Real - Atletico LIVE!

Konrad Kryczka
Udostępnij:
W tym roku derby Madrytu zadecydują o tym, który z zespołów ze stolicy Hiszpanii zagra w półfinale Ligi Mistrzów. Rok temu mecz pomiędzy Realem a Atletico był rozgrywany w finale tych rozgrywek. Ostatecznie zwyciężył Real, który od tamtej pory nie potrafi pokonać rywala zza miedzy. Dodatkowo "Królewscy" są trapieni problemami kadrowymi, a do awansu potrzebują zwycięstwa w dzisiejszym pojedynku.

Naturalną koleją rzeczy jest to, że jeżeli w dwumeczu pierwsze spotkanie kończy się bezbramkowym remisem, starciu rewanżowemu będą towarzyszyły niesamowite emocje. Kibice będą oglądali pojedynek z wypiekami na twarzy, komentatorzy podniosą głos przy nawet przeciętnej akcji, a końcowy wynik nie musi swoimi rozmiarami być proporcjonalny do emocji, które towarzyszą spotkaniu. Taki już urok piłki.

Od dłuższego czasu ogromne emocje towarzyszą derbom Madrytu, które zaczną się dopiero za kilka godzin. Nie jest to pierwszy pojedynek między tymi drużynami w tym sezonie. Ba, w obecnych rozgrywkach oba zespoły spotykają się aż zbyt często (siedem meczów). I w żadnym z tych spotkań Real nie potrafił odnieść zwycięstwa. Atletico znalazło patent na rywala zza miedzy i drużyna, która kiedyś była w derbach upokarzana, dzisiaj sama upokarza faworyzowanego przeciwnika. Zespół Carlo Ancelottiego ostatni mecz z Atleti wygrał pod koniec ubiegłego sezonu. Jednak nie było to byle jakie spotkanie, a sam finał Ligi Mistrzów. Zawody o tyle niezwykłe, że ich przebieg odwrócił się dopiero w doliczonym czasie gry. To wtedy Sergio Ramos wyrównał wynik meczu, a jego koledzy w dogrywce dorzucili następne bramki, sięgając po upragniony dziesiąty Puchar Europy.

Dzisiaj nadejdzie spotkanie, które ciężarem gatunkowym będzie nawiązywało do tamtego finału. Co prawda teraz drużyny spotkały się ze sobą na szczeblu ćwierćfinałów, ale dla jednej z madryckich ekip mecz ten oznacza koniec tegorocznej przygody w europejskich pucharach. Gdyby odpadł Real, straciłby on szansę na historyczne osiągnięcie, jakim byłoby wygranie Ligi Mistrzów dwa razy z rzędu. „Królewscy” nie są jednak w stanie zaakceptować takiego scenariusza. W pierwszym spotkaniu nie zdołali jednak sforsować defensywy Atletico, jednak już przed pierwszym gwizdkiem sędziego Ancelotti zaznaczał, że bezbramkowy remis przyjmie jako korzystny wynik. Teraz „Królewscy” będą musieli znaleźć lukę w obronie rywali. – Atletico to bardzo dobra drużyna. Jeżeli chodzi o grę w defensywie, to światowa czołówka. Musimy grać tak, jak tydzień temu w pierwszej połowie, tylko tym razem od pierwszej do ostatniej minuty – zaznaczył Ancelotti.

Dzisiaj Real gra u siebie, więc teoretycznie powinien być faworytem. Teoretycznie, bo absencje w drużynie niwelują atut własnego boiska. Z powodu kontuzji wypadły dwa ogniwa formacji ataku – Gareth Bale oraz Karim Benzema, a także mózg zespołu operujący w środkowej strefie, czyli Luka Modrić. Ponadto za nadmiar żółtych kartek musi pauzować Marcelo, który dla Carletto jest bezsprzecznie podstawowym lewym obrońcą. Włoski trener ma więc spory ból głowy, jeżeli chodzi o załatanie wszystkich dziur – Musimy z tym żyć, jak czyniliśmy to zresztą w przeszłości. Na pewno nie wpłynie to naszą motywację. Wiele razy powtarzałem, że mam najlepszą drużynę na świecie, a przeciwko Atletico na boisku pojawi się najmocniejszy skład, jakim obecnie dysponuję – przekonywał dziennikarzy Carletto.

Pod tym względem większy komfort psychiczny ma Diego Simeone. Argentyńczyk może przebierać w zawodnikach – problemy kadrowe praktycznie nie dotyczą jego zespołu. Do dyspozycji nie będzie miał jedynie wykartkowanego Mario Suárez. Niepewny, ze względów zdrowotnych, miał być również występ Mario Mandżukicia, ale według słów Simeone Chorwat jest gotowy do gry. To wszystko sprawia, że Atleti przed rewanżem znajduje się w bardzo korzystnym położeniu, aby awansować do następnej rundy. Taki też jest plan Simeone, który na przedmeczowej konferencji prasowej nieco tonował nastroje huraoptymizmu, które pojawiły się po wiadomościach na temat kontuzji zawodników Realu. – Chcemy cieszyć się większą liczbą takich nocy, jak te, ponieważ wiemy, że nie trwają one wiecznie. Na obu zespołach nie ciąży jednak presja, lecz odpowiedzialność – wyjaśnił szkoleniowiec z Argentyny.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie