Marcin Pietrowski dla Ekstraklasa.net: Zrobiono ze mnie alkoholika

Jacek Czaplewski
O pracy magisterskiej, roli tłumacza dla Deleu, konflikcie z kibicami, atmosferze w szatni i neologizmach "Bobo" Kaczmarka porozmawialiśmy z defensywnym pomocnikiem Lechii Gdańsk, Marcinem Pietrowskim.
Kaczmarek: Piłkarze Podbeskidzia zwietrzyli szansę na utrzymanie

Jako jeden z nielicznych piłkarzy możesz pochwalić się dyplomem ukończenia wyższej uczelni. Ciężko było połączyć studia z grą w klubie?
Nie, raczej nie. Udało mi się to pogodzić. Miałem fajny, dwutygodniowy cykl wykładów. Po nim następowała półroczna przerwa, potem egzaminy, znowu zjazd i tak w kółko. Te pięć lat - wbrew pozorom - szybko minęło.

Zjazdy kolidowały z meczami?
Aż tak bardzo nie, choć faktycznie - odbywały się w trakcie sezonu. Wyglądało to mniej więcej tak, że rano jechałem na uczelnię, potem na trening Lechii i z niego znowu na uczelnię. Ale byłem w dobrych relacjach z innymi studentami, więc łatwo nadrabiałem materiał z zajęć, które mnie omijały.

Miałeś zajęcia z piłki nożnej?
Na turystyce, którą studiowałem, praktycznie w ogóle nie było gier zespołowych. Częściej chodziliśmy na nordic walking, albo na inne terenowe zajęcia (śmiech). Wracając do wcześniejszego pytania… Zdarzało się, że znajomi ze studiów gratulowali mi wygranego meczu, albo dobrego występu, bo dzień wcześniej, przez zjazdem, grałem w lidze.

Pracę magisterską pisałeś na temat odżywiania w klubach piłkarskich. Zdarza się, że na zgrupowaniu meczowych podchodzisz do kolegów i dajesz im wskazówki, co powinni jeść, a czego się wystrzegać?
Nieeee, nie robię z siebie jakiegoś dietetykowgo „guru”. Nie pozjadałem wszystkich rozumów, choć mam wiedzę na temat tego, co – dajmy na to - należy jeść i pić, by przyspieszyć regenerację po dużym wysiłku, albo czego nie wypada przed meczem. Ktoś, kto ćwiczy wyczynowo powinien znać podstawy prawidłowego odżywiania. Wiem po sobie, że taka wiedza się przydaje.

W pracy porównywałeś odżywianie w Lechii i w czwartoligowym Potoku Pszczółki. Dostrzegasz przepaść w żywieniu?
Wyraźną, choćby w samej świadomości trenerów i piłkarzy. U nas jej nie brakuje, natomiast w Potoku mają na to „wylane”. Ale ja się im nie dziwię. To klub amatorski.

Masz już plan awaryjny na przyszłość, biorąc pod uwagę studia, które ukończyłeś.
Niby tak, ale chcę tę wiedzę jeszcze mocniej udokumentować papierami na dietetyka. Być może wkrótce zacznę robić studia podyplomowe z tego zakresu.

Niewielu jest piłkarzy, mogących pochwalić się tytułem magistra. Dlaczego?
Ciężko powiedzieć, może niektórzy nie czują się na siłach, by powiązać grę z nauką. U nas, na przykład, Krzysiek Bąk niedawno planował wznowienie studiów na AWF-ie. Nie wiem, czy nadal ma taki pomysł, muszę go zapytać.

Zastanawiam się, skąd u Ciebie taka zwyżka formy. Chyba przez tego mocnego kopa w tyłek od kibiców, którzy w zeszłym roku wytykali Ci imprezowanie.
Właśnie dziwię się tym głosom, że niby teraz wziąłem się za siebie, że gram lepiej itd. Ale przecież stylu życia nie zmieniłem! Owszem, chodziłem do nocnych klubów i się tego nie wypieram. Jestem zdania, że każdy zasługuje na wyjście na miasto, o ile ma świadomość, kiedy może to robić.

Ciebie widywano często. Nawet po przegranych meczach.
Czytałem wpisy na forum. Powiem Ci, że większość tych „relacji” była wyssana z palca, wymyślona. Kilku zadufanych w sobie kibiców uznało mnie za kozła ofiarnego ligowych porażek. Zgadzam się, że znalazłem się w nieodpowiednim miejscu w nieodpowiednim czasie. Nie wypieram się tego. Ale ze mnie zrobiono alkoholika! Przejąłem się tym. Nie sądziłem, że zostanę zjechany na taką skalę. Nie zasłużyłem na takie traktowanie.

Swoją drogą wymyśliłem kąśliwe porównanie po meczu z Koroną Kielce, w którym strzeliłeś pięknego gola. Szło to tak: „Kiedyś shoty w barze, teraz na boisku”. Niezłe, co?
Ciekawe, tego nie słyszałem (śmiech). Ale mijasz się z prawdą w pierwszej części. Zapytaj o opinie tych, którzy znają mnie bliżej. Potwierdzą moją wersję.

Grasz w piłkę, uczysz prawidłowego odżywiania i jeszcze jesteś tłumaczem. Deleu zdradził, że pobierał u Ciebie lekcje polskiego.
Początki były trudne. Ja nie znałem portugalskiego, on nie znał angielskiego. Na migi tłumaczyłem mu proste kwestie typu: to jest noga, piłka, lewa strona, prawa. Do tego doszły przekleństwa, które chwytał najszybciej (śmiech). „Didi” przez pierwszy rok nie rozstawał się ze słownikiem. Bardzo zależało mu na poznaniu naszego języka. Ja mu tylko pomogłem, by jak najszybciej się z nim oswoił. Teraz mam satysfakcję, bo trzech latach bardzo swobodnie rozmawia.

A jak to wygląda na przykładzie Ricardinho?
Moją rolę przejął Deleu. „Rysiek” rozumie praktycznie wszystko, co do niego mówimy. Ale z mówieniem ma jeszcze kłopot. Często uzupełnia zdania o słowa z portugalskiego. Czasem z tego żartujemy.

W szatni w ogóle musi być wesoło, skoro steruje nią mistrz porównań, ripost i plastycznych opisów, "Bobo" Kaczmarek. Co z jego kwiecistej mowy zapadło Ci najbardziej w pamięć?
Trener ma wyjątkowo bogaty zasób słownictwa. Sprawdziłby się w roli pisarza, albo dziennikarza. Mnie najbardziej z jego neologizmów śmieszy „obwarzanek”, którym nazywa nieczyste uderzenie w piłkę.

Oglądałeś kiedykolwiek kulisy Korony Kielce? Można tamtą atmosferę w szatni porównać do waszej?
Klimat nieco inny, ale zapewniam, że u nas też jest mega.

W Kielcach muzykę zapuszcza Maciej Korzym. A u was? Deleu?
Haha, dobrze, że pytasz, bo przypomniał mi się kolejny tekst trenera Kaczmarka. Na sprzęt muzyczny, do którego podłączamy telefony mówi „patofonik” (śmiech). Wracając do pytania… Generalnie u nas nie ma jednej osoby odpowiedzialnej za muzykę. Jeśli ktoś znajdzie fajny kawałek, to puszcza go dla wszystkich.

Jest między wami, zawodnikami, jakaś zażyłość? Spotykacie się w wolnych chwilach?
Rzadko kiedy jest okazja, by spotkać się w całości. W mniejszych grupkach owszem. Ja trzymam się z Deleu i „Dudusiem” (Adam Duda - przyp. red.)

Karierę w Lechii zaczynałeś siedem-osiem lat temu. A kojarzysz wcześniejsze mecze z A-klasy? Chodziłeś wtedy na trybuny?
Nie. Przygodę z kibicowaniem zacząłem od czwartej ligi. Jak awansowaliśmy do trzeciej ligi to byłem na wszystkich meczach u siebie. Czasem jeździłem też na wyjazdy. W ogóle mam ogromny szacunek dla ludzi, którzy ogromnym nakładem sił dołożyli starań, by Lechia grała dziś w ekstraklasie, a nie pałętała się po niższych ligach.

Pytam w kontekście tożsamości Lechii, o której tak często mówi Kaczmarek.

Jej namiastkę przed chwilą widziałeś. Po ostatnim treningowym gwizdku wszyscy zebraliśmy się na środku i – po wybiciu rytmu poprzez klaskanie - krzyknęliśmy głośnio: „Lechia!”. Niby drobny szczegół, a jednak jednoczy. Mi się na przykład bardzo podoba pomysł ze stawianiem na wychowanków. Mamy zdolną młodzież, no i w ogóle mi, jako gdańszczaninowi, fajnie gra się z ludźmi, którzy stąd pochodzą.

Jak wrażenia z wizyty w muzeum?
Jestem pod wrażeniem pracy pana Zbyszka, kustosza. Mnie bardzo podoba się kącik związany z derbami Trójmiasta. Kto wie, może kiedyś też będę miał swoją gablotę.

Żeby ją mieć, to najpierw musisz przedłużyć wygasający kontrakt. Prowadziłeś wstępne rozmowy w sprawie jego renegocjacji?
Zapytaj mojego menadżera, Marka Citkę. Od siebie powiem tyle, że bardzo chciałbym zostać w Lechii.

Rozmawiał Jacek Czaplewski / Ekstraklasa.net

Lechia Gdańsk

LECHIA GDAŃSK - serwis specjalny Ekstraklasa.net

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie