Liga Europy. Ktoś przegra po raz pierwszy w finale: Sevilla albo Liverpool

Hubert Zdankiewicz
Sevilla Grzegorza Krychowiaka zmierzy się w środę z Liverpoolem w finale Ligi Europy. Hiszpanie powalczą o przejście do historii, Anglicy o udział w następnej edycji Ligi Mistrzów.

– Jedziemy do Bazylei po puchar – zapowiada przed środowym finałem Ligi Europy (początek o 20.45, transmisja w Eurosporcie i Canal+ Sport) pomocnik Sevilli Grzegorz Krychowiak. – Szkoda byłoby, gdyby sezon z takim meczem, jak rewanż z Borussią, nie został zwieńczony zdobyciem pucharu. Ostatecznie o to właśnie chodzi w piłce nożnej. Na samym końcu twojej piłkarskiej przygody, nie liczy się to, ile zaliczyłeś występów w Lidze Mistrzów, lecz o zwycięstwa i tytuły – podkreśla pomocnik Liverpoolu James Milner.

Nawet bez tych deklaracji można by było spodziewać się wielkich emocji. Na St. Jakob-Park zagrają drużyny dotychczas niepokonane. Sevilla wygrała dwie ostatnie edycje Ligi Europy (rok temu, na Stadionie Narodowym w Warszawie, pokonała 3:2 ukraiński Dnipro Dniepropetrowsk). W sumie zespół z Andaluzji cztery razy dochodziła do finału tych rozgrywek (pierwsze dwa w czasach, gdy nazywały się jeszcze Puchar UEFA) i cztery razy wygrywał.

Jeśli zwycięży również w środę ustanowi rekord, bo nikt wcześniej nie wygrał Ligi Europy pięć razy. Nikomu nie udała się również ta sztuka trzy razy z rzędu. Na tym nie koniec, bo indywidualne rekordy mogą ustanowić Jose Antonio Reyes i trener Unai Emery. Pierwszy może wygrać swój czwarty finał (trzeci z Sevillą, bo w 2010 roku triumfował w LE z Atletico Madryt), drugi może wyrównać osiągnięcie Giovanniego Trapattoniego i zwyciężyć po raz trzeci. Z tą jednak różnicą, że Włoch dokonał tej sztuki z dwoma klubami (dwa razy z Juventusem Turyn i raz z Interem Mediolan).

Niepokonany w finałach Pucharu UEFA był do tej pory również Liverpool. „The Reds” trzykrotnie zdobywali to trofeum, po raz ostatni w 2001 roku. Pokonali wówczas po dogrywce Deportivo Alaves. Stawką środowego meczu będzie jednak dla nich nie tylko czwarte trofeum, ale również udział w najbliższej edycji Ligi Mistrzów. Zespół Jürgena Kloppa zakończył rozgrywki w Premier League dopiero na ósmym miejscu i tylko wygrana w finale zapewni mu przepustkę do pucharów.

– Nikt nie jest faworytem i nikt nie jest w połowie drogi – przyznaje w rozmowie z hiszpańskim dziennikiem „Marca” niemiecki szkoleniowiec Liverpoolu, którego zdaniem kibice obejrzą w środę zacięty mecz, w każdej jego fazie. – Dla mnie to lepiej, że ciśnienie jest większe, bo jestem wtedy spokojniejszy. Musimy czerpać radość z tego spotkania i dać z siebie wszystko. Nic nie jest gwarantowane, wszystko jest możliwe. Lubię te rozgrywki i cieszę się, że dotarliśmy aż do finału. Rozegraliśmy po drodze kilka fantastycznych spotkań na Anfield Road. Jestem dumny z chłopaków, bo nie było nam łatwo. Sevilla to waleczna drużyna. Jej piłkarze są świetni i w defensywie i w kontrataku, czyli w tym, w czym charakteryzują się hiszpańskie zespoły. Na murawie zobaczymy więc dwie wielkie drużyny, godne walki o takie trofeum – dodaje Klopp.

– Chcę kolejnego tytułu, chcę wygrać, cała drużyna czuje głód. Będziemy się cieszyć tym meczem wspólnie z naszymi kibicami. Dobrze wiemy, że ten finał może nam przynieść kolejne trofeum i zapewnić miejsce w Lidze Mistrzów. To trzeci z rzędu finał i nie wiemy, kiedy będziemy mieli następną taką okazję – podkreśla, cytowany przez internetową stronę Sevilli, Krychowiak, dla którego może być to drugie zwycięstwo w Lidze Europy. Rok temu Polak zdobył nawet bramkę w finale z Dnipro. – Każdy mecz jest inny, każdy finał wyjątkowy i trudny. Tak było ostatnio i tym razem też jesteśmy przygotowani na wymagające spotkanie – dodaje polski pomocnik.

Na wsparcie kibiców liczą również gracze Liverpoolu. – Przez cały sezon wykonywali świetną robotę na trybunach, moc pokazali zwłaszcza w meczach z Borussią i Villarrealem, Jestem pewien, że to samo zrobią w finale – mówi Lucas Leiva.
Mieszane uczucia może mieć tylko Alberto Moreno. Hiszpański obrońca Liverpoolu to wychowanek i były zawodnik Sevilli, z którą zdążył nawet wygrać w 2014 roku Ligę Europy. – Sevilla to mój dom, moje miasto i klub, który uczynił ze mnie piłkarza. Skłamałbym jednak, gdybym powiedział, że życzę im zwycięstwa w środę – zapowiada Moreno.

W ostatnich ligowych sprawdzianach przed finałem oba zespoły zaprezentowały się słabo. Sevilla przegrała 1:3 z Athletikiem Bilbao, a Liverpool zremisował 1:1 z West Browmich Albion. Nie należy jednak wyciągać z tych spotkań pochopnych wniosków, bo oba zespoły zagrały w mocno rezerwowych składach. – Fakt, że jest to nasz trzeci z rzędu finał pokazuje, jak poważnie podchodzimy do rywalizacji w Lidze Europy i jak bardzo jesteśmy głodni kolejnego zwycięstwa w tych rozgrywkach – zapowiada Unai Emery.

Wideo

Materiał oryginalny: Liga Europy. Ktoś przegra po raz pierwszy w finale: Sevilla albo Liverpool - Polska Times

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

t
tomas22
mecz za darmo w Hd mozecie ogladac na

mecze24.strefa.pl
r
robert55
mecz za darmo w jakosci HD mozecie ogladac na stronie

mecze24.strefa.pl
h
hhhhh
taka tradycja???
Dodaj ogłoszenie