Regionalny Puchar Polski. Zdzisław „Hrabia” Napieracz z...

Regionalny Puchar Polski. Zdzisław „Hrabia” Napieracz z rozgrywkami tysiąca małych klubów na dobre i na złe

Zdjęcie autora materiału

Waldemar Mazgaj

Nowiny

Aktualizacja:

Nowiny

Kilka minut przed serią rzutów karnych, po których Stal Rzeszów zdobyła Puchar Polski. Napieracz trzyma rękę na klatce piersiowej.
1/14
przejdź do galerii

Kilka minut przed serią rzutów karnych, po których Stal Rzeszów zdobyła Puchar Polski. Napieracz trzyma rękę na klatce piersiowej. ©Archiwum prywatne

Zdzisław Napieracz zdobywał Puchar Polski jako zawodnik (dwa razy), wojewódzki Puchar Polski jako trener ze Strugiem Tyczyn, a w obecnym sezonie z Koroną Rzeszów zatrzymał się na etapie ćwierćfinału w podokręgu. Nam się chwali, że znajdzie się w „jedenastce wszech czasów Pucharu Polski” przygotowywanej przez Encyklopedię Piłkarską Fuji.

1 maja 1975

Stal Rzeszów sięgnęła po Puchar Polski jako pierwszy klub z 2 ligi. Rzeszowianie na stadionie Cracovii, w obecności 15 tys. kibiców, pokonali w finale ROW II Rybnik po rzutach karnych. To wciąż największy sukces w historii rzeszowskiej piłki nożnej.

– W pierwszym składzie grało nas pięciu wychowanków, co się rzadko zdarza. To, nawet jak na dzisiejsze czasy, bardzo dużo.
Była fajna atmosfera, pełne trybuny. W ćwierćfinale wyeliminowaliśmy Stal Mielec, mistrza Polski w pełnym składzie, z reprezentantami Polski. W półfinale z Pogonią Szczecin, przy pełnym stadionie, z 30 tysiącami kibiców, którzy siedzieli przy linii i trudno było nawet wyrzucić piłkę z autu, wygraliśmy po dogrywce 3:0. Mecz pamiętam, jak dziś, toczył się na błocie – opowiada Zdzisław Napieracz.

W finale, na starym stadionie Cracovii, trzeba było wykonywać rzuty karne. Trafiłem z „jedenastki” jako jedyny z sześciu pierwszych. Nikt nie chciał bić pierwszego karnego, a że miałem być jednym z wykonawców, podszedłem i trafiłem. Po mnie następnych pięciu nie strzeliło. To była masakra. Puchar był nasz, bo strzeliliśmy na 2:0, potem na 2:1 i 3:1. Podają wszędzie wynik 3:2, ale było 3:1, bo rybniczanie już nie strzelali piątego karnego
- dodaje Zdzisław Napieracz.

– Po zdobyciu pucharu była przede wszystkim wspaniała uroczystość na stadionie. Na trybunach kilka tysięcy kibiców, najpierw przemaszerowaliśmy przez tor żużlowy, potem usiedliśmy na trybunie, były gratulacje, przemówienia nagrody. Jakie? Dostałem pamiątkowy złoty zegarek z wygrawerowanym nazwiskiem, który mam zresztą do dziś, skórzaną dyplomatkę na jakieś dokumenty, a jeżeli chodzi o nagrodę pieniężną to na dzisiejsze czasy było to około tysiąca złotych – przypomina nasz rozmówca.
1 3 »

Komentarze (1)

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Autor komentarza nie dodał zdjęcia
Hej

Hej (gość)

Zgłoś naruszenie treści

http://erosvkus.com - Polecam. Jak ddla mnie świetny portal do szukania partnerek.