reklama

Polacy w Ligue 1. Glik w niebie, Rybus w piekle. A Krychowiak patrzy i nie wierzy

Remigiusz Półtorak
Remigiusz Półtorak
Zaktualizowano 
Kamil Glik ma powody do zadowolenia
Kamil Glik ma powody do zadowolenia Bartek Syta / Polska Press
Kamil Glik tylko raz dał się wyprzedzić Edinsonowi Cavaniemu, pozwalając Urugwajczykowi z PSG na zdobycie jedynego gola dla paryżan w hicie Ligue1. Przez pozostałe 90 minut meczu w Monaco spisywał się bardzo poprawnie przeciwko najmocniejszej drużynie ligi, może poza jeszcze jednym drobnym nieporozumieniem z bramkarzem. Gospodarze pewnie wygrali 3:1.

Duża w tym zasługa zwartej obrony, w której Polak wywalczył sobie w ciągu kilku tygodni niepodważalne miejsce. A przecież jeszcze niecały miesiąc temu nastroje były zgoła inne. Paris Saint-Germain przygotowywał się do kolejnego sezonu, w którym miał zdemolować krajową konkurencję, a Glik debiutował w drużynie z małego księstwa od wysokiej porażki w towarzyskim spotkaniu z Napoli (0:5). Dzisiaj po tamtym niepowodzeniu nie ma śladu. Defensywa Monaco sprawia wrażenie, jakby Glik z Jemersonem przy wsparciu Raggiego, Sidibe i Mendy’ego rozumieli się już bardzo dobrze.

W każdym razie były kapitan Torino nie szuka poklasku, pracuje w spokoju i efekty są widoczne nadzwyczaj szybko. Po długo oczekiwanym awansie do Ligi Mistrzów, w minionym tygodniu z Villarreal, za występ przeciwko PSG dostał notę 6, podobnie jak pozostali koledzy z obrony.

Niedzielny mecz na stadionie w Monte Carlo miał być pierwszym w tym sezonie hitem z udziałem Polaków po przeciwnych stronach boiska. Nie był, bo Grzegorz Krychowiak wstał wprawdzie w II połowie z ławki na rozgrzewkę, ale na tym się skończyło. Trener PSG Unai Emery ciągle nie widzi dla niego miejsca w składzie, a sytuacja zaczyna być niepokojąca dla jednego z liderów polskiej reprezentacji, bo grają wszyscy rywale, tylko nie on. Verratti, Motta i Rabiot zaczęli mecz od pierwszej minuty, Matuidi wszedł po przerwie. Po raz pierwszy od początku sezonu więcej miejsca poświęcił Polakowi dziennik L’Equipe w artykule ze znamiennym tytułem: „Fałszywy ulubieniec” (Emery’ego). Konstatacja jest taka, jak pisaliśmy już po pierwszej kolejce – Krychowiak będzie musiał poczekać w tym roku na swoją szansę, bo i konkurencja jest ogromna, i pewna hierarchia w drużynie ustalona.

Zresztą, podejście Krychowiaka też najwyraźniej ewoluuje. Tuż po podpisaniu kontraktu zapewniał, że mimo konkurencji nie myśli o tym, aby siedzieć na ławie, dzisiaj osoby z jego otoczenia wskazują, że musi być „cierpliwy”, bo przyszedł do klubu, w którym podstawowi zawodnicy są bardziej „wpływowi”.

Najlepiej pokazuje to konferencja Thiago Motty z ubiegłego tygodnia, podczas której Włoch jak lew walczył o to, aby przekonać dziennikarzy, że Matuidi powinien zostać w klubie, a nie odchodzić do Juventusu. Przypomnijmy, obydwaj są bezpośrednimi rywalami Polakami do miejsca w jedenastce.

Tymczasem trener Emery robi wszystko, żeby pokazać, iż dwa lata spędzone z Krychowiakiem w Sevilli nie mają już większego znaczenia, bo liczy się tylko konkurencja. Tu i teraz. Przed meczem z Monaco niezwykle sugestywnie demonstrował to za pomocą… butelek z wodą i łamanej francuszczyzny. Był show, ale naszemu zawodnikowi raczej nie jest do śmiechu, bo oznacza to, że dzisiaj wyraźnie przegrywa rywalizację z wszystkimi rywalami.

Paradoksalnie, szansą dla niego może być wyjątkowo słaby mecz kolegów w Monaco, ale o tym przekonamy się dopiero po przerwie na mecze reprezentacji.

Powodów do zadowolenia nie ma Maciej Rybus. Wręcz przeciwnie. Wskoczył na lewą obronę Lyonu na miejsce Jeremy’ego Morela, ale zbiera coraz słabsze recenzje. W II połowie meczu z Dijon (2:4) poległa cała obrona, ale Polak dostał zaledwie notę 2 (wspólnie z Nkoulou najgorzej w zespole), co jest niezwykle rzadko spotykane. I to w sytuacji, gdy został zmieniony po 68 minutach gry, gdy wynik był jeszcze remisowy. Ostry język prezesa Jeana-Michela Aulasa wobec postawy drużyny nie dziwi, ale tym razem trener Bruno Genesio też nie wytrzymał, zarzucając niektórym zawodnikom, że „przyjechali na wycieczkę”. Na razie jedno jest pewne – Rybus nie wykorzystał szansy, aby kibice na dłużej zapomnieli o Morelu.

Z powodu problemów z przywodzicielem Kamil Grosicki nie zagrał w remisowym spotkaniu Rennes w Montpellier (1:1).

FLESZ: Elektryczne samoloty nadlatują.

Wideo

Materiał oryginalny: Polacy w Ligue 1. Glik w niebie, Rybus w piekle. A Krychowiak patrzy i nie wierzy - Dziennik Polski

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3