"Problemem Legii Warszawa nie był Aleksandar Vuković"

Michał Skiba
Michał Skiba
Maciej Murawski, były reprezentant Polski, obecnie ekspert Canal+ Wojciech Matusik / Polskapresse
Legia Warszawa, robiąc tyle zmian, sama zabrała sobie szansę na awans do fazy grupowej Ligi Europy - mówi Maciej Murawski, były piłkarz warszawskiego klubu i reprezentacji Polski. Eksperta telewizji Canal+ zapytaliśmy również o Lecha Poznań i Raków Częstochowa.

Mimo dwóch porażek w pierwszych dwóch meczach fazy grupowej Ligi Europy - nie wstydzimy się gry Lecha w Europie. Takiego Kolejorza uda nam się zobaczyć w PKO BP Ekstraklasie, czy na ligowe starcia nie da się tak zmobilizować?

Maciej Murawski: Nasze zespoły, które grają w europejskich pucharach mają silne kadry, jeśli spojrzymy na realia ligowe. Tak było z Lechem, Legią czy jeszcze parę lat temu z Wisłą Kraków. Te kadry są silne, gdy są skupione na jednych rozgrywkach. Kiedy potrzeby są inne i mecze są co trzy dni, to jest trudniej. Jeśli spojrzymy na trenerów, którzy prowadzili ostatnio polskie ekipy w europejskich pucharach, to oni nie mieli wielkiego doświadczenia, a dodatkowa gra w Europie to jest inna rzeczywistość. Trener Dariusz Żuraw świetnie poukładał Lecha w końcówce poprzedniego sezonu. Świetnie się Lecha oglądało. Grali najlepiej w lidze. Wtedy Żuraw miał mecz raz w tygodniu. Teraz gra co trzy dni. Między meczami musi przygotować analizę poprzedniego meczu i analizę rywala przed następnym. Musi umieć rotować składem, nauczyć zespołu regeneracji. Czasu jest niewiele. Lechici nie grają w takim rytmie co sezon. Gdy grasz w pucharach, to mecz ligowy jest „tylko” meczem ligowym. Parę miesięcy temu mecz w ekstraklasie był kluczowy, dawał największą ekspozycję. Nie przypuszczam, by ktoś w Poznaniu ligę lekceważył, ale dochodzi zmęczenie, mentalnie jest inaczej. Jeżeli pokazujesz się na tle Benfiki, Rangersów to wszyscy dobrze o tobie mówią. W Europie nic nie musisz. Kolejorz grał bez presji negatywnej i zaskoczył Benfikę odważną grą, potem w polskiej ekstraklasie ma zawodników zmęczonych albo tych, którzy nie są graczami pierwszego wyboru, bo jest i musi być pewna rotacja. Łatwo odczuć, kiedy przed meczem zespół ma plan i możliwość fajnego pokazania się bez presji, a parę dni później ta sama drużyna zderza się z nasza ligą, która jest wyrównana, czasami toporna i twarda. A wtedy Lech musi wygrać. W lidze rywale w Lecha są wypoczęci i nie mają tej presji negatywnej.

Morderczy start sezonu, krótki urlop, w dodatku w dobie koronawirusa, to chyba niesamowity sprawdzian przed wyjazdem do Anglii dla Jakuba Modera.

Pamiętajmy jednak, że Kuba nie trafi do Manchesteru City czy Liverpoolu. Nie będzie grał w europejskich pucharach, Brighton co najwyżej powalczy o pokazanie się w krajowych pucharach. Myślę, że Kuba trafia do zespołu, gdzie będzie więcej niż dwudziestu zawodników na podobnym poziomie. Nie zakładam, że w Brighton jest jedna żelazna jedenastka, która gra cały czas. Obecny czas jest fajnym doświadczeniem dla Kuby. Gra w Lidze Europy, ważnym elementem jego rozwoju jest też wkroczenie do reprezentacji. Dzięki temu będzie mu łatwiej w Anglii. Ma teraz czas nad rozwinięciem angielskiego. Musi popracować na siłowni. Premier League mocno rozwinęła się pod względem techniczno-taktycznym ostatnich latach, a w zasadzie to ta liga przeszła rewolucję. Już jest niewielu w Anglii, którzy preferują brytyjski styl "Kick and Rush". Myślę, że pojawienie się Juergena Kloppa, Mauricio Pochettino, Pepa Guardioli i innych wnieśli angielską piłkę na najwyższy poziom. Brytyjscy menedżerzy też się zmienili. Pierwszy przykład jaki przychodzi mi do głowy, to Brendan Rodgers z Leicester, był Eddie Howe z Bournemouth. To już nie jest tak, że musisz być silny, wielki i dobrze grać głową, ale Kuba musi być gotowy na intensywność. Jest młody i mógł jeszcze nie pracować zbyt mocno nad swoją muskulaturą. Nie wystarczy chodzić pół roku na siłownie, ale trzeba w końcu zacząć, by w wieku 22 lub 23 lat być w pełni gotowym. Przykładem jest Leon Goretzka, który w kilka miesięcy stał się gigantem, ale była przerwa w rozgrywkach, mógł skupić się tylko na tym. Po meczach powinien lądować w siłowni i pracować na górą.

Pamięta Pan taki sezon, gdzie wszystkie drużyny w Europie aż tak rotowały?

Kluby mają duże budżety i stawiają na bardzo szerokie kadry. Paręnaście lat temu wielkie kluby miały problem, jaki wciąż mają polskie kluby – czyli dwunastu klub trzynastu dobrych piłkarzy i takie sobie zaplecze. Najczęściej te zespoły grały tym samym składem, który ulegał rotacji tylko po kartkach lub kontuzjach. Teraz intensywność jest dużo większa, jest też więcej meczów. Nie da się wytrzymać całego sezonu, grając 13 zawodnikami. A przecież są jeszcze zgrupowania kadry. Jeśli masz piłkarzy, to musisz z nich korzystać. Teraz każdy kto przychodzi do Barcelony czy Bayernu, to są piłkarze o pewnych umiejętnościach, również pewnym ego. Nikt nie przychodzi do takich klubów, tylko by tam być. Trener musi pilnować atmosfery i dawać szansę każdemu. Rotacja stała się naturalna. Kiedyś było inaczej. Na przykład - do pewnego momentu Lech był przewidywalny, wydawało mi się, że zawsze uda mi się wytypować ich skład. Zaczęły się puchary, to nie zawsze potrafiłem trafić jedenastkę na ligowy mecz, bo w Europie zawsze grali najsilniejszym. W pewnym momencie kompletnie nie potrafiłem za to wytypować składu Legii. Faktem jest, że pandemia miała wpływ na te rotacje, były i są możliwości pięciu zmian. Kluby wydają trochę mniej. Real Madryt nie wydał latem nic. W Lazio w Lidze Mistrzów zadebiutował Szymon Czyż. Dzięki temu więcej szans dostaną młodzi zawodnicy, bo tego wymaga potrzeba. A koronawirus też wybiera kolejnych poszkodowanych, jak np. ostatnio Serge Gnabry czy Cristiano Ronaldo. Takie czasy.

Legia nie odnalazła się w czasach pandemii. Kolejne zmiany i kolejne kłopoty...

Problemem Legii był multum zmian. Były też naciski, by nowi zawodnicy od razu grali, co u trenera Aleksandara Vukovicia nie jest proste, bo u niego zawsze trzeba było mocno zapracować na swoje. Przyznam się, że nie podjąłbym takiej decyzji o zmianie Vukovicia na Czesława Michniewicza w tak kluczowym momencie. Nie wiem, co bym zrobił, jeśli trener Vuković nie przeszedłby Karabachu, ale na pewno na moment przed tymi spotkaniami nie podjąłbym takiej decyzji. Problem nie leżał w Vukoviciu lub czymś między sztabem szkoleniowym a zespołem. To funkcjonowało dobrze, ale po prostu początek sezonu w Legii od kilku lat zawsze jest trudny. Takie były ostatnie trzy sezony. Wydaję mi się, że Vuković miał większe szanse na awans do fazy grupowej. Nie wiem czy by to zrobił, ale u niego sześciu nowych zawodników nie zagrałoby z Karabachem. Legia nie wyglądałaby jak zespół, który pierwszy raz się ze sobą spotkał na boisku. A tak de facto to wyglądało. Legia, robiąc te zmiany, zabrała sobie szanse na awans do fazy grupowej. Nie pomyślałbym o trenerze Michniewiczu, wydawało mi się, że to trener, który nie da tego, co kibic w Warszawie oczekuje. Jednak te trzy mecze, które rozegrał po odpadnięciu z pucharów dały pewną nadzieję.

Na co stać w tym sezonie Raków Częstochowa? Na razie wciąż ich panowanie w ligowej tabeli to niespodzianka.

Wydaję mi się, że na Raków trzeba spojrzeć z szerszej perspektywy. Niedawno byli beniaminkiem, wszystkie spotkania grają na wyjeździe. Ostatnio takim beniaminkiem była Sandecja Nowy Sącz i wiemy jak to się skończyło. Jak spojrzymy na ostatnie lata i na beniaminków, to widzimy jakie problemy mieli. Nagle Raków bez stadionu poradził sobie w pierwszym sezonie. Był blisko pierwszej ósemki, ani razu nie drżał o spadek, a pamiętajmy, że spadały trzy drużyny. Mówi się, że drugi sezon jest trudniejszy, ale trener Marek Papszun wykonuje świetną pracę. Raków ma odpowiednich ludzi na odpowiednich stanowiskach. Widać, że właściciel Michał Świerczewski nie jest człowiekiem z przypadku. Gdy słyszałem go ostatnio w Lidze+Extra, to poczułem, że to osoba, która wie o co chodzi w piłce i nie tylko w piłce. Również dyrektor sportowy Paweł Tomczyk podejmował dobre decyzje. Wszyscy co przyszli latem się sprawdzili. Wydawało się, że Sebastian Musiolik i Felicio Brown Forbes pasują do koncepcji, a oni odeszli. Ten drugi strzelił nawet 10 goli, a w jego miejsce i tak przyszedł Vladislavs Gutkovskis, objawieniem może być Oskar Zawada. Widać, że ludzie którzy pracują w Rakowie są do tego przygotowani merytorycznie. To klub, który zrobił w polskiej piłce największy postęp w ostatnich latach. A przecież Raków był trochę zapomniany. Pamiętamy, że Raków chciał w ekstraklasie pokazać swój styl, ale dostosował się. W 1. lidze Raków chciał dominować. Grał w trójką w obronie, którą ja też preferuję w swojej akademii. Ale w lidze rok temu zaliczyli falstart i porażka z Koroną Kielce. W tym roku Raków zaczął grać bardziej pragmatycznie. W fajnym tego słowa znaczeniu. Na przykład w meczu z Górnikiem Zabrze byli rzadziej przy piłce, w innych spotkaniach też się zdarzało. Są za to konkretni, gdy idą do przodu. Zawsze atakują dużą liczbą zawodników. Nie grają metodą „tysiąca podań”, ale w ofensywie idzie nawet ośmiu piłkarzy. Częstochowianie mają też fajne pomysły na rozwiązanie ataku pozycyjnego. Mają mocną kontrę, stałe fragmenty, są agresywni w odbiorze i potrafią równie dobrze bronić całym zespołem. Nie wiem czy Raków będzie sobie radził z rolą faworyta. Myślę, że trener Papszun nie będzie chciał stawiać tej drużyny w tej roli. Jednak przed niedawnym meczem ze Stalą Mieć przyznał, że są faworytem, ale potem widać było, że o komplet punktów jest niezwykle trudno.

Kogo powoła nowy selekcjoner?

Wideo

Materiał oryginalny: "Problemem Legii Warszawa nie był Aleksandar Vuković" - Polska Times

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie