MKTG Sportowy i Gol - pasek na kartach artykułów

Moskal: Stanowisko trenera, to świąteczny prezent dla mnie, a zwłaszcza dla synów

Wojciech Batko
- Ta trenerska nominacja jest dla mnie zaszczytem. Inaczej zresztą być nie może, gdyż uważam, że w tych kategoriach zawsze wypadałoby traktować możliwość pracy w Wiśle i dla Wisły - mówi Kazimierz Moskal, który na dłużej będzie trenerem Wisły Kraków.

Ponad dwadzieścia sześć lat temu niespełna osiemnastoletni Kazio Moskal z obawami wchodził do szatni pierwszej drużyny Wisły. Do szatni, z której korzystali tej klasy zawodnicy, co m.in. Andrzej Iwan, Leszek Lipka, Adam Nawałka czy Piotr Skrobowski. Teraz, po krótkim byciu tzw. awaryjnym szkoleniowcem, został Kazimierz Moskal "namaszczony" na pierwszego trenera ukochanej (co zawsze podkreślał) "Białej Gwiazdy". Piękna, wzorcowa kariera...
Przez te wszystkie lata zmieniłem się, to oczywiste. Trochę przeżyłem, zdobyłem dużo różnorakiego doświadczenia. Biorąc zaś pod uwagę to, jak postrzegam Wisłę, łapię się na tym, że przeszedłem kawał drogi, ale warto było się trudzić. Przecież ta trenerska nominacja jest dla mnie zaszczytem. Inaczej zresztą być nie może, gdyż uważam, że w tych kategoriach zawsze wypadałoby traktować możliwość pracy w Wiśle i dla Wisły. Naturalnie, jest to także ogromne wyzwanie, ale z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że dano mi funkcję, którą chciałoby pełnić wielu innych, zdecydowanie bardziej doświadczonych ode mnie szkoleniowców. A skoro mamy czas przed Bożym Narodzeniem, to nominację mogę jednocześnie przyjąć jako duży prezent dla mnie, dla mojej rodziny, a szczególnie dla moich dwóch synów, którzy są przecież niesamowitymi fanami Wisły.

Decyzję ogłoszono dzień przed Wigilią, czyli wcześniej musiało chyba być sporo emocji...
Przyznam się, że jakoś specjalnie nie emocjonowałem się tą sprawą. Naprawdę! Po prostu starałem się zachować spokój, choć nie w każdej chwili to się udawało. Dobrze jednak, że stało się to jeszcze przed świętami. Po prostu będą spokojniejsze. Także dla mnie, ale bardziej dla moich bliskich. Cieszę się także dlatego, że sądzę, iż przy zdecydowaniu o dalszym przekazaniu mi drużyny wzięto pod uwagę między innymi i to, że w ostatnich tygodniach było jednak widać pewne zalążki lepszej gry naszego zespołu. Tym samym doceniono wspólny wysiłek mój jako trenera i, przede wszystkim, zawodników.

Murem byli i są za Panem kibice. Ale czy nie obawia się Pan, że przy niepowodzeniach mogą pojawić się głosy, że szefostwo Wisły ugięło się pod wpływem żądań płynących z trybun?
Z całym szacunkiem dla naszych kibiców, ale jakoś nie sądzę, żeby przy podejmowaniu decyzji kierowano się właśnie głosami trybun. Przecież musiały przeważyć względy merytoryczne, inaczej sobie tego nie wyobrażam. Oczywiście, nie będę zaprzeczał, iż jest mi szalenie miło, że kibice dali mi tak duży kredyt zaufania. Byli ze mną nie tylko, kiedy zaczęliśmy wygrywać, lecz też po porażkach. Choćby po tej z Górnikiem Zabrze, kiedy po raz pierwszy poprowadziłem zespół. A kwestia ewentualnych głosów... Cóż, każdy ma prawo do wygłaszania własnych opinii. Z drugiej strony nie ma sensu wyważać otwartych drzwi - jeśli są dobre wyniki, to i trener zazwyczaj ma komfort spokojnej pracy. Ale jak przychodzą niepowodzenia, to pierwszy "do odstrzału" jest szkoleniowiec. Tak było, jest i będzie. Piłkarska klasyka.

Pamiętamy, w jakich okolicznościach musiał Pan przejąć zespół "Białej Gwiazdy". Z Górnikiem, o czym wspomniał, nie poszło, ale we Wrocławiu pokonaliście lidera tabeli. Co Pan zrobił, że zawodnicy sprawiający wrażenie "zdołowanych" zdecydowanie odżyli?!
Owszem, były elementy motywacyjne, ale nie będę ujawniał pewnych swoich tajemnic. Mnie najbardziej cieszyło to, że udało mi się przekonać chłopaków tak do siebie, jak i do moich pomysłów na grę, taktykę itp. Starały się realizować te moje pomysły i jak pokazały wyniki, całkiem źle nie było. A teraz nadal uważam, że zespół ma na tyle spory potencjał, żeby powalczyć nawet na trzech frontach, czyli w polskiej lidze, w Pucharze Polski i w Lidze Europy. Rzecz jasna, wzmocnienia zawsze są potrzebne, ale o tym będziemy myśleć już po świętach.

Właśnie - święta! Odizoluje się Pan od piłkarskich spraw?
Cóż, z tą izolacją może być ciężko, gdyż zawsze mogą przyjść jakieś myśli związane z drużyną i jej przyszłością. Ale spróbuję z nimi powalczyć... W tych dniach postawię na rodzinę, inaczej sobie nie wyobrażam Bożego Narodzenia!

Czy na wigilijnym stole pojawi się dwanaście potraw?
Akurat tej tradycji, w mojej rodzinie, nie jesteśmy wierni. Ale musi być kilka potraw, bez których nie wyobrażam sobie tej szczególnej, jedynej w roku kolacji. Przede wszystkim karp, na którego czekam dwanaście miesięcy, gdyż najwspanialej smakuje właśnie w wigilię. Poza tym nie może zabraknąć barszczu z uszkami, zupy grzybowej ani makaronu z makiem. Naturalnie, mogą się pojawić także inne potrawy, ale wymienione są najważniejsze. Najbardziej jednak liczy się nastrój tego wyjątkowego dnia.

Rozmawiał Wojciech Batko / Gazeta Krakowska

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na gol24.pl Gol 24