Rafał Musioł: Częstochowa jak Katowice. Czy Skra podzieli los Rozwoju?

Rafał Musioł
Rafał Musioł
Udostępnij:
- Sześć lat temu Katowice, a dziś Częstochowa, zmierzyły się z nadmiarem szczęścia. Wtedy na cenzurowanym znalazł się Rozwój, teraz Skra - pisze Rafał Musioł, zastępca szefa działu sportowego Dziennika Zachodniego.

Częstochowa od 1998 roku, gdy została zdegradowana na mocy reformy administracyjnej, nieustannie dąży do odzyskania statusu miasta wojewódzkiego. Polityczne obietnice w tej kwestii wracają przy okazji każdych kolejnych wyborów, po czym równie szybko odchodzą w niepamięć zwycięzców. Podjasnogórski sen wciąż jednak trwa, a od czasu do czasu nadarza się okazja, by dorównać Katowicom.

Jeden z takich meczów toczy się na piłkarskim boisku. W sezonie 2015/16 Katowice miały dwa kluby na szczeblu I ligi, teraz Częstochowa przebiła to osiągnięcie z nawiązką: Raków robi furorę w Ekstraklasie, natomiast Skra znalazła się nieoczekiwanie na jej zapleczu. Traf chciał, że weszła tam razem z GKS-em, który sukces okupił milionami złotych z miejskiego budżetu i wielką fetą, podczas gdy rywal zza dalekiej miedzy zrobił to właściwie bez pieniędzy, kibiców i stadionu. I tu właśnie zaczynają się różnice. Katowice bowiem w sporcie zakochane są bez pamięci, a już na pewno bez ekonomicznego rozsądku, Częstochowa natomiast portfel trzyma mocno przymknięty. Dość powiedzieć, że Raków za promocję miasta, na którą złożyły się wicemistrzostwo kraju, Puchar Polski i niezłe występy w kwalifikacjach Ligi Europy otrzymał w 2021 roku raptem 1,5 mln zł, czyli połowę tego, co w Katowicach wypłacono samym zawodnikom w formie premii za awans. Nie sposób też uciec od kwestii budowy nowych stadionów, w odwlekaniu których oba miasta osiągnęły wprawę ustępującą jedynie doświadczeniom chorzowskim. Na Śląsku w końcu jednak pojawiły się konkretne perspektywy i efektowny projekt, podczas gdy na Jurze zdecydowano się na prowizorkę, skwitowaną przez kibiców transparentem „Był skansen, jest kurnik”.

Jest jednak w całej tej rywalizacji jeden wspólny mianownik. Sześć lat temu Katowice, a dziś Częstochowa, zmierzyły się z nadmiarem szczęścia. Wtedy na cenzurowanym znalazł się Rozwój, teraz wspomniana Skra. Ubogi brat GKS-u, chociaż spełniał formalne warunki do otrzymania pokaźnych miejskich dotacji, został skontrowany stwierdzeniem, że w przeciwieństwie do klubu z Bukowej nie jest tym „miejskim”. Przepychanki o korzystanie z równie miejskiego stadionu stanowią osobny rozdział, a epilogiem historii jest krach, który po wielu kolejnych perturbacjach doprowadził Rozwój do obecnej czwartej ligi. Skra na przychylność magistratu też nie ma co liczyć, drzwi stadionu, na którym gra Raków, a zbudowanego z pieniędzy wszystkich podatników, są przed nią zamknięte. Efekt? Wszystkie mecze rozgrywa na wyjazdach, co szarga wizerunek samej Fortuna 1. Ligi, i kompromituje miasto, które klub ma w nazwie. Oby końcowy bilans spełnienia sportowych marzeń nie okazał się tak dramatyczny jak w przypadku Rozwoju...

PS. Niewątpliwą ciekawostką jest fakt, że w 2015 roku prezesem GKS-u był Wojciech Cygan, aktualny szef Rakowa. Wtedy wiosną Rozwój na Bukowej zagrał, czy teraz Skra pojawi się na Limanowskiego? Bo kosztowne wypożyczanie sosnowieckiej ruiny, czyli Stadionu Ludowego, którego koszt jest absurdalnie wysoki w stosunku do standardu nie ma sensu.

Nie przeocz

Musisz to wiedzieć

Bądź na bieżąco i obserwuj

Gala „France Football” fiaskiem organizacyjnym? Komentarz

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie