MKTG Sportowy i Gol - pasek na kartach artykułów

Ostateczny upadek legendy, czyli gdzie jest orzeł, taśmy i cała reszta

Paweł Hochstim/Dziennik Łódzki
Grzegorz Lato nieustannie kompromituje wizerunek PZPN-u
Grzegorz Lato nieustannie kompromituje wizerunek PZPN-u paweł łacheta
Był żyjącą legendą polskiej piłki. Wielu z nas wychowało się na jego bramkach i genialnych zagraniach. Ale gdyby dzisiaj zorganizować plebiscyt na najbardziej znienawidzonego Polaka miałby duże szanse na zwycięstwo. Grzegorz Lato - genialny piłkarz i fatalny prezes PZPN.

Rok 2011 będzie kojarzył się z kilkoma aferami w Polskim Związku Piłki Nożnej, ale dwie najgłośniejsze - zniknięcie orła z koszulek reprezentantów Polski i taśmy prawdy, dzięki którym cała Polska mogła usłyszeć prawdziwe rozmowy szefów polskiej piłki - przejdą do historii na zawsze. Powiedzenia, że "Polsce potrzebne było bardziej dynamiczne logo", czy też "sytuacja dojrzała do tego, że kupuję mieszkanie młodemu" każdy z nas zapamięta na długo. To niebywałe, żeby kilka miesięcy przed pierwszym w historii wielkim turniejem piłkarskim w Polsce PZPN mógł tak się kompromitować.

Każdy, kto zna Grzegorza Lato, albo chociaż widział kilka jego telewizyjnych wywiadów wiedział zawsze, że "tytanem intelektu" nie jest. Ale ma (miał?) wielkie nazwisko, więc jego wybór na stanowisko prezesa PZPN, po nienawidzonym przez kibiców Michale Listkiewiczu, nie wzbudzał wielu negatywnych emocji. A gdy Listkiewicz mówił, że jeszcze za nim zatęsknimy, wielu z nas się uśmiechało. Dziś o prezesie, który ma klasę Listkiewicza niestety możemy tylko pomarzyć. Grzegorz Lato, za kilkadziesiąt tysięcy złotych miesięcznej pensji, daje sobą manipulować wszystkim, którzy tylko chcą to robić. Sprawia wrażenie, jakby nie dostrzegał prawdziwej rzeczywistości. Trudno sobie wyobrazić, że przy bożonarodzeniowej choince doszedł do wniosku, że kompromituje się na każdym kroku. Raczej jest z siebie zadowolony.

"Lato mówi po angielsku", "Lato gdzie jest orzeł", "Lato 5 10 procent" - to hasła, które w tym roku klasyfikują się w czołówce popularności w internetowej przeglądarce google.com. Lada moment do tego dojdzie "Lato składa życzenia", bo przed świętami prezes PZPN znów błysnął, nagrywając film z życzeniami dla kibiców. Przez dwie minuty czyta z kartki, a dzięki ordynarnemu montażowi widać, że musiał robić przerwy. Być może z powodu pomyłek, co wpisuje się w słowa Kazimierza Grenia, lokalnego działacza piłkarskiego z Rzeszowa, który prowadził kampanię wyborczą Laty, który w wywiadzie dla "Przeglądu Sportowego" powiedział, że prezes PZPN ma kłopoty z płynnym czytaniem. Do tej pory wiedzieliśmy, że Lato nie zna języka angielskiego, co w dzisiejszych czasach i na tym stanowisku powinno być dyskalifikujące, ale teraz Polska usłyszała, że i z polskim radzi sobie średnio. "Aj spik polisz", wygłoszone po losowaniu grup finałowych Euro 2012 w Kijowie, też staje się już sławne. Lato przechodzi do historii, która zaciera jego wielkie dokonania piłkarskie. Jedna historia, wielka, staje się historią kompromitującą. Straszne.

Liczba grzechów Grzecha jest olbrzymia, zaczynając od długiego tolerowania na stanowisku sekretarza generalnego Zdzisława "lubię być na tzw. lunchu" Kręciny, czy też psującej wizerunek PZPN rzeczniczki prasowej. Agnieszka Olejkowska nie widzi nic złego w tym, że przy losowaniu Euro na Twitterze pomyliła koszyki z grupami, a do tego za krytyczne artykuły o PZPN odbiera (lub pozwala odbierać) akredytacje na mecze reprezentacji Polski. Z kolei Kręcina wyleciał z pracy w PZPN dopiero po tym, jak jego rozmowa, wskazująca na możliwość korupcji, została nagrana i wyemitowana przez media. Wcześniej nikomu nie przeszkadzało choćby to, że został wyprowadzony z samolotu w stanie "wskazującym na spożycie". W każdym normalnie funkcjonującym piłkarskim związku członek jego władz po takiej kompromitacji odszedłby następnego dnia. W Polsce tłumaczono, że przecież nic się nie stało. Niczego złego nikt nie widzi też w tym, że właścicielem przynoszącego wielkie zyski Klubu Kibica Reprezentacji Polski jest tajemniczy fundusz z Luksemburga...

Teoretycznie PZPN bardzo dba o swój wizerunek, ale albo tylko udaje, albo robi to wyjątkowo nieudolnie. Tłumaczenia Grzegorza Laty po ujawnieniu tzw. taśm prawdy, że on właściwie tylko żartował, najlepiej o tym świadczą. To przerażające, że w otoczeniu prezesa PZPN nie ma prawdziwych fachowców, którzy są w stanie logicznie wytłumaczyć każdą wpadkę. Bo to naprawdę jest możliwe.

Nieudolne zaklinanie rzeczywistości w PZPN staje się powoli normą, bo gdy rok temu kibice zbojkotowali mecz reprezentacji ze Słowacją, to Lato tłumaczył, że niska frekwencja spowodowana była złą pogodą. Takich przykładów jest więcej, ale o wszystkim moglibyśmy zapomnieć, gdyby radości przysparzała nam reprezentacja Polski. A na dziś jest ona niestety kolejnym dowodem na to, że PZPN działa fatalnie, a wielu kibiców straciło nią zainteresowanie. Trudno przecież identyfikować się z drużyną, w której wielu graczy nie zna polskiego, a i selekcjoner z rodzimym językiem radzi sobie przeciętnie. Po wyrzuceniu z drużyny Artura Boruca i Michała Żewłakowa dziś nie ma w niej ludzi z charakterem, co najlepiej pokazało zamieszanie z orłem. Można przyjmować zakłady, że Boruc, Żewłakow, czy np. Tomasz Hajto skrytykowaliby tę decyzję. Obecni reprezentanci, ustami Jakuba Błaszczykowskiego, zachwycali się natomiast "dynamiką logo"...

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na gol24.pl Gol 24