Niewiadomych coraz mniej - podsumowanie 34. kolejki T-Mobile Ekstraklasy

Jakub Królak
Na trzy kolejki przed zakończeniem sezonu sytuacja jest już prawie jasna - ogromny krok w kierunku mistrzostwa wykonała Legia, która ma już osiem przewagi nad Lechem, z kolei Widzew i Zagłębie jedną nogą są już w I lidze i chyba tylko cud może uratować te zespoły. Co jeszcze działo się na ligowych boiskach? Zapraszamy na podsumowanie 34. kolejki T-Mobile Ekstraklasy.

Lechia płynie po puchary

Mecz Lechii z Lechem miał ogromne znaczenie dla obu drużyn: gospodarze wciąż liczyli się w walce o europejskie puchary, goście mieli zamiar utrzymać dystans do prowadzącej Legii. Żaden kibic, który zakupił bilet na to spotkanie, nie mógł żałować, i to nie tylko dlatego, że trzy punkty wywalczyli lechiści. Mecz był znakomity – nie brakowało ani bramek, ani emocji w końcówce, a tempo pojedynku momentami było wręcz zawrotne. Kibice z Gdańska mogą się w końcu cieszyć również ze stylu. Lechia wygrała z rywalem, który wcale nie grał źle, po prostu tego dnia była od niego lepsza. W grze biało-zielonych widać już pewną powtarzalność, wprowadzoną przez trenera Moniza - ostatnie trzy spotkania rozegrane przez gdańszczan stały na naprawdę wysokim poziomie. Biorąc pod uwagę układ tabeli, europejskie puchary, o których od początku wspominał holenderski szkoleniowiec Lechii, są jak najbardziej realne. Jeśli zaś gdańszczanie mieliby w nich grać tak, jak w piątek, warto kibicować im, by wywalczyli bilet do Europy. Swój bilet ma już zapewniony Lech, ale porażka z Lechią sprawiła, że Kolejorz wystąpi tylko w Lidze Europy, a nie Lidze Mistrzów. By lechici sięgnęli po mistrzostwo Polski, Legia w trzech pozostałych spotkaniach nie mogłaby wywalczyć ani jednego punktu, Lech z kolei musiałby pokonać wszystkich rywali. Choć futbol widział już nie takie historie, to jednak dużych pieniędzy na tytuł dla Kolejorza nikt raczej nie postawi.

Sporo wyjaśnił także drugi piątkowy mecz, w którym Widzew mierzył się z Jagiellonią. By marzyć jeszcze o utrzymaniu, łodzianie musieli bezwarunkowo pokonać białostoczan, ta sztuka jednak im się nie powiodła. Ich sytuacja jest więc w tej chwili klarowna – w trzech pozostałych meczach muszą zdobyć dziewięć punktów i liczyć na dobre wyniki w pozostałych meczach. Najmniejsze potknięcie w którymś z tych spotkań będzie oznaczało automatyczną degradację do I ligi. Biorąc pod uwagę fakt, że w tym sezonie Widzew nie wygrał jeszcze ani jednego meczu wyjazdowego, a dwa z trzech pozostałych pojedynków rozegra poza własnym obiektem, jego szanse na pozostanie w elicie należy określić jako zerowe.

Kryzys Pogoni, Zagłębie nad przepaścią

W sobotni wieczór zmierzyły się dwa zespoły, które od pewnego czasu przeżywają kryzys. Pogoń w trzech meczach grupy mistrzowskiej zdobyła tylko jeden punkt, z kolei Zawisza pięć ostatnich spotkań kończył porażką. Długo wydawało się, że złą passę przełamią Portowcy, którzy od siódmej minuty prowadzili po golu Frączczaka. Punktem zwrotnym była jednak czerwona kartka, jaką w 71. minucie ujrzał Mateusz Lewandowski. Zawisza znakomicie poradził sobie w przewadze – najpierw do wyrównania doprowadził Piotr Petasz, a już w doliczonym czasie gry wygraną zapewnił bydgoszczanom Jorge Kadu. Podopieczni Ryszarda Tarasiewicza, którzy swój cel na ten sezon zrealizował już w 110 procentach, sięgając po Puchar Polski, przełamali więc fatalną serię, ale ósmego miejsca nie opuścili. Z kolei Pogoń, która sezon zasadniczy kończyła na czwartym miejscu, na półmetku rundy finałowej jest szósta i powoli traci szanse na europejskie puchary.

Po porażce 1:2 z Cracovią sytuacja Zagłębie jest wręcz tragiczna. Lubinianie nie tylko nie podreperowali swojego dorobku, ale też pozwolili swoim rywalom na zdobycie trzech punktów, które najprawdopodobniej gwarantują im utrzymanie – Pasy mają już bowiem siedem oczek przewagi nad strefą spadkową. Miedziowi w meczu nie o trzy, nie o sześć, a o dziewięć punktów wyglądali na zespół, który w tym sezonie nie walczy już o nic. Kibice z Lubina mogą być postawą swych ulubieńców nie tylko rozczarowani, ale i zażenowani. Mniejsza o to, że Zagłębie zagrało słaby mecz – dla niego to przecież nie pierwszyzna – ale poziom zaangażowania był jeszcze niższy niż poziom sportowy, a to w takim momencie sezonu ciężko jest wybaczyć.

W sobotę w Kielcach doszło do hiszpańskiego pojedynku: Korona Jose Rojo Martina mierzyła się z Piastem Angela Pereza Garcii, który desygnował jeszcze do gry trzech swoich rodaków. Górą w tym spotkaniu byli goście, którzy zwyciężyli po golu Kamila Wilczka i znacząco przybliżyli się do utrzymania w Ekstraklasie. Korona mogła już zapewnić sobie pozostanie w elicie, ale porażka z gliwiczanami sprawiła, że muszą jeszcze trochę poczekać na ogłoszenie sukcesu. Mimo przegranej kielczanie mogą raczej spać spokojnie, bowiem osiem punktów przewagi nad piętnastym Zagłębiem nie daje na razie powodów do niepokoju.

Legia prawie mistrzem, Śląsk niepokonany

Górnik, dla którego ten sezon de facto już się zakończył, podejmował u siebie Legię. Zabrzanie nie mają już szans na europejskie puchary z powodu braku licencji, przyjazd stołecznej ekipy zmotywował ich jednak podwójnie. Mimo że ostatnie miesiące to dla podopiecznych Roberta Warzychy prawdziwy koszmar, w pojedynku z mistrzem kraju wypadli więcej niż przyzwoicie. Porażka 2:3 wstydu z pewnością nie przynosi, szczególnie, że sędzia mógł i chyba powinien odgwizdać jeszcze jedenastkę za rękę Tomasza Jodłowca. Trzy punkty wywalczone w Zabrzu przy porażce Lecha z Lechią praktycznie gwarantują Legii tytuł – warszawianom wystarczy jeden punkt wywalczony w którymkolwiek z pozostałych meczów bądź jedno potknięcie Lecha, by móc cieszyć się z obrony trofeum. Nic dziwnego, że bilety na mecz z Ruchem, po którym być może warszawscy kibice będą świętowali sukces, sprzedają się znakomicie. Już teraz sprzedano ponad 25 tysięcy miejsc, wiele wskazuje więc na to, że spotkanie obejrzy komplet widzów.

O meczu Śląska z Podbeskidziem stało się nadspodziewanie głośno, mimo że mierzyły się dwie drużyny prawie pewne utrzymania. Wszystko za sprawą kontrowersyjnej wypowiedzi Marco Paixao, który w ostrych słowach skrytykował grę Górali. W mało sympatycznym tonie na tę wypowiedź zareagował Dariusz Łatka, który wbił szpilkę Portugalczykowi i mecz, właściwie pozbawiony stawki, nagle zyskał na znaczeniu. Na boisku zwycięzcy nie było, bowiem spotkanie zakończyło się wynikiem 0:0, jednak obie strony udowodniły swoje racje. Kultura gry Podbeskidzia stała na rzeczywiście niskim poziomie, ale Paixao tej słabej drużyny nie był w stanie ukąsić ani razu. Wiele wskazuje na to, że kryzys w Śląsku został tymczasowo zażegnany. Co prawda wrocławianie nie notują spektakularnych wyników, ale od sześciu spotkań są niepokonani, a ostatnią bramkę stracili 4. kwietnia. Niezła forma w ostatnich tygodniach sprawiła, że zawodnicy Tadeusza Pawłowskiego już prawie zapewnili sobie utrzymanie w najwyższej klasie rozgrywkowej.

Na zakończenie kolejki trzeci w tabeli Ruch mierzył siły z piątą Wisłą. Dla obu zespołów stawką było miejsce gwarantujące grę w europejskich pucharach, choć ze względów prawnych obie na chwilę obecną nie mają licencji na występ na międzynarodowej arenie. Na boisku nie było jednak tego widać – obie drużyny walczyły na całego i mecz zakończył się ostatecznie sprawiedliwym podziałem punktów. Taki wynik nie może zadowolić żadnej z drużyn, radość zapanowała za to w Gdańsku, bowiem strata Lechii do Niebieskich zmalała do trzech punktów. Warto pamiętać, że choć Ruch nadal jest trzeci, to w porównaniu do gdańszczan ma dużo cięższy terminarz – zmierzy się jeszcze bowiem z Legią, Lechem i Pogonią. Wiele więc wskazuje na to, że walka o podium, w przeciwieństwie do walki o mistrzostwo i utrzymanie, będzie pasjonująca do samego końca.

Wyniki 34. kolejki T-Mobile Ekstraklasy

  • Widzew Łódź 1:1 Jagiellonia Białystok
  • Lechia Gdańsk 2:1 Lech Poznań
  • Śląsk Wrocław 0:0 Podbeskidzie Bielsko-Biała
  • Korona Kielce 0:1 Piast Gliwice
  • Pogoń Szczecin 1:2 Zawisza Bydgoszcz
  • Zagłębie Lubin 1:2 Cracovia
  • Górnik Zabrze 2:3 Legia Warszawa
  • Ruch Chorzów 2:2 Wisła Kraków

Statystyki 34. kolejki T-Mobile Ekstraklasy

  • Liczba goli – 21
  • Średnia goli na mecz – 2,6
  • Zwycięstwa gospodarzy – 1
  • Remisy – 3
  • Zwycięstwa gości – 4
  • Żółte/czerwone kartki – 34/3
  • Liczba widzów – ok. 53 tys.
  • Średnia frekwencja – ok. 6,6 tys.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie