Wisła Kraków. Sędzia przeprosił wiślaków po końcowym gwizdku!

Bartosz Karcz
Bartosz Karcz
Kibice Wisły Kraków w sobotni wieczór przeżywali deja vu. To była w jakimś stopniu znów „Biała Gwiazda” z jesieni, jeszcze sprzed zatrudnienia Petera Hyballi. Drużyna, która może i optycznie dominuje, może i ma większe posiadanie piłki, ale na koniec schodząca z boiska z przegraną. Szkoda tylko, że znów przy okazji meczu Wisły trzeba mówić również o kontrowersjach sędziowskich. Dużych, dodajmy. Takich, które miały znaczący wpływ na wynik tego spotkania.

WISŁA KRAKÓW. Najbogatszy serwis w Polsce o piłkarskiej drużynie "Białej Gwiazdy"

Wisła przed wyjazdem do Gdańska miała jeden duży problem - grać nie mógł, pauzujący za kartki Felicio Brown Forbes. Zastąpić go musiał na pozycji wysuniętego napastnika Żan Medved i trzeba sobie powiedzieć wprost, że egzamin z gry na tej pozycji oblał. „Biała Gwiazda” nie miała po prostu siły ognia ze Słoweńcem na pozycji „dziewięć”, przez co jej optyczna przewaga przez większość meczu nie przynosiła żadnych wymiernych skutków. Co bowiem z tego, że na skrzydłach sporo zamieszania robili Yaw Yeboah i Jean Carlos, skoro brakowało skutecznego egzekutora. Mógł być nim od biedy Stefan Savić, ale on, jak to on, nawet jak doszedł do sytuacji pod bramką Dusana Kuciaka, to albo w piłkę nie trafił, albo strzelił niecelnie, albo wprost w bramkarza.

Przewaga Wisły mogła jednak przynieść w pierwszej połowie przynajmniej jeden, bardzo konkretny wymiar. Nie upłynęło bowiem nawet pół godziny meczu, a krakowianie powinni grać z przewagą jednego zawodnika. Rafał Pietrzak już w 16 min dostał żółtą kartkę po faulu na Yawie Yeboahu. Dziesięć minut później postawił stempel na nodze Łukasza Burligi. To była stuprocentowa żółta kartka, a w konsekwencji czerwona. Sędzia Jarosław Przybył z sobie tylko wiadomych powodów oszczędził piłkarza Lechii. Był to pierwszy poważny błąd arbitra w tym meczu, krzywdzący Wisłę. Niestety, nie ostatni…

Ten akurat mógł mieć brzemienne skutki bardzo szybko, bo dosłownie kilka minut później to właśnie Rafał Pietrzak świetnie dośrodkował na głowę Flavio Paixao. Byłby gol, ale znakomitą paradą popisał się Mateusz Lis, utrzymując bezbramkowy remis. Bramkarz Wisły interweniować nie musiał natomiast w sytuacji sam na sam z Łukaszem Zwolińskim, w której ten ostatni nie trafił w bramkę. To były konkrety, których w pierwszej połowie nie zaprezentowała Wisła. Owszem, miała optyczną przewagę, potrafiła utrzymać się przy piłce, ale ze stworzeniem zagrożenia pod bramką Lechii był ogromny problem.

Druga połowa jeśli przyniosła zmianę w obrazie gry, to na gorsze. Piotr Stokowiec zmienił słabego w sobotę Pietrzaka, dzięki czemu zamknął swoją lewą stronę boiska. Wiśle zagrożenie dla bramki Lechii stwarzało się zatem jeszcze trudniej. Tym bardziej, że Żan Medved, w przeciwieństwie do nieobecnego Felicio Brown Forbesa, nie potrafił w żaden sposób utrzymać się przy piłce w pierwszej linii, wymusić jakiś faul w okolicach pola karnego, a nawet jeśli Wisła miała rzuty rożne, to nie potrafiła w żaden sposób zagrozić z tego stałego fragmentu gry bramce Lechii.

Ta też nie grała niczego wielkiego, ale w końcu to ona akurat okazała się skuteczniejsza. Szkoda tylko, że przy wydatnej pomocy arbitra... Po kolei jednak. W 60 min gospodarze wyprowadzili naprawdę świetny atak, w którym Kenny Saief z dużą łatwością ograł Michala Frydrycha i mocno strzelił z pola karnego. To było naprawdę dobre uderzenie, ale poradził sobie z nim Mateusz Lis. Po chwili do pustej bramki mógł dobijać Conrado, ale tego uprzedził w ostatniej chwili Yaw Yeboah, wybijając piłkę na rzut rożny. Po chwili mieliśmy jednak największą kontrowersję tego meczu, gdy po analizie VAR Jarosław Przybył przyznał rzut karny Lechii za zagranie ręką Davida Mawutora. I o ile samo zagranie było, choć można dyskutować, czy na podyktowanie jedenastki, to kluczowe w całej sprawie jest co innego. Wiślak piłkę ręką dotknął po strzale Bartosza Kopacza, tylko że ten zawodnik dosłownie chwilę wcześniej odepchnął rękami Mawutora, czym uniemożliwił mu skuteczną interwencję. Tego jednak Przybył pod uwagę nie wziął przy analizie VAR…

Gol, którego z karnego strzelił Flavio Paixao jeszcze mocniej rozstroił grę Wisły, a dodał skrzydeł Lechii. Od tego momentu goście dość bezradnie podejmowali próby odrobienia strat, a gospodarze czekali na swoją szansę. Doczekali się w doliczonym czasie gry, gdy po kontrze Żarko Udovicić strzelił drugą bramkę dla Lechii. Pozostaje tylko pytanie, jakim cudem została ona uznana? Serb, startując do podania Flavio Paixao był bowiem na ewidentnym spalonym. Nogi miał jeszcze na swojej połowie, głowę już na części boiska Wisły. Gdzie w tej sytuacji był VAR? Nie mamy pojęcia, choć dodać trzeba, że przynajmniej po końcowym gwizdku, siedzący w tym meczu na wozie VAR Bartosz Frankowski miał na tyle przyzwoitości, że przyznał się do błędu i przeprosił za niego wiślaków.

Powstała Superliga, UEFA zbanuje kluby?

Wideo

Materiał oryginalny: Wisła Kraków. Sędzia przeprosił wiślaków po końcowym gwizdku! - Gazeta Krakowska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie