Witold Obarek, trener Widzewa: Będziemy wielcy, tak jak kiedyś [WYWIAD]

Dariusz Piekarczyk/Dziennik Łódzki
Witold Obarek, trener Widzewa Łódź
Witold Obarek, trener Widzewa Łódź PAWEL LACHETA/POLSKA PRESS
Udostępnij:
- Być trenerem Widzewa, to zaszczyt dla każdego szkoleniowca. Ja jestem dumny, że jestem, gdzie jestem. Dlatego dam z siebie wszystko, aby wywalczyć awans do III ligi - mówi Witold Obarek, nowy trener Widzewa Łódź.

Można się wyciszyć przy rybkach akwariowych po meczach, treningach?
Jeszcze jak. Rybki to moja pasja, którą przejąłem po nieżyjącym ojcu Janie. On miał 2 akwaria, a ja 22. Najbardziej, to lubię takie rybki żyworodki. Są różnokolorowe, czarne, czerwone. Wieczorem, włączę światło popatrzę na akwaria i jestem w innym świecie. Jak mam sprzedać rybkę, to serce mi pęka.

Rybki, rybkami, ale pański nałóg to papierosy. Na meczu nie potrafi się pan powstrzymać. Nieraz widziałem jak pan ukradkiem pociągał dymka.
Wszystkiego nie mogę się wyrzec, a już na pewno nie papierosów. Teraz, kiedy nie pracuję, ale haruję w Widzewie, to potrafię wypalić nawet dwie paczki dziennie. Obiecuję publicznie, w czasie meczów powstrzymam się. Oprócz papierosów, potrafię wypić w ciągu dnia z dziesięć kaw. Obojętne mi jest, sypana czy rozpuszczalna. Nie piję za to herbaty.

Jak to wszystko akceptuje pana przyjaciółka Elżbieta?
Wyrozumiała jest. Jesteśmy ze sobą od wielu lat, miała czas przywyknąć. Ona jeszcze nie wie co ją czeka, jak rozpocznie się sezon.

No właśnie, co?
Będę nie do życia, bo być trenerem Widzewa, to zaszczyt dla każdego szkoleniowca. Ja jestem dumny, że jestem, gdzie jestem. Dlatego dam z siebie wszystko, aby wywalczyć awans do III ligi. To będzie dla mnie, kibiców, zawodników, jedna wielka sportowa bitwa. Piłkarze pójdą za mną, jestem pewien, pójdą. Po sobotnim meczu w Głownie, kiedy jednemu z nich, 18-latkowi, zakomunikowałem, że zostaje w klubie, to popłakał się z radości. Kiedy teraz o tym mówię, to głos mi się łamie. Coś takiego buduje, napędza.

Kibiców ma pan za sobą, ale nie zawsze tak było. Pamiętam, kiedy prowadził pan Sokoła Aleksandrów, to uciekł z boksu obok trybun na drugą stronę boiska.
To nie był mój pomysł. Ja wiem co to pokora.

Pamięta pan, ile drużyn wprowadził do wyższych lig? Kiedy to wszystko się zaczęło?
Nie, nie sposób policzyć. Było, oj trochę tych awansów było. A gdzie się, tak naprawdę, zaczęło? W Błaszkach. Na początku lat 90. prowadziłem z Januszem Studnickim tamtejszego Piasta. Byłem wtedy chory. Serce odmówiło mi posłuszeństwa, kiedy skakałem przez płotek. Tak, to nie pomyłka. Pracowałem z juniorami w Włókniarzu Pabianice i padłem ze zmęczenia. Właśnie przy probie sforsowania płotku.

Ale były też barwne epizody w pańskiej karierze trenerskiej. Pamięta pan Gomunice i awans do III ligi?
Jak miałbym nie pamiętać? Grającym prezesem był Mirosław Stasiak. On na boisku chciał robić wszystko, wrzucać auty, strzelać wolne, karne. Marzył mu się tytuł króla strzelców. Był przeambitny. Ale to sympatyczne chłopisko. Tak smacznej kaszanki jak w Gomuniach nigdy potem nie jadłem. Serwował ją Jan Bakalarz, jeden ze sponsorów Stasiaka.

Nie zawsze było różowo. Choćby ostatnio, odszedł pan z Neru Poddębice z dnia na dzień, a potem żałował.
Posprzeczaliśmy się z Wiesławem Maciejewskim, który nagle zmarł. Tak bez powodu. Raptus jestem, uniosłem się. On honorowy był i poszło. Ale zanim zmarł pogodziliśmy się. Patrzy teraz z góry na to co robię.

Spod pana ręki wyszli tacy piłkarze jak choćby Dariusz Żuraw, Maciej Kowalczyk , Jarosław Wojewódka, czy Igor Sypniewski.
Nie mogę sobie darować, że z "Sypkiem" jest jak jest. Gdybym był bliżej niego, kiedy zaczął mieć kłopoty, może by do tego nie doszło. Jaki to był piłkarz. Jednym zwodem zrobić z rywala barana. Ale wie pan, ja znajdę dla Widzewa perełkę. Znajdę. To nieprawda, że w Łódzkiem nie ma dobrych zawodników, że są leniwi. Trzeba do nich dotrzeć.

Wiele w pana życiu znaczy rodzina Sygułów.
Bardzo wiele. Kiedy miałem ciężki okres w życiu, bo umierała mi mama, wyciągnęli do mnie, zwłaszcza Stanisław, rękę. On dużo ode mnie wymaga, ale daje mi ogrom. Chylę przed nimi czoło.

Jaki zespół, pana zdaniem, będzie mistrzem IV ligi?
Widzew, bo będziemy wielcy, tak jak kiedyś.

Dziennik Łódzki

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Gol 24
Dodaj ogłoszenie