Lotto Ekstraklasa. Dramat Pogoni. Grała bardzo dobrze, ale Legia była zabójczo skuteczna

psz, Kaja Krasnodębska
Pogoń Szczecin - Legia Warszawa 1:3
Pogoń Szczecin - Legia Warszawa 1:3 Sebastian Wolosz/ Polska Press
Udostępnij:
Lotto Ekstraklasa. Pogoń Szczecin przegrała u siebie z Legią Warszawa (1:3) na zakończenie 15. kolejki Lotto Ekstraklasy. Przez długie fragmenty spotkania lepsi byli gospodarze, ale to zespół mistrza Polski wyprowadzał zabójcze ciosy.

Biorąc pod uwagę, że gospodarze podchodzili do tego meczu de facto bez szkoleniowca, spotkanie zapowiadało się wyjątkowo jednostronnie. Portowców poprowadzić miał były asystent Macieja Skorży Rafał Janas, który już za kilka dni definitywnie pożegna się ze swoją rolą. W kuluarach słychać, że w ciągu tygodnia zastąpić ma go Kosta Runjaic, który niedzielne spotkanie obserwował z wysokości trybun. I patrząc na grę swoich przyszłych podopiecznych, mógł być pozytywnie zaskoczony.

Szczecinianie, którzy przecież w nie zwyciężyli od połowy sierpnia, a w ciągu ostatnich pięciu kolejek zdobyli zaledwie jeden punkt, wcale nie wyglądali na słabszych od Wojskowych. Legia weszła w to spotkanie znacznie słabiej, niż robiła to w ubiegłych tygodniach. A przecież Romeo Jozak dokonał tylko jedną i to wymuszoną zmianę w składzie. Z powodu kartek pauzować musiał Guilherme, więc zamiast niego w wyjściowej jedenastce pojawił się Cristian Pasquato. Znacznie więcej roszad po drugiej stronie barykady. Po kontuzji powrócił Jarosław Fojut, natomiast od początku pojawili się również Ricardo Nunes, Lasha Dvali czy Jakub Piotrowski. I patrząc na ich postawę, można było śmiało pomyśleć, że decyzje Rafała Janasa okazały się trafionymi.

Pogoń nie wystraszyła się Legii. Bardzo ofensywnie podeszła do tego meczu, już od początku kreując sobie sporo sytuacji. Do przerwy zdołali oddać aż siedem strzałów, co naprzeciw zgranej i solidnej przecież linii obrony Wojskowych do łatwych nie należy. Do tego znaczna przewaga w posiadaniu piłki – z samego obrazu gry szczecinianie zasługiwali do przerwy co najmniej na remis. Tak się jednak nie stało. Faul Lashy Dvaliego na Michale Kucharczyku i prowadzący to spotkanie Tomasz Musiał nie miał najmniejszych wątpliwości. Wskazał na jedenastkę, którą przed samym zejściem do szatni wykorzystał Łukasz Broź. Było to jedno z zaledwie trzech celnych uderzeń oddanych przez podopiecznych Romeo Jozaka w premierowych czterdziestu pięciu minutach. Goście nieco rozczarowywali. Potrafili wykreować groźne sytuacje: na skrzydle błyszczał Kucharczyk, dobre wrzutki zanotował także Jarosław Niezgoda, jednak wciąż brakowało wykończenia. 22-letni napastnik dawał się łapać na pozycji spalonej, natomiast Kasper Hamalainen i Cristian Pasquto praktycznie w ogóle nie pokazywali się pod piłką.

Na tle Jakuba Piotrowskiego, Adama Frączczaka czy Kamila Drygasa prezentowali się naprawdę blado. Cała trójka ciężko pracowała w ataku, a od wpisania się na listę strzelców dzieliło ich jedynie szczęście oraz skuteczne interwencje Arkadiusza Malarza. Doświadczony golkiper nie raz musiał ratować swoich partnerów przed stratą gola. Nie zmieniło się to również po przerwie. Strata gola nie zabiła ambicji szczecinian. W drugą połowę weszli równie mocno jak w tą pierwszą i szybko mieli okazję zdobyć wyrównujące trafienie. Kamil Drygas najpierw po dośrodkowaniu z rzutu rożnego minimalnie przeniósł piłkę nad poprzeczką, a ze swojego gola mógł cieszyć się dopiero po nieco ponad godzinie gry. Jego upór w dążeniu do bramki przyniósł efekt i po dośrodkowaniu od Adama Gyurcso mocnym strzałem pokonał Arkadiusza Malarza.

Minuty mijały, przewaga w posiadaniu piłki Portowców nie malała. Szczecinianie nadal prowadzili grę, nie pozwalając rywalom na zbyt wiele. Wszelkie poważniejsze akcje Legionistów starali się przerywać w zalążku, a sami kontynuowali pracę w ofensywie. Nieco poprawy w grze gości przyniosły dopiero roszady. Na murawie pojawił się między innymi Thibault Moulin, który na kwadrans przed zakończeniem spotkania dał Legii prowadzenie. Strzałem z dystansu zaskoczył całą linię obrony Wojskowych. Wynik na 1-3 ustalił natomiast Lasha Dvali. Defensor od samego początku miał ogromne problemy z upilnowaniem Michała Kucharczyka. W pierwszej połowie przyniosło to rzut karny dla Legii natomiast w końcówce samobójczą bramkę Węgra. Nic więc dziwnego, że boisko opuszczał w smutnym nastroju. Wraz z kolegami odniósł czwartą porażkę z rzędu przez co jeszcze mocniej zakopał się na ostatnim miejscu tabeli. A warszawianie? Podopieczni Romeo Jozaka wykonali plan i na reprezentacyjną przerwę udadzą się jako samotny wicelider.

Atrakcyjność meczu: 7/10
Piłkarz meczu: Thibault Moulin

EKSTRAKLASA w GOL24

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze 5

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

C
Chemik
Z tego co mi wiadomo Kasza Dwali to Gruzin
k
kibol
MISTRZEM POLSKI JEST LEGIA I TAK BĘDZIE DO FINAŁU .
k
kibic
Ale Legia była bardziej skuteczniejsza i pogoń ... niestety została w tabeli tam gdzie tkwi od wielu miesięcy .mam nadzieję , że pierwsza liga pogoń czeka .
m
misjonarz
niestety, ta wygrana legii się nie należała. grała piach, pogoń była dużo lepsza, i brakło trochę szczęścia.
h
hans
samotny wicelider?..kto takie głupoty wymyśla..
Więcej informacji na stronie głównej Gol 24
Dodaj ogłoszenie