Finanse Górnika Zabrze. Rok na minusie, pieniądze z transferów potrzebne jak tlen

Rafał Musioł
Rafał Musioł
Fot. Piotr Krzyzanowski/Polskapresse
Udostępnij:
2020 rok Górnik Zabrze zakończył stratą 7.165.738,78 zł, podczas gdy poprzedzający go 2019 przyniósł pierwszy od wielu lat zysk 1.2481.10,87 zł. Raport finansowy Górnika Zabrze za rok 2021 jest dopiero opracowywany, ale wiadomo, że klub znów zanotował stratę. Przelewy z wypłatami wychodzą jednak na bieżąco.

- W naszym przypadku rok bilansowy to rok kalendarzowy. Jesteśmy na etapie zamykania bilansu za 2021 - informuje odpowiadająca w Górniku za ekonomię członkini zarządu Małgorzata Miller-Gogolińska. - Nie mam jeszcze wszystkich danych, ale minus na końcu na pewno się pojawi.

W minionym roku Górnik stracił 6 mln zł na pustych trybunach. Co najmniej równie bolesny jest jednak brak wpływów transferowych. Ostatnim udanym posunięciem było odejście Pawła Bochniewicza we wrześniu 2020 do Heerenveen za 1,2 mln euro, co miało przełożenie na ówczesny dodatni bilans.

- Potrzebujemy sensownych transferów, bez nich nie da się zbilansować budżetu. Sprzedaż Szymona Żurkowskiego w 2019 roku (3,7 mln euro) „ustawiła” nas na dwa lata. Mogliśmy myśleć o rozwoju klubu, był komfort - wspomina Małgorzata Miller-Gogolińska. - Gdzieś jednak musieliśmy popełnić błąd, a polityka klubu poszła w złą stronę, skoro nie doczekaliśmy się kolejnego takiego zawodnika. Teraz koncentrujemy się też na tym, by z naszych młodych zawodników wyrósł ktoś, za kogo dostaniemy dużą gotówkę, co znów pozwoli na samofinansowanie się spółki.

Górnikowi nie udało się również pozyskać środków z tarczy rządowej.

- Za pierwszym razem nie spełnialiśmy warunków ze względu na strukturę właścicielską. Złożyliśmy wnioski, ale jako klub należący do miasta nie mogliśmy pozyskać środków z Tarczy - wyjaśnia członkini zarządy Górnika. - Potem , po interwencji PZPN i Ekstraklasy, doprecyzowano przepisy i znów mogliśmy się starać o dofinansowanie. Wtedy jednak okazało się, że jesteśmy za aktywni. To trochę ironiczne stwierdzenie, ale jest w nim prawda. Podpisaliśmy wtedy sponsorską umowę z firmą Schuller Eh’klar i jak się okazało w jej efekcie przekroczyliśmy minimalnie zasadniczą dla Tarczy różnicę między przychodami porównywanymi między poprzednim, a bieżącym rokiem. I znów zostaliśmy z niczym.

Zarząd podkreśla jednak, że pensje płacone są na bieżąco.

- Nawet jeśli zdarzają się przesunięcia, to mamy taką relację z piłkarzami, że otrzymują od nas wprost taką informację: poczekajcie tydzień, może półtora, bo też czekamy na jakąś zapłatę od kontrahenta, a ta się opóźniła - podkreśla Małgorzata Miller - Gogolińska. -Jestem w klubie od czterech lat i nigdy nie było sytuacji, żeby ktoś chciał nas oddać do PZPN za zaległości. Nie mówię, że jest łatwo i że mamy poodkładane pieniądze na konta, bo tak nie jest, ale proszę mi pokazać klub Ekstraklasy który nie ma takich problemów. Uważam, że nie da się takiego wskazać.

Klub musi się rozliczać także ze Spółką Stadion. Ostatnie podwyżki cen gazu i prądu z pewnością wpłyną na wysokość faktur.

- Udało nam się zejść z części kosztów. Przede wszystkim z systemu biletowego. Do tej pory płaciliśmy za niego Spółce, teraz mamy własny system - podkreśla członek zarządu Tomasz Masoń. - Druga sprawa to sprzątanie stadionu. Kiedyś robiła to firma zewnętrzna, teraz spółka sprząta środkami własnymi. A właśnie sprzątanie i ochrona to największe koszty dnia meczowego. Dzięki takim decyzjom udaje się nam znacząco je obniżać. Faktury jednak na pewno wzrosną, bo dostajemy je proporcjonalnie do tego, jakie rachunki otrzymuje Stadion od dostawców mediów. Trzeba też pamiętać, że doczekaliśmy się świetnego boiska treningowego, które jednak także wiąże się z nowymi kosztami...

Bieżący rok też więc zapowiada się niełatwo.

- Nie robimy przymiarek do przychodów, albo robimy je bardzo ogólnikowo, bo do szczegółowych prognoz potrzebowaliśmy... szklanej kuli. Jednego dnia zapadają jakieś decyzje, następnego się zmieniają, albo zostają anulowane, wciąż istnieje ryzyko ponownego całkowitego zamknięcia trybun... Wypracowanie strategii na dłuższy czas jest bardzo trudne.Dlatego też ostrożnie podchodzimy do transferów, bo nie wiemy co będzie za miesiąc, dwa czy trzy - mówi Małgorzata Miller-Gogolińska. - Generalnie zmierzamy więc do tego, by klub prowadzić stabilnie, i by przeżyć ten trudny okres bez większych wstrząsów.

- Trzeba podkreślać, że miasto Zabrze spłaca obligacje, którymi uratowało klub i są to spore kwoty. Środki na bieżące funkcjonowanie musimy jednak przede wszystkim pozyskiwać sami, nie jest tak, że miasto wydaje na Górnika w ciągu roku kolejne miliony ze swojego budżetu - dodaje Tomasz Masoń.

- Proszę pamiętać, że Górnik jeszcze kilka lat temu był tak zadłużony, że nie dawano mu szans na dalsze funkcjonowanie. Dzięki gigantycznym wysiłkom o wszystko idzie w dobrą stronę, ale wiemy, że nie jesteśmy dla miasta łatwym partnerem i że ten proces uzdrawiania musi potrwać długo. Dodam na koniec, że jesteśmy spółką akcyjną i właściwie miasto powinno od nas na koniec roku oczekiwać dywidendy - podsumowała Małgorzata Miller-Gogolińska.

Nie przeocz

Musisz to wiedzieć

Bądź na bieżąco i obserwuj

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Mistrzostwa w Polsce zwiększą popularność strzelectwa i rugby

Wideo

Materiał oryginalny: Finanse Górnika Zabrze. Rok na minusie, pieniądze z transferów potrzebne jak tlen - Dziennik Zachodni

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Gol 24
Dodaj ogłoszenie