Mateusz Radecki zaatakował Śląsk Wrocław w wywiadzie. Pominął kilka ważnych faktów

Piotr Janas
Piotr Janas
18.02.2019 krakow, mecz wisla krakow - slask wroclaw, nz patryk plewka,  piotr celeban, mateusz radecki,fot. andrzej banas / polska press
18.02.2019 krakow, mecz wisla krakow - slask wroclaw, nz patryk plewka, piotr celeban, mateusz radecki,fot. andrzej banas / polska press Andrzej Banas / Polska Press
Udostępnij:
Mateusz Radecki, były piłkarz Śląska Wrocław, a dziś pierwszoligowego Radomiaka Radom, w bardzo nieprzychylny sposób wypowiedział się ostatnio o swoim byłym pracodawcy. Radecki zarzucił Śląskowi zachowania "pod publiczkę" i żalił się, że za leczenie kontuzji musiał płacić sam. Sprawdziliśmy, jak było naprawdę.

Mateusz Radecki piłkarzem Śląska Wrocław był od lipca 2018 roku do września roku 2020. Rozegrał w tym czasie 33 mecze w pierwszej drużynie i strzelił pięć bramek. Grał głównie zaraz po przyjściu i na początku 2019 roku, bo potem zaczęły się jego problemy z kontuzjami.

Najpoważniejszy był uraz łąkotki, który praktycznie uniemożliwiał mu normalne funkcjonowanie w reżimie treningowym. W niedawnym wywiadzie udzielonym portalowi 2x45.info Radecki mówi m.in. tak: "Tak naprawdę w niczym mi nie pomogli, zostawili na lodzie. Nie załatwili nawet operacji. Sam robiłem wszystko na własny rachunek, bez żadnej pomocy finansowej. Konsultacje lekarskie, noclegi, przeloty, operacje... Zostałem zostawiony samemu sobie."

Zapomniał jednak dodać, że Śląsk zaproponował mu leczenie, ale piłkarz... nie skorzystał z tej opcji. Wolał bowiem skorzystać z pomocy innego fachowca, którego sam znalazł lub ktoś inny mu doradził. Skończyło się tak, że owy inny lekarz, zamiast pomóc, jeszcze bardziej zaszkodził i uszkodził chrząstkę. Ta nadawała się już tylko do przeszczepu w słynnej klinice w Barcelonie. Zresztą brak żądnej pomocy finansowej to także kłamstwo. Klub opłacał mu m.in. hotele i mimo wszystko wyciągał pomocną dłoń.

W tym samym wywiadzie Radecki mówi: "Myślałem o zakończeniu kariery i to bardzo dużo. Żaden piłkarz w Polsce po przeszczepie łąkotki nie wrócił do gry (...). W Śląsku miałem zawirowania z kontraktem. Warunki, które zaproponował mi Śląsk były bardzo słabe. Umowa rzucona była moim zdaniem od niechcenia, aby klub wyszedł dobrze w mediach. Zrobione pod publiczkę. Kontrakt, który został mi zaproponowany, polegał na wypełnieniu minut co sezon, nie dostałem nic pewnego. Ogólnie umowa miała trwać cztery lata, ale w każdym sezonie musiałbym, zagrać określoną liczbę minut, abym mógł mieć przedłużony angaż. Nie chodziło o pieniądze, ja chciałem umowę na rok, abym mógł się odbudować z opcją pozostania na kolejne lata, a nie bezsensowne opcje minutowe."

Tu znów zapomniał dodać, lub się nie zorientował (w co jakoś trudno nam uwierzyć), że wielu piłkarzy WKS-u miało i nadal ma tego typu umowy. Dotyczą one najczęściej piłkarzy młodych (taki kontrakt mieli m.in. Piotr Samiec-Talar czy Kamil Dankowski), lub tych, którzy wracają po poważnych kontuzjach.

Z jednej strony myślał o "zakończeniu kariery, bo żaden piłkarz po przeszczepie łąkotki nie wrócił do gry", a z drugiej dziwił się, że nie dostał "nic pewnego". Warto w tym miejscu dodać, że nawet dziś, w styczniu 2021 roku, Radecki nie jest fizycznie w stanie grać po 90 min na poziomie Fortuna 1 ligi.

Radecki w szatni Śląska ogólnie był lubiany, ale bywał też obiektem drwin. Zdradzając trochę kulis, pewnego razu drużyna zaprosiła jednego z wrocławskich dziennikarzy (nie był to nikt z redakcji "Gazety Wrocławskiej"), który zdaniem piłkarzy zbyt ostro krytykował ich na Twitterze. Dziennikarz stawił się na spotkaniu, gdzie obie strony próbowały w miarę merytorycznie wyjaśnić sobie swoje stanowiska. "W miarę", ponieważ Radecki, który nigdy nie ukrywał swojego zamiłowania do sportów walki, co najmniej parę razy proponował żurnaliście pojedynek na pięści. Mówiąc kolokwialnie - "solówkę".

Podwórkowe metody "rozwiązywania sporów" Radeckiego nie spodobały się nawet jego kolegom z drużyny i na szczęście skończyło się na rozmowie. Niemniej ta sytuacja daje pewien ogląd na zachowanie i podejście samego piłkarza. W powyższym wywiadzie nie powiedział także, dlaczego - skoro jego zdaniem oferta była tak słaba - nie odpowiadał na nią przez kilka dobrych tygodni, znacznie przekraczając czas, jaki obie strony dały sobie na podjęcie decyzji. Najwyraźniej czekał na lepszą ofertę, lecz ta nie nadeszła.

Biuro prasowe Śląska Wrocław oraz osoby decyzyjne zapoznały się ze słowami swojego byłego piłkarza. Klub nosił się z zamiarem wystosowania stosownego oświadczenia w tej sprawie, ale ostatecznie postanowiono nie komentować słów Radeckiego publicznie.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Mistrzostwa w Polsce zwiększą popularność strzelectwa i rugby

Wideo

Materiał oryginalny: Mateusz Radecki zaatakował Śląsk Wrocław w wywiadzie. Pominął kilka ważnych faktów - Gazeta Wrocławska

Komentarze 1

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

J
Ja
21 stycznia, 18:43, Śląsk-Wroc-Lower:

Prowąkacja!!!! NIE DAMY SIĘ! WKS!!!!!!!!! Nie można kibicą tak robić!! Po żałujecie! Do puki piłka w grze, będzie dobrze! Śląsk JES JES JES! Otwurzcie jeszcze puby ażeby pujść na meczyk i samiczki!!!

Naucz się "ANALFABETO" języka polskiego.

Przejdź na stronę główną Gol 24
Dodaj ogłoszenie