Żyro: Liga Mistrzów? To marzenie

Tomasz Dębek / Dziennik Łódzki
Czy Michał Żyro odejdzie z Legii po sezonie? Jak grało mu się w kadrze Nawałki? Kto rządzi w szatni Legii i czy zagra kiedyś z bratem przy Łazienkowskiej?

Sezon się jeszcze nie skończył, a powszechnie mówi się, że to dla Pana runda życia. Jest Pan trochę zaskoczony, że mimo kontuzji i straconego okresu przygotowawczego wiosną idzie tak znakomicie?
Przede wszystkim jestem bardzo zadowolony. Zagrałem dziewięć meczów plus kilka minut w przerwanym, z Jagiellonią. [rozmawialiśmy przed niedzielnym spotkaniem z Ruchem - red.] Znacząco poprawiłem statystyki, co wcześniej zapowiadałem. W każdym meczu uczestniczyłem w akcjach bramkowych, strzeliłem cztery gole i zaliczyłem osiem asyst. Do końca ligi jeszcze trzy kolejki, podliczymy wszystko na koniec sezonu. A czy dobra dyspozycja mnie zaskoczyła? Trochę tak. W końcu nie mam problemów z kontuzjami, ustabilizowałem formę i wygląda to lepiej niż wcześniej.

Co zmieniło się po kontuzji odniesionej z Trabzonsporem?
Mogę powiedzieć, że jestem silniejszy psychicznie. Może jakiś wpływ miała na mnie zmiana pozycji. Z chłopakami gram długo, pewne schematy mamy wyćwiczone i wiemy, jak ze sobą grać. Koledzy szukają mnie na boisku, znajduję się w dobrych sytuacjach i je wykorzystuję. Wszystko jest tak, jak być powinno.

Czuje się Pan liderem drużyny? Obok Rado, Ondreja Dudy i Ivicy Vrdoljaka najwięcej na boisku zależy chyba od Pana.
Patrząc na statystyki i udział w akcjach bramkowych, można tak powiedzieć. Ale nie czuję się liderem, w drużynie są inni bardzo ważni zawodnicy. Od Duszana, przez Dossę, Kubę Rzeźniczaka, Ivicę, do Ondreja i Rado.

Dziś jest Pan bohaterem kibiców, a jesienią wysyłali Pana do Żyrardowa. Jak podchodził Pan do tej nagonki i hejtów?
Nie czytałem tego. Dochodziło to do mnie w jakiś sposób przez znajomych, ale nie zwracałem na to zbyt dużej uwagi. Bez pomocy ludzi, którzy pisali te rzeczy, byłem świadomy, że moja gra nie wygląda tak jak powinna.

Teraz kibice na forach apelują, żeby zatrzymać Pana w Legii na kolejny sezon...
Nawet gdyby byli za mną od początku, nie byłoby to wyznacznikiem, czy zostanę, czy nie. Nie wychodziłem na boisko, żeby pokazać, że jest inaczej, niż piszą. Nie myślałem, żeby zrobić im na złość i pokazać, że potrafię grać w piłkę. Cały czas byłem sobą, dalej tak jest. Teraz przyszedł okres dobrej gry, ale zachowuję się jak dawniej.

Mimo 22 lat ma Pan jeden z najdłuższych staży w obecnej Legii. Rozstawia Pan czasem starszych kolegów po kątach?
(śmiech) Nie, zupełnie nie. Cały czas jestem jednym z młodszych zawodników w kadrze. Jeśli mam coś do powiedzenia, to mówię. Jeśli coś mi się nie podoba, tak samo. Ale szatnią nie rządzę.

Jak wspomina Pan swój debiut? 17-letni chłopak dostaje szansę w Legii, i to w meczu z Polonią...
Tak, to był listopad 2009 r. Bardzo fajne przeżycie. Derby Warszawy, atmosfera była naprawdę gorąca. Samo pojawienie się za stadionie i zobaczenie tej otoczki było niezapomnianym przeżyciem. Wszedłem na boisko tuż przed końcem meczu, ale i tak byłem zaskoczony. Pierwszy raz znalazłem się w kadrze meczowej i od razu debiut. Niesamowita sprawa.

To, że był Pan pierwszym zawodnikiem z Akademii, który zadebiutował w seniorach, spowodowało dodatkową presję?
Nie, bardziej dumę, że mnie pierwszemu się udało. Nie czułem z tego powodu żadnego dodatkowego stresu.

Ma Pan brata w Akademii. Zdaje się, że jest w podobnym wieku jak Pan, kiedy wchodził do pierwszej drużyny. Powtórka z historii jest możliwa?
Ciężko powiedzieć, sytuacja jest teraz trochę inna. Legia ściąga chłopaków z całej Polski, poziom jest taki, że ciężko utrzymać się w Akademii. W jego drużynie z pierwszego naboru zostało trzech graczy. Porównywać go ze mną nie ma co, choćby przez inną pozycję. Na razie w Legii żadnemu młodemu stoperowi nie udało się wskoczyć do pierwszego składu. Na świecie w topowych klubach takich przypadków też nie jest wiele. Piłka jest przewrotna. Może Mateusz będzie musiał iść na wypożyczenia jak Artur Jędrzejczyk? Może od razu dostanie szansę? A może w ogóle mu się nie uda? Zobaczymy. Wiem, że trenerzy są z niego zadowoleni, a on też chce iść coraz wyżej.

Może Pan porównać jego styl gry do innego piłkarza?
Troszkę powolny, żartuję, że ma podobne ruchy do Dicksona Choto. (śmiech) Dobrze wyprowadza piłkę i gra głową. Ale nie chcę go do nikogo porównywać, trzeba raczej tonować nastroje.

Wróćmy do pierwszej drużyny. Wiosną na boisku nie przegraliście. To wpływ trenera Berga, zebranego wcześniej doświadczenia czy jeszcze coś innego?
Nie chcę się zagłębiać w taktykę, ale zmienił się nasz styl w defensywie. Bronimy trochę inaczej, chociaż personalnie wygląda to niemal tak samo jak wcześniej. Boczni pomocnicy zamienili się stronami, lewonożni grają z prawej i odwrotnie. Z przodu mamy dwóch fałszywych napastników. Były zmiany taktyczne, do tego nie tracimy bramek w głupi sposób, może jesteśmy trochę bardziej skoncentrowani. Gramy dobrze w pierwszych i drugich połowach. Dobrze to wygląda.

Legia to już zespół na miarę Ligi Mistrzów?
Na dzisiaj nie można tego jednoznacznie stwierdzić. Ekstraklasa się przecież jeszcze nie skończyła. Pamiętamy, co działo się ostatnio. Plaga kontuzji, bardzo dużo meczów i czasem brakowało zawodników. Nie zawsze wszystko zależy tylko od formy zespołu. Wszyscy chcemy Ligi Mistrzów, nie tylko kibice i dziennikarze. Zrobimy wszystko, żeby marzenie się wreszcie spełniło.

Na pytania o transfer odpowiada Pan, że będzie Pan o nim myślał po zakończeniu sezonu. Dlatego inaczej - przychodzą oferty z wszystkich najbardziej cenionych lig, gdzie Panu najbliżej?
Wszystkie ligi, którymi zachwycamy się w telewizji, są jakimś celem dla piłkarza. Angielska, niemiecka, hiszpańska i francuska - tam kiedyś chciałbym spróbować sił.

Ale trudno odnieść wrażenie, że ma Pan ciśnienie na transfer...
Oczywiście, że nie. Wszystko wyjaśni się pod koniec sezonu. Teraz skupiam się na grze.

W meczu z Niemcami zadebiutował Pan w kadrze. Duże przeżycie?
Ogromne. Niektórzy mówią, że to była kadra B czy C, ale grało w niej wielu świetnych zawodników z Bundesligi. Nie skupiałem się jednak na rywalach, chociaż wiadomo - Niemcy to zawsze potrójna motywacja. Samo spotkanie się z trenerem Nawałką i powołanie do kadry to niesamowite wyróżnienie, a co dopiero hymn i wejście na boisko...

Blisko reprezentacji był już Pan wcześniej. Franciszek Smuda powołał Pana do szerokiej kadry na Euro 2012. Mimo braku debiutu. Pana też zaskoczył?
Zdecydowanie. Byłem bardzo dumny, że znalazłem się w szerokiej kadrze. Oglądałem konferencję, na której ogłoszono ostateczne powołania. Moje nazwisko nie padło, więc byłem nieco rozczarowany. Ale nie w ten sposób, żeby chodzić smutny. Samo wpisanie mnie na szeroką listę było ogromnym wyróżnieniem. Zwłaszcza że to były moje początki w lidze. Nie grałem znakomitego meczu za meczem, raczej raz dobrze, raz źle.

Wracając do meczu w Hamburgu, jak kadra przyjęła Thiago Cionka?
Byliśmy tam tylko kilka dni, ale Thiago normalnie funkcjonował na treningach i w hotelu. Rozmawiał z każdym. Był Michał Pazdan, z którym znają się z Jagiellonii. Pogadaliśmy już niedługo po przyjeździe, mieliśmy spotkanie z trenerem od przygotowania fizycznego i selekcjonerem. Thiago wydał mi się bardzo normalnym i konkretnym facetem. Wie, po co przyjechał na kadrę. Pytałem go, czy zna hymn - "Oczywiście, że znam". (śmiech)

Rado nie żartuje w szatni, że niedługo możecie grać razem w reprezentacji Polski?
Nie rozmawialiśmy na ten temat. Nie dostał powołania, więc trener Nawałka nie widzi go w kadrze. Przynajmniej na razie.

Miał Pan okazję dłużej porozmawiać z trenerem Nawałką? Np. o kolejnych powołaniach?
O tym nie, raczej o taktyce kadry. Po meczu życzyliśmy sobie powodzenia. Wiem, że był na meczu w Zabrzu. W dniu powołań na Litwę dostałem od niego telefon. Podziękowałem za kolejną szansę na grę w kadrze. Pełen szacunek do trenera, na pewno dam z siebie więcej niż wszystko w kolejnym meczu.

Jesienią zaczynają się eliminacje Euro 2016. Gramy m.in. z Niemcami, Irlandią, Szkocją i Gruzją. Jak ocenia Pan nasze szanse?
Wszyscy zaczną z zerowymi punktami. Każdy wie, kto jest faworytem. Ale piłka jest tak piękna i nieprzewidywalna, że wszystko może się zdarzyć. Będziemy walczyć o pierwsze miejsce w każdym meczu.

Na koniec pytanie o Pana cieszynki po golach - chyba żywcem wyjęte z gry FIFA 2014? (śmiech)
Tak. Jestem w pokoju z Ondrejem, gramy na zgrupowaniach. Wymyśliliśmy, że na końcówkę sezonu będziemy robić takie cieszynki. To fajne nie tylko dla nas, ale chyba też dla kibiców. Myślę, że wszyscy są zadowoleni.

Polska The Times

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie