Na mecz przywieźli ich rodzice, a oni postawili się maszynie Jurgena Kloppa. Piękna historia młodzików Aston Villi

BG
W piątkowym spotkaniu FA Cup Aston Villa przegrała z Liverpoolem 1:4. Podstawowa drużyna gospodarzy jest zdziesiątkowana przez zakażenia koronawirusa, dlatego w meczu zagrał zespół złożony z młodzików, których na Villa Park przywieźli rodzice. Mimo przegranej chłopcy z Birmingham mogą być z siebie dumni, bo postawili się gigantowi.

Piątkowy mecz Aston Villi z Liverpoolem w Pucharze Anglii już dzień wcześniej stał pod znakiem zapytania. W ekipie gospodarzy wykryto ognisko koronawirusa, a na 14 pozytywnych testów odnotowanych w klubie, aż 10 należało do piłkarzy. Mimo to federacja nie zdecydowała się na odwołanie spotkania, ze względu na bardzo napięty kalendarz w ostatnim czasie. The Villans wystawili więc zespół młodzieżowy.

Piątkowy wieczór był najważniejszym w życiu dla większości chłopców, bo nie często zdarza się reprezentować swoją drużynę w tak młodym wieku, szczególnie gdy mecz ma miejsce w najstarszych klubowych rozgrywkach świata, a rywalem jest mistrz Anglii. - Ci zawodnicy nie mieli kontaktu z żadnym z graczy z pierwszej drużyny. Wielu z nich jest tak młodych, że ich mamy i tatusiowie muszą podrzucić ich dziś wieczorem do Villa Park - mówił trener Dean Smith. Zgodnie z obliczeniami pierwsza 11 wystawiona w piątkowy wieczór przez Anglika liczyła średnio 18 lat i 294 dni.

Mieli być "chłopcami do bicia", ale napędzili mistrzowi odrobinę strachu. Liverpool, który na Villa Park wystąpił w praktycznie podstawowym składzie, już w 4. minucie objął prowadzenie po trafieniu Sadio Mane. Goście nie poszli jednak za ciosem, a na przerwę schodzili przy wyniku remisowym, bo w 41. minucie wyrównał Louie Barry. 17 - latek po trafieniu zaprezentował piękną i szczerą radość, która zilustrowała jak wielkim wydarzeniem był ten mecz dla Lwiątek z Birmingham.

"Co to była za pierwsza połowa w wykonaniu chłopaków, każdy zawodnik zagrał wyśmienicie" - napisał na Twitterze najlepszy gracz Villi i czołowy piłkarz ligi Jack Grealish. Ostatecznie po zmianie stron The Reds zdobyli trzy gole i awansowali do kolejnej rundy FA Cup, ale to nie o nich tego wieczora mówiła cała Anglia.

Do zabawnej sytuacji doszło również po meczu, po tym jak strzelec gola dla gospodarzy wymienił się koszulkami z Fabinho. Louie Barry szybko dostał "burę" od jednego z trenerów, który powiedział mu, że nie oddaje się koszulki z oficjalnego debiutu, w którym strzeliło się gola. Anglik dogonił więc Brazylijczyka w tunelu i poprosił o zwrot szczęśliwego trykotu.

Robert Lewandowski inwestuje w branżę rolną

Wideo

Materiał oryginalny: Na mecz przywieźli ich rodzice, a oni postawili się maszynie Jurgena Kloppa. Piękna historia młodzików Aston Villi - Polska Times

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie