ME U17: Zimny prysznic w Budapeszcie. Biało-Czerwoni znów zachwycą w ćwierćfinale?

Łukasz Konstanty
Łukasz Konstanty
Po porażce z Czarnogórą w eliminacjach ME, Biało-Czerwoni wygrali z Andorą i Austrią. Czy po wpadce z Walią podczas turnieju finałowego nasz zespół równie szybko wróci na zwycięską ścieżkę?
Po porażce z Czarnogórą w eliminacjach ME, Biało-Czerwoni wygrali z Andorą i Austrią. Czy po wpadce z Walią podczas turnieju finałowego nasz zespół równie szybko wróci na zwycięską ścieżkę? Fot. Grzegorz Olkowski / polska press
Ostatni mecz juniorskiej reprezentacji Polski do lat 17 w fazie grupowej mistrzostw Europy był niczym zimny prysznic na rozgrzaną głowę. Biało-Czerwoni niemal w niczym nie przypominali zespołu, który zachwycił, zwłaszcza grą ofensywną, w spotkaniach z Irlandią i Węgrami.

W spotkaniu z Walią na boisku pojawili się przede wszystkim ci, którzy dotychczas nie grali w ogóle, lub grali mało. Nawet jednak jeśli ktoś rzadziej dostaje szansę gry, ale jest częścią kadry, doskonale zdaje sobie sprawę ze stylu preferowanego przez szkoleniowca Marcina Włodarskiego. Stylu, którym zachwycaliśmy się w dwóch meczach fazy grupowej i którego zabrakło w potyczce z Walią.

Polacy uwierzyli w swoją wielkość?

Opiekun polskiej kadry do lat 17 już przed turniejem doskonale wiedział, że jednym z elementów, nad którym młodzi piłkarze muszą pracować, to koncentracja i poważne traktowanie każdego rywala. W ubiegłym roku po rozgromieniu Anglii w Pucharze Syrenki podopieczni Włodarskiego zanadto uwierzyli w swoją wielkość, w efekcie turniej eliminacyjny do ME 2023 rozpoczęli od porażki Czarnogórą. Na szczęście zimny prysznic podziałał mobilizująco i Polacy awansowali do dalszych gier.

Z Walią można było odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z podobną sytuacją. W wielu momentach wyglądało to tak, jakby Biało-Czerwoni wiedząc, iż mierzą się z rywalem, który przegrał dwa dotychczasowe mecze i nie był w stanie strzelić ani jednego gola, uznali, że nie trzeba zanadto się wysilać, że wcześniej czy później i tak gol dla nich padnie, a rywal powinien jedynie poprosić o jak najmniejszy wymiar kary.

Zimny prysznic podziała mobilizująco?

Mnóstwo podań do tyłu, widoczny brak chęci do śmielszych ataków i mniej agresywny pressing (Walijczycy bardzo często mieli do kogo odegrać piłkę) musiały zostać ukarane. I zostały. Oby kubeł zimnej wody podziałał mobilizująco i obyśmy w kolejnych meczach znów zobaczyli zespół grający bez kompleksów, z polotem, wierzący w sukces i nie czekający na to, iż mecz wygra się sam. Ewentualna porażka w ćwierćfinale, ale po dobrej ofensywnej grze z pewnością nie wywoła fali krytyki - raczej pochwały, iż nasi gracze chcą i próbują grać ofensywnie i rządzić na boisku. Z Walią, mimo dwóch poprzeczek i dwóch innych dogodnych sytuacji do zdobycia bramki, powodów do zachwytów było zbyt mało.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Sensacyjny ruch Łukasza Piszczka

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: ME U17: Zimny prysznic w Budapeszcie. Biało-Czerwoni znów zachwycą w ćwierćfinale? - Sportowy24

Wróć na gol24.pl Gol 24