Lech - Warta: Skandale i brudne zagrywki w derbach Wielkopolski. Na Golęcinie badali sędziego alkomatem

Maciej Lehmann
Maciej Lehmann
Karol Majewski (w środku) przeżył kilka „dziwnych” derbów...
Karol Majewski (w środku) przeżył kilka „dziwnych” derbów... Grzegorz Dembiński
Udostępnij:
W niedzielę o godz. 17.30 po 25 latach przy Bułgarskiej rozegrane zostaną derby Poznania w piłkarskiej ekstraklasie, czyli mecz Lecha z beniaminkiem Wartą. W derbach Wielkopolski nie brakowało zaskakujących rezultatów, jak choćby zwycięstwo 6:1 Lecha Poznań z Olimpią przy Bułgarskiej w 1992 roku czy klęska 0:4 i wygrana 4:1 z Amiką, ale też skandali.

Głośnym echem odbiły się derby w sezonie 1990/91 Olimpii z Lechem zakończone zwycięstwem zespołu z Golęcina wynikiem 3:2. Kapitan Lecha Damian Łukasik zarzucił nietrzeźwość sędziemu tego spotkania Marianowi Duszy. Były próby badania alkomatem, a gdy wynik był satysfakcjonujący dla arbitra, zażądał on przeprosin.

- Pamiętam mecz na Golęcinie, gdy Lech przyjechał już przebrany i wyszedł na rozgrzewkę prosto z autobusu. Działacze poznańskiego klubu tuż przed gwizdkiem arbitra podali skład. Byłem wtedy spikerem, kibice domagali się, by podać wyjściową jedenastkę, ale to było niemożliwe do momentu, kiedy zawodnicy Kolejorza nie zdjęli dresów - opowiada Wojciech Michalski, długoletni szef działu sportowego „Ekspressu”.

Sprawdź też:

- Pamiętam to spotkanie, wyjazd autobusem wprost na rozgrzewkę wymyślił trener Waligóra, bo bał się, że działacze Olimpii czymś go zaskoczą - wspomina były piłkarz Olimpii i Lecha Ryszard Rybak. - Ten mecz wygraliśmy 2:0. Pamiętam jednak, że otrzymaliśmy też jasny przekaz od zarządu, że mamy derby przegrać. Był telefon z KW PZPR czy z ul. Kochanowskiego, że Lech nie może zdobyć punktów i zagraliśmy tak, jak nam kazano. Po meczu w nasz autobus kibice rzucali momenty i skandowali "sprzedawczyki, sprzedawczyki". To było straszne. Dźwięk tych monet, odbijających się od karoserii i szyb pamiętam do dziś - mówi Rybak.

Zobacz "Wokół Bułgarskiej" po meczu z Hammarby, a przed derbami Poznania:

Aroganckich gestów i chamskich zagrywek w latach 90. nie brakowało. „Na mieście” w kawiarniach, gdzie regularnie spotykali się „prywaciarze” będący sponsorami Lecha, pojawiały się przed derbami z Olimpią plotki, że ten czy inny zawodnik nie będzie mógł grać, bo milicja w nocy zabrała mu prawo jazdy, jak wracał z imprezy, i warunkiem jego oddania jest absencja w tym meczu.

- Dziwne telefony, groźby i naciski, to rzeczywiście był klimat tamtych czasów - wspomina Karol Majewski, długoletni kierownik Warty Poznań. - My to przeżyliśmy przed spotkaniami z Miliarderem Pniewy - dodaje.

Chodzi o mecz w 1994 roku przegrany przez Zielonych 0:1. W roli głównej jednak nie wystąpili zawodnicy, ale sędzia Roman Drzewiecki. Nie uznał prawidłowo zdobytego gola Warcie, wydawał przez cały mecz krzywdzące Zielonych decyzje. Wzburzenie, spokojnych zwykle kibiców Warty było tak duże, że arbiter nie mógł wyjść z szatni, bo zapewne zostałby poturbowany. Potrzebna była interwencja policji - Wziąłem kluczyki od jego malucha i przestawiłem auto kilkaset metrów od stadionu. Gdyby kibice dowiedzieli się, że to jest jego auto, dużo by z niego nie zostało - wspomina Karol Majewski.

Sprawdź też:

Skandaliczny przebieg miał też mecz Warty z Miliarderem rozegrany rok wcześniej kiedy oba zespoły walczyły o awans do ekstraklasy. Zieloni byli liderem, drużyna z Pniew bardzo potrzebowała punktów. Poznańskie gazety już przed pierwszym gwizdkiem sędziego przewidywali, że po pełną pulę zespół Elektromisu. I tak rzeczywiście się stało, choć w kuriozalnych okolicznościach. Trener Wojciech Wąsikiewicz posadził na ławce Zbigniewa Pleśnierowicza i Krzysztofa Pawlaka, a najlepszy na boisku w pierwszej połowie Piotr Kasperski (poznaniacy prowadzili po niej 1:0) został zdjęty po 45 minutach.

Miliarder wygrał 2:1, bo po zmianie stron piłkarze Warty byli statystami. Obecność na trybunach Wojciecha Pijanowskiego prowadzącego program „Koło fortuny”, sponsorowany przez Elektromis, wywołała komentarze, że Zieloni wykręcili stratę kolejki.

- Przy Drodze Dębińskiej mówiło się, że ten mecz pozwolił dokończyć Warcie sezon, bo z pieniędzmi było krucho - wspomina Karol Majewski.

Działacze Miliardera w zakulisowych rozgrywkach licytowali twardo. W sezonie 94/95 Bardzo potrzebne były im też punkty z Lechem. Kierownik drużyny Andrzej Mrocoszek zorganizował przed derbami konferencję w Hotelu Merkury. Miejsce świadczyło już o tym, że ten mecz przy Bułgarskiej traktuje się bardzo poważnie. Mrocoszek dawał gwarancję, że w tym spotkaniu Kolejorz nie odda punktów. Derby zakończyły się wygraną Miliardera 2:1. Konsekwencją tego wyniku było pożegnanie się z kilkoma piłkarzami.

ZOBACZ TEŻ:

WAGs Lecha Poznań Trzeba przyznać, że piłkarze Kolejorza mają gust! Zobaczcie, czyje serca udało im się podbić. Oto ich żony i partnerki. Kliknijcie tutaj i przejdźcie dalej --->

WAGs Lecha Poznań. Piękne żony i partnerki piłkarzy drużyny Kolejorza

Sprawdź też:

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Materiał oryginalny: Lech - Warta: Skandale i brudne zagrywki w derbach Wielkopolski. Na Golęcinie badali sędziego alkomatem - Głos Wielkopolski

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Gol 24
Dodaj ogłoszenie