Maciej Murawski: W Gdańsku jeszcze nie mogą myśleć o tytule

Mateusz SkrzyńskiZaktualizowano 
Jakub Błaszczykowski wrócił do Ekstraklasy.
Jakub Błaszczykowski wrócił do Ekstraklasy. Aneta Zurek / Polska Press
Po przerwie zimowej do gry wróciła Lotto Ekstraklasa. Na razie w wyścigu po mistrzostwo Polski przewodzi Lechia Gdańsk. „W Gdańsku jeszcze nie mogą myśleć o tytule. Jeśli Lechia chce być mistrzem Polski, to musi myśleć o każdym kolejnym meczu” - przestrzega ekspert Canal+Sport, Maciej Murawski.

Przed rokiem wyścig o mistrzostwo Polski został nazywany „wyścigiem ślimaków”. W tym roku może być podobnie?

To jest ekstraklasa. Nigdy nie wiadomo jak to będzie wyglądało. W naszej lidze o wynikach meczów często decyduje dyspozycja dnia. Mecze można wygrywać walką i zaangażowaniem na boisku.

Pomóc w walce o mistrzostwo mają także transfery. Wciąż brakuje klubów, które robią to rozsądnie. Większość kupuje z klapkami na oczach, stawiając na kolejnych obcokrajowców. W Zagłębiu Sosnowiec przeprowadzono prawdziwą rewolucję.

Uważam, że transfery powinno być robione przede wszystkim z głową. Nie mogę jednak klubom tego zabronić, a w naszej ekstraklasie nie brakuje drużyn, które masowo wymieniają piłkarzy. Jestem zwolennikiem stawiania na młodych graczy z Polski, bo na nich w przyszłości będzie można zarobić. Są oni także przyszłością reprezentacji.

Kilka kontraktów tej zimy już zostało podpisanych. Popyt na naszych zawodników jest zwłaszcza we Włoszech. Karol Świderski już teraz zdecydował się wyjechać z Polski.

Polscy piłkarze mają już swoją markę w Serie A, stąd też nie może dziwić spore zainteresowanie. Przykłady Bartosza Bereszyńskiego, Karola Linettego, Krzysztofa Piątka czy Arka Milika doskonale pokazują jaką drogą powinny podążać polskie kluby. Włosi nie boją się zainwestować w młodych polskich piłkarzy, bo praktycznie nic na tym nie tracą. Najnowszy przykład Piątka pokazuje, że piłkarz, który jeszcze pół roku temu grał w ekstraklasie może kosztować grube miliony.

Największym wygranym transferów w ekstraklasie wydaje się Jagiellonia. Wszystko za sprawą Wisły Kraków, która musiała pozwolić odejść swoim najlepszym zawodnikom.

Jagiellonia już od lat jest bardzo mądrze prowadzona. Pomimo nie największego budżetu co roku jest w stanie do końca walczyć o mistrzostwo Polski. Piłkarze pozyskani z Wisły Kraków wydają się solidnym wzmocnieniem, dlatego te transfery są w pełni uzasadnione. Są to zawodnicy sprawdzeni na tle naszej ekstraklasy.

Niewiele brakowało, a Wisła zniknęłaby z mapy Ekstraklasy. Teraz do klubu wrócił Jakub Błaszczykowski.

To, co stało się w Wiśle tylko pokazuje ile ten klub znaczy. Wisła ma wielkich kibiców i wielką historię. Piłkarko ciężko powiedzieć jak będzie to wyglądało. Powrót Błaszczykowskiego to wielka rzecz. To co zrobił Kuba dla Wisły jest niesamowite i zasługuje na wielki szacunek. Do Krakowa sprowadzono również Sławomira Peszkę, którego doświadczenie z pewnością się przyda.

Czarnym koniem tej wiosny może okazać się Cracovia. Po słabym początku sezonu „Pasy” są chyba w stanie wylądować nawet w europejskich pucharach.
Prezes Janusz Filipiak wytrzymał ciśnienie i po nie najlepszym starcie rozgrywek nie zwolnił Michała Probierza. A ten nie raz udowodnił, że jest dobrym trenerem i zna się na swoim fachu. Nie zapominajmy, że ta drużyna zmagała się z wieloma problemami. Stracili najlepszego strzelca - Piątka. Odszedł też Miroslav Covilo, który był kluczowym piłkarzem w środku pola Cracovii.

Trenera zmieniono za to w Poznaniu. Adam Nawałka nieźle zaczął, wygrywając wszystkie spotkania na zakończenie roku. Pierwszy mecz w tym roku okazał się jednak falstartem.

Lech mnie rozczarował. Szczerze mówiąc spodziewałem się zdecydowanie więcej po drużynie, która ma walczyć o mistrzostwo Polski. Trzeba jednak przyznać, że Zagłębie Lubin postawiło mu trudne warunki i zagrało bardzo dobrze.

Problemy z Pogonią miał lider z Gdańska. Lechia wygrała 2:1, jednak jej gra pozostawiała sporo do rzeczenia. Czy drużyna Piotra Stokowca jest wreszcie gotowa na mistrzostwo?

Lechia jest liderem dlatego jak najbardziej należy traktować ją poważnie. Ich największym zagrożeniem są oni sami. Nie mogą myśleć o tytule, dopóki go nie wywalczą. W Gdańsku powinni myśleć o każdym kolejnym meczu.

Ich najgroźniejszym rywalem wydaje się Legia. Drużyna Ricardo Sa Pinto postawiła wzmocnić się piłkarzami z Portugalii.

Nie znam tych piłkarzy. Trener Sa Pinto z pewnością ma jakiś pomysł i wie, kogo sprowadził. Jestem jednak przekonany, że w Portugalii dobrze szkolą.

Czerwoną latarnią ligi pozostaje Zagłębie Sosnowiec. Beniaminek znacząco odstaje od reszty stawki.

Jeszcze za wcześnie, żeby spisywać Zagłębie na straty. W Sosnowcu muszą dużo pracować i wierzyć w to, że nie wszystko jeszcze stracone. Tylko w taki sposób uda im się wyjść z kryzysu. Dopóki piłka w grze to wszystko jest możliwe.

polecane: Flesz: otyłość zabija Polaków, problem rośnie i dotyczy nastolatków

Wideo

Materiał oryginalny: Maciej Murawski: W Gdańsku jeszcze nie mogą myśleć o tytule - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3