Warta Poznań. Gracjan Jaroch: Nie będę poprzestawał, bo cały czas chcę więcej

Dawid Dobrasz
Dawid Dobrasz
Zaktualizowano 
- Pamiętam jak graliśmy z Wartą, to były to dla mnie zawsze mecze z tych najmniej przyjemnych. Zawsze było ciężko, bo trzeba było się naskakać i nabiegać, a dotknięć piłki na InStacie miałem może z 16 w całym meczu. Teraz Warta chce grać w piłkę i mam stwarzane sytuacje w meczu – mam z czego strzelać. Koledzy mnie znajdują i czuję, że te sytuacje są kreowane - mówi nam Gracjan Jaroch, strzelec trzech goli w tym sezonie w Fortuna 1. Lidze. Waldemar Wylegalski
Gracjan Jaroch jest jednym z dwunastu nowych zawodników, którzy dołączyli do Warty Poznań podczas letniej rewolucji w klubie. Były napastnik Bytovii Bytów nie błyszczał w poprzednim sezonie i spadł ze swoją drużyną z Fortuna 1. Ligi. W Warcie Gracjan dostał wiatru w żagle i od początku sezonu jest kluczowym zawodnikiem ekipy Piotra Tworka. Ze snajperem Zielonych porozmawialiśmy szczerze o wyjeździe z Przemyśla w Polskę, nieskuteczności w poprzednim klubie i spadku z ligi, wyzwaniach i problemach w Warcie oraz o przyszłości i Poznaniu.

Jesteś z Przemyśla, gdzie zacząłeś swoją karierę, a potem trafiłeś na drugi koniec polski do Szczecina. Jaka kryje się za tym historia?

Gracjan Jaroch: Grając w Przemyślu, pojawiło się kilka propozycji, żeby przejść dalej się rozwijać. Chciałem pójść do poważnego klubu i moim marzeniem było pójść w kierunku piłki. Mimo że miałem 15 lat, to zdecydowałem się na przejście do Pogoni. Nie patrzyłem na odległość Przemyśla od Szczecina, ale bardzo mi się tam spodobało. Przyjechałem tam w 2013 roku, a tam już wtedy było osiem trawiastych boisk. To było coś, czego wcześniej nie widziałem. Przecież grało się i trenowało na tej samej płycie. Do tego Pogoń zaproponowała mi umowę i czułem, że ludzie mnie tam chcą. Miałem nakreślony plan, jak to ma wyglądać. Rozmawiał ze mną dużo trener Gołubowski, a także trener Łazowski, bo mocno nalegali, żebym do nich dołączył. Rodzicom to się spodobało, a tata i menadżer wszystko kontrolowali. Były rozmowy, że jest to spora odległość. Jako 15-latek jeszcze tego nie rozumiałem. Bardziej myślałem, że przecież jest pociąg, który jeździ 18 godzin, a teraz już 14! Mówiłem mamie, że będę przyjeżdżał, ale i tak było trochę płaczu, jak wyjeżdżałem. Odległość ostatecznie dała się we znaki, ale spróbowałbym jeszcze raz.

Sprawdź też:

To dlaczego tak dużo Pogoń wypożyczała cię do innych klubów?

Kiedy zauważyłem, że jest sporo napastników w pierwszym zespole i schodzę grać w rezerwach, to mając 18 lat, pojawił się w mojej głowie plan, żeby iść na wypożyczenie do 1 ligi. Wtedy była taka sytuacja, że drużyna z CLJ grała ligowy finał, a ja byłem w rezerwach. Zszedłem na ten finał do zespołu juniorskiego i tam przytrafiła mi się kontuzja. Pękła piąta kość śródstopia, a to był czerwiec. Okienko było już otwarte, a ja strasznie się zawziąłem, że muszę w półtora miesiąca wrócić do gry. Lekarz mówił, że optymistyczny scenariusz to powrót do pierwszych treningów po półtora miesiąca. A ja już po tym okresie normalnie trenowałem!

Po tygodniu treningów zostałem od razu wypożyczony do Miedzi. Trener Dominik Nowak nalegał i poszedłem tam bez przygotowania motorycznego, a to była już 5. kolejka pierwszej ligi. Nie chcę teraz na nikogo zrzucać winy, ale nie dostałem tam szans na swojej pozycji. Grałem na skrzydle, gdzie grałem bardzo mało w tamtym okresie. Jako napastnik nie dostałem szansy, ale byłem słabszy jako pomocnik i czułem się źle. Stąd w zimie powrót do Pogoni. Próbowałem z wypożyczeniami, bo chciałem być już seniorem. To jest zupełnie inna piłka. Nie wyszło w Miedzi, ale nie żałuję. Później nie grałem całą rundę i ciężko było znaleźć klub, bo nie chciałem zostać w rezerwach Pogoni. Poszedłem blisko Szczecina do Błękitnych Stargard, gdzie mogłem trenować i z Pogonią i z Błękitnymi. Chciałem ciągle się rozwijać i dlatego po pół roku trafiłem do Bytovii.

Czytaj też: Centralna Liga Juniorów: Warta Poznań to kuźnia talentów i drużyna bez podziałów, a jej trener woli współpracę z rodzicami niż z menedżerami

Tam wreszcie na ciebie postawili i zagrałeś w każdym meczu ligowym Bytovii, ale zabrakło tych bramek.

Grałem bardzo dużo i trener Stawski dał mi szansę. Co tu dużo mówić – moja wina, zabrakło mi skuteczności. Nie wykorzystywałem sytuacji, a było ich bardzo dużo. Jakby to przeanalizować, to dochodziłem do tych sytuacji, ale coś było nie tak ze skutecznością. Nie do końca potrafiłem sobie z tym poradzić i zacząłem pracować nad "mentalem". Cały czas trzeba nad tym pracować i niejeden napastnik powtarza, że im bardziej się nad tym rozmyśla, tym człowiek bardziej się blokuje. Poznałem, jak to funkcjonuje i ja tak miałem. Myślałem: „Mamy czwarty mecz i nie mam bramki”. Sam się nakręcałem i później w jednym z meczów miałem świetną sytuację i nie trafiłem. Przyblokowałem się i już się nie odblokowałem do końca sezonu. Jak szukałem pozytywów, choć było ciężko, to widziałem, że dochodzę do tych sytuacji. No ale tych bramek brakowało.

Ostatnio Krzysztof Piątek w jednym z wywiadów mówił, że nie można o tym myśleć.

Też oglądałem ten odcinek z Krzyśkiem Piątkiem i nie od pierwszego napastnika słyszę taką wypowiedź. Staram się śledzić wypowiedzi innych snajperów i doskonale rozumiałem, o czym on mówi. Nakręcanie się i wychodzenie na boisko z nastawieniem, że „muszę strzelić bramkę” zupełnie nie pomaga – wtedy nie strzelisz. Tak myślimy, a potem się blokujemy. Trzeba wyjść na mecz z całkiem innym myśleniem i zadaniami. I to jest praca, bo jak się ma z czymś takim problem, to trzeba nad tym pracować.

Wracając do Bytovii. Niestety dla was spadliście z ligi. Był to dla ciebie cios?

No bardzo był. Nikt nie chce spadać, a dla mnie był to bardzo duży cios, bo czułem się za to odpowiedzialny. Do teraz nie mogę się z tym do końca pogodzić. Cała runda była słaba, a w ostatniej kolejce spadliśmy w tragicznych okolicznościach. Zabrakło punktu...

Czytaj też: Warta Poznań. Zieloni przegrali drugi raz w tym sezonie. Poznaniacy ulegli w Grudziądzu Olimpii 1:2. ZOBACZ ZDJĘCIA

Ktoś w Bytowie miał do Ciebie pretensje, że „ten Jaroch” za mało strzelał i spadliśmy?

Nie było czegoś takiego. Sam to czułem, ale po spadku nic takiego mnie nie spotkało. W ciągu sezonu dochodziły takie głosy, że „Jaroch nie strzela”, ale doskonale o tym wiedziałem. Trzeba było jakoś się na to uodpornić. Zaczynam od siebie, a sam mam wysoko postawioną poprzeczkę. Wiedziałem, że zawodzę, ale personalnie nikt mi nie powiedział.

Sprawdź też:

Po spadku szukałeś klubu i trafiłeś do Warty. Opowiedz, jak do tego doszło, że znalazłeś się w Poznaniu.

Menadżer prowadził rozmowy z różnymi klubami. Zadzwonił do niego trener Tworek, który szukał napastnika o takiej charakterystyce jak moja i chciał, żebym przyjechał na sparing. Trwało to dwa dni i jak przyjechałem, to od razu trener zabrał mnie na rozmowę. Pytał, że świetnie dochodzę do sytuacji, ale dlaczego nie ma tych bramek? Potem pojechałem na sparing, dobrze zagrałem i decyzja została podjęta, że podpiszę tutaj umowę. Pasowałem trenerowi do koncepcji, czyli do gry wysokim pressingiem i gry kombinacyjnej.

Nie obawiałeś się, że Warta miała opinię klubu, który wcześniej ledwo wiązał koniec z końcem?

Powiem szczerze, że nie. Orientowałem się przez menadżera, jak to wygląda. Słyszałem, że zmienia się dużo na lepsze. Nie bałem się i nie jechałem z myślą, że ten klub może się zimą rozpaść. Była ekscytacja i przede wszystkim pierwsza liga. Nie chciałem już schodzić niżej.

Do Warty przychodziłeś jako pierwszy napastnik. Czułeś przed sezonem ciężar oczekiwań na swoich barkach?

Nigdy nie wiesz, czy przychodziłeś do klubu jako pierwszy napastnik. Zacząłem pracować nad "mentalem" w Bytovii i zmieniły mi się nawyki myśleniowe. Ostatnie pół roku pracuje z trenerem mentalnym i jest zmiana w moim myśleniu. Nie czułem ciężaru oczekiwań, bo prowadziłem rozmowę z trenerem i zdjął ze mnie presję. Zrobił tak, żebym nie myślał, że cała Warta będzie uzależniona od moich bramek.

Takie głosy dało się usłyszeć.

No właśnie o to chodzi, żebym ja się do tego nie przekonywał. Takie myślenie może się przełożyć na to, że bramki przyjdą naturalnie. Napastnikom to nie pomaga. Fajnie, jak ktoś ściąga z ciebie ten ciężar. Masz grać i robić założenia, a bramki zaczęły przychodzić.

Strzeliłeś piękną bramkę w pierwszej kolejce, która została uznana bramką kolejki. Chyba dobry start? Dał ci kopa na kolejne mecze?

Tak, tym bardziej że od początku obozu przygotowawczego, wraz z całym sztabem mieliśmy sporo treningów indywidualnych. Dużo chciałem zostawać i do teraz są dodatkowe treningi dla zawodników ofensywnych czy obrońców. Do meczu z Mielcem bardzo dużo pracowaliśmy, szczególnie nad wykończeniem. Cały czas to katuje i nadal będę katował. Jak wychodziliśmy na mecz, to II trener krzyknął, żebym pamiętał, o tych wszystkich treningach i to się przełożyło. Siadło i poszło. Utwierdziłem się w przekonaniu, że praca popłaca. Nie będę poprzestawał, bo cały czas chcę więcej. Trener nawet czasem mnie stopuje, bo mamy dwa ciężkie treningi, a ja najchętniej jeszcze bym zostawał.

Czytaj też: Wiktor Długosz będzie ważnym zawodnikiem Warty? Zieloni mają u siebie niezłą perełkę

Skąd u Ciebie było tyle optymizmu przed startem sezonu? W końcu Warta także ma sporo problemów i nic nie zapowiadało, że wystartujecie tak dobrze.

Na to złożyło się wiele czynników. Wykonałem ogrom pracy, zmieniłem myślenie. Zdobyłem piękną bramkę na otwarcie, a co by było, gdybym doznał w tym meczu kontuzji? Wszystko idzie w parze. Mam dużo wskazówek od trenera mentalnego i pracuje nad tym codziennie. Do tego pracuje po treningu. Najgorzej jest się zadowolić „Strzeliłem bramkę, to teraz mogę sobie dwa tygodnie chodzić z podniesioną głową”. Nie ma jednego czynnika, ale wierzę, że ciężka praca będzie oddawać.

Już w pierwszych meczach pobiłeś swój dorobek strzelecki z poprzedniego klubu. Warta gra teraz bardziej ofensywnie i masz przez to sytuacje do zdobywania bramek?

Pamiętam, jak graliśmy z Wartą, to były to dla mnie zawsze mecze z tych najmniej przyjemnych. Zawsze było ciężko, bo trzeba było się naskakać i nabiegać, a dotknięć piłki na InStacie miałem może z 16 w całym meczu. Teraz Warta chce grać w piłkę i mam stwarzane sytuacje w meczu – mam z czego strzelać. Koledzy mnie znajdują i czuję, że te sytuacje są kreowane.

Sprawdź też:

Jesteś bardzo mobilnym napastnikiem, a liga jest bardzo siłowa. Przyzwyczaiłeś się już do ciągłej walki, jako osamotniony napastnik?

Nigdy mi nie przeszkadzało grać jako osamotniony napastnik. Bardzo rzadko grałem na dwójkę napastników i jestem przyzwyczajony do gry samemu z przodu. Kompletnie mi to nie przeszkadza, a nawet lubię walkę fizyczną z obrońcami. Często trener każe mi uciekać od obrońców, żeby szukać wolnego pola i to jest racja. Ale nie boje się walczyć i wchodzić z nimi w pojedynki. Czasami zbyt bardzo lubię udowadniać, że umiem grać tyłem do bramki.

To może takie ogólne pytanie. Dokąd według Ciebie zmierza Warta Poznań?

Powiem szczerze, że odkąd tu jestem, to nie przypominam sobie, żeby docierały do nas jakieś negatywne informacje. Mieliśmy czas, żeby oswoić się z brakiem jupiterów i koniecznością gry na nieswoim stadionie. Byliśmy od początku nastawieni na to i nie przyszła do szatni żadna informacja, która podłamałaby nasze morale. Wraz z wynikami poziom optymizmu się wręcz budował. Nie było takiej sytuacji, żebyśmy się bali, ile jest tu problemów.

Dokąd zmierzamy? Sami do końca nie wiemy. Odkrywamy to. Gdybyśmy wygrali mecz z GKS-em Jastrzębie, to mielibyśmy pięć zwycięstw z rzędu. Takie serie zdarzają się w pierwszej lidze bardzo rzadko i mogą sobie na to pozwolić tylko drużyny z ligowego topu.

Piotr Tworek i Łukasz Trałka mówią, że w szatni jest taka „swojska banda”. Podzielasz ten pogląd?

Tak, jak najbardziej. Szatnia jest bardzo przyjazna i rodzinna. Bardzo dobrze się dogadujemy. Jest czas na pracę, ale też na dużo śmiechu i jest to fajnie wypośrodkowane. Swojska banda to jest dosyć dziwne określenie, ale mogę to powtórzyć, bo tak się to przyjęło. Łukasz Trałka tak powtarza, a że siedzę obok niego, to też mi się to wbiło.

Czytaj też: Warta Poznań. Łukasz Trałka: Jak przyjechałem ponownie do Poznania, to ciężko było wyjechać

Jakim trenerem jest Piotr Tworek?

Wymagającym. Myślę, że zwracającym uwagę na szczegóły i bardzo ambitnym. Mierzymy wysoko i przed każdym meczem nas uświadamia, że naszym celem nie jest walka o utrzymanie. Mamy grać ładną piłkę i być wysoko w tabeli. Zaraża nas wiarą i optymizmem. Przygotowuje nasz zespół do bycia w pierwszej szóstce. Można taki cel rzucić i jest to ambitne jak na pierwszy sezon z tyloma nowymi zawodnikami. Ale dlaczego nie marzyć i nie stawiać sobie takich celów?

Piotr Tworek mówi, że w szatni nie jest tylko monolog, a dialog. Dużo rozmawiacie i analizujecie wspólnie? Rzucacie też swoje pomysły trenerowi?

Mamy doświadczonych zawodników i warto takich ludzi słuchać. Mają za sobą kilkaset meczów na koncie i to są cenne uwagi. Uważam, że dialog jest najlepszą metodą rozmowy. Ale żeby nie było wątpliwości – to trener ma decydujące zdanie. Potrafi wysłuchać drugiej strony i wtedy te zmiany są wprowadzane. Analizując nasze mecze i pomyłki, to rozmawia jedna i druga strona.

Jakie cele prywatnie ma Gracjan Jaroch? Mówiłeś o dwucyfrowej liczbie bramek na koniec sezonu.

To było trochę wyciągnięte. Bardzo bym chciał strzelić w sezonie dwucyfrową liczbę bramek, ale nie chciałem jej za bardzo zdradzać. Chciałem uniknąć zbędnej presji, bo jakbym miał teraz 0 bramek na koncie, to ktoś by przytaczał tamtą wypowiedź. Nie chcę się jakoś deklarować, ale mam bardzo ambitne swoje cele. Nie chcę nakładać na siebie presji, bo z tym walczę. Przede wszystkim chce realizować założenia meczowe i zachowywać się naturalnie. Wtedy można myśleć o fajnym dorobku strzeleckim. A jakim? To zobaczymy.

Sprawdź też:

Widzisz siebie w ekstraklasie za kilka lat?

Jak najbardziej! Czemu mam się nie widzieć? Jestem ambitny, mam 21 lat i widzę się tam w przyszłości. W końcu każdy tam zmierza. Można mówić, jaka jest ta nasza liga, ale każdy z Polski chciałby w niej grać. A potem może gdzieś dalej. Na początku tym sufitem jest ekstraklasa. Traf tam i się pokaż. To jest mój cel i zobaczymy, kiedy zostanie zrealizowany. Wszystko zależy ode mnie i od mojej formy. Od mojej pracy i czy będę wytrwały w tym, co robię i będę się nadal rozwijał.

Czujesz się szczęściarzem, że udało ci się zostać piłkarzem?

Nie dopuszczałem do siebie planu B. Teraz mam taką sytuację, że mój młodszy brat trenuje piłkę. Moja siostra powtarza, żeby nie grał tylko w piłkę, ale też w tenisa, czy siatkówkę. Ja mówię: nie. Jeśli chce być w tym dobry, to musi się temu całkowicie poświecić. Jest zdeterminowany i chyba nawet bardziej ode mnie.

Nie myślałem, co gdyby nie piłka. To jest trochę głupie myślenie, ale teraz jestem trochę mądrzejszy. Trzeba myśleć o szkole, czy o innych rzeczach. Wtedy w wieku 15 lat nastawiłem się tylko na piłkę. Jak koncentrujesz uwagę na jednej rzeczy, to wykonasz to zadanie lepiej, niż jak koncentrujesz uwagę na trzech rzeczach. Jak odchodziłem do Szczecina, to mama jedynie bała się tych kilometrów. Chwytała się za głowę, ale tata powtarzał, że tyle lat na to pracowałem i muszę iść. Mama mnie puściła, bo bała się, że potem zarzucę jej, że jej decyzja coś mi zablokowała.

Jestem strasznie związany z rodzicami. Nie pamiętam dnia, żebyśmy ze sobą nie rozmawiali. Kiedyś bałem się wracać na dłużej do domu, bo jak wyjeżdżałem, to wszyscy oprócz ojca płakali. Dobrze, że on nie płakał, bo już chyba bym nie wytrzymał. Pociąg stał na peronie, a ja siedziałem w środku i modliłem się, żeby ten pociąg już odjechał. Zawdzięczam im bardzo dużo. Pamiętam jak w wieku 13 był moment, że będąc w Polonii Przemyśl miałem myśli, że zespół jest ode mnie uzależniony. Wymyśliłem kontuzję, bo uważałem, że zespół beze mnie nie istnieje. Dostałem wtedy burę od ojca i od tamtej pory nigdy czegoś takiego nie zrobiłem. Tata wiedział, jak jest w piłce i wie, jak to funkcjonuje. Potem przychodzi ten wiek 15-16 lat i wzwyż. Jak nie będziesz wtedy maksymalnie pracował, to już na samym talencie nie pojedziesz. Wtedy kształtuje się charakter. Mama się bała, że wyjeżdżając, wpadnę w złe towarzystwo. Mogło być różnie i sam zastanawiam się, czy nie bałbym się o swoje dziecko, że pochłonie go życie. Wiedziałem, że nie jadę tam się bawić. Do 18. roku życia nie tknąłem alkoholu i do teraz za nim nie przepadam. Wydaje mi się, że wytrwałość w tym wszystkim jest najważniejsza.

Twój kuzyn także gra w pierwszej lidze w barwach Podbeskidzia. Zakładam, że po wygranym przez was meczu z nimi, to Ty teraz chodzisz z bardziej podniesioną głową.

(śmiech) Nie chcę tak mówić, bo pamiętam, że jak graliśmy w Bytovii przeciwko Podbeskidziu, to też raz nas pokonali, a kuzyn strzelił dwie bramki. Podczas meczu potem puszczał mi oczko, a przy stole wigilijnym wypominał (śmiech). W jednym wywiadzie zapytano mnie o to i powtarzałem, że muszę mieć więcej bramek niż kuzyn, bo potem będzie się ze mnie śmiał na wigilii (śmiech). To jest bliski kuzyn i jak się widzimy w Przemyślu, to dużo rozmawiamy, ale nie chodzę z głową wyżej od niego.

Zobacz też: Fortuna 1 Liga. Skrót meczu Warta Poznań - Podbeskidzie Bielsko-Biała 2:1 [WIDEO]

Podoba ci się Poznań? Masz już tu swoje ulubione miejsca?

Bardzo podoba mi się Poznań. Z większych miast w Polsce nie byłem chyba tylko tutaj. Na początku nie wiedziałem, co myśleć i jak to wygląda. Najpierw z chłopakami poszedłem na Stary Rynek, czy Maltę. Poznań to bardzo fajne miasto do życia i cieszę się, że tu jestem i można wszystko załatwić. Każdy potrzebuje wyciszenia, ale ja lubię, jak się dzieje i jest dużo ludzi. Nie muszę sprawdzać, czy kino jest 100 km od domu, czy obok. Jest połączenie starego wizerunku z nowoczesnością. Miasto jest wypośrodkowane i czuć jego klimat. Niedawno przyjechała do mnie w odwiedziny moja siostra studiująca w Warszawie i zastanawiała się, czy nie przeprowadzić się tutaj. Żyje mi się tu bardzo dobrze.

Sprawdź też:

Interesujesz się sportem? Tu znajdziesz najciekawsze, najnowsze, najważniejsze informacje:
Interesujesz się sportem? Tu znajdziesz najciekawsze, najnowsze, najważniejsze informacje

polecane: FLESZ: Decydujące mecze kadry w eliminacjach Euro 2020

Wideo

Materiał oryginalny: Warta Poznań. Gracjan Jaroch: Nie będę poprzestawał, bo cały czas chcę więcej - Głos Wielkopolski

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3