikolwiek sens.

Nie lubię przegadanych meczów, ale od Szpakowskiego i Żewłakowa nie usłyszeliśmy nic ciekawego. Żadnych ciekawostek, żadnych statystyk wartych wspomnienia, ani słowa o przedmeczowych wypowiedziach zawodników. Zamiast tego z trzy razy mogliśmy usłyszeć, że Luka Modrić potrafi uderzyć z dystansu, bo kiedyś strzelił gola Manchesterowi United. Tak jak bardzo lubię głos pana Szpakowskiego i to na jego komentarzu się wychowałem, tak chyba już najwyższa pora, żeby ze sceny zejść. Niektóre jego pomyłki stały się już kultowe, a komentator dalej dostarcza materiałów na kolejne klasyki. Z kolei Żewłakow jest zaprzeczeniem, że piłkarz może być później dobrym telewizyjnym ekspertem. Niech ktoś pokaże TVP Neville’a albo Linekera…

Jeszcze bardziej przerażony jestem, gdy patrzę na listę ekspertów TVP na mistrzostwa świata w Brazylii. Obok wspominanego już Żewłakowa będzie inny były piłkarz, Kamil Kosowski. "Kosa" zaimponował mi tym, że w jednym z komentowanych przez siebie spotkań Premier League przez jakieś 70 minut ciągle powtarzał „prawy obrońca łest bromłicz”, jakby widział go na oczy pierwszy raz i nie znał jego nazwiska. Oprócz tego będzie także Rafał Ulatowski, prawdziwy wulkan emocji. Nie wiem, czy krzyknąłby, gdyby Polska zdobyła mistrzostwo świata. Nie chcę więc nawet myśleć, jaka będzie jego reakcja na gola chociażby Kostaryki. „No tak, Kostaryka strzeliła gola, czasami tak się zdarza, że piłka wpada do siatki po takich strzałach…”?

Piłka nożna to najpopularniejszy sport w Polsce i potwierdzają to wszystkie badania. Czy więc naprawdę nie powinno podawać się najważniejszych meczów sezonu jako produktów najwyższej jakości? Z dobrym merytorycznie i fachowym komentarzem oraz ciekawymi, rzetelnymi analizami w studio. Mundial zgromadzi przed telewizorami kilkumilionową widownię. A mógłby jeszcze większą, gdyby TVP przyciągało świetnie przygotowanym produktem. Niestety, obecnie wielu ludzi woli zagraniczne streamy z niską jakością, niż słaby komentarz w telewizji publicznej.

Twitter autora: Filip Błajet

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie