Konsekwencja i ciężka praca opłacą się jeszcze nie raz. Łukasz Fabiański za kilka tygodni wróci na boisko

Kaja Krasnodębska
Kaja Krasnodębska
Andrzej Szkocki / Polska Press
Tylko kilka tygodni przerwy czeka teraz zmagającego się z urazem Łukasza Fabiańskiego. Gdy wróci, konkurencja w West Hamie może być większa. Z nią i z krytyką potrafi sobie jednak poradzić, co pokazał przez lata walcząc z Wojciechem Szczęsnym o miejsce w Arsenalu oraz reprezentacji.

„Możemy potwierdzić, że Łukasz Fabiański nie zagra prawdopodobnie przez kilka najbliższych tygodni. Bramkarz odczuł ból w tym samym miejscu, które uszkodził we wrześniu. Prześwietlenie wykazało minimalne zapalenie wokół operowanego wcześniej miejsca. Jak przyznał szef sztabu medycznego, Richard Collinge, to dobra informacja, bo uszkodzenie nie jest tak poważne jak wcześniej. Spodziewamy się, że Łukasz będzie dostępny do gry za kilka tygodni” – w poniedziałkowy wieczór opublikowano oświadczenie na oficjalnej stronie West Hamu. Rozwiało ono obawy, jakie pojawiły się w sobotę, podczas wyjazdowego starcia londyńczyków z Sheffield United. Pierwsze diagnozy były bowiem druzgocące i stawiały pod znakiem zapytania nie tylko dalszą grę bramkarza w Premier League, ale i jego występ na czerwcowych mistrzostwach Europy. Podczas przegranego 0:1 meczu Polak pojawił się w wyjściowym składzie Młotów, do którego wrócił kilkanaście dni wcześniej po długiej kontuzji, lecz już po kwadransie zmuszony był opuścić boisko. Chwilę wcześniej po prostu usiadł na boisku i poprzez podniesienie ręki zgłosił uraz.

Gdy usiadł na murawie, widać było zrezygnowanie. Trudno się dziwić, bowiem w tym sezonie zanotował zaledwie 10 występów. W pięciu z nich zachował czyste konto, walkę o kolejne zwycięstwa West Hamu uniemożliwiła mu kontuzja. Ze względu na uraz biodra i konieczną operację opuścił trzy miesiące treningów i aż 11 spotkań. Zespół bez niego nie radził sobie najlepiej. Kolejne porażki przyniosły zmianę szkoleniowca – Manuela Pellegriniego zastąpił David Moyes, ale i Szkot widział w Fabiańskim pierwszego bramkarza „Młotów”. Sytuacja może ulec zmianie zimą. Podczas, gdy reprezentant Polski będzie dochodził do zdrowia, West Ham ma zakontraktować nowego golkipera. Kilka dni temu „The Guardian” informował, iż prowadzone są rozmowy z Darrenem Randolphem z Middlesbrough. Być może Fabiański będzie więc musiał walczyć nie tylko z urazami, ale też konkurencją.

Z nią zmaga się także w reprezentacji Polski. Choć 34-latek w seniorskiej kadrze debiutował już w marcu 2006 roku (towarzyskie spotkanie z Arabią Saudyjską), jak dotąd zanotował zaledwie 52 występy. Polska bramka od wielu lat jest bardzo silnie obsadzoną i nawet regularne występy w Premier League nie zapewniają numeru jeden. Na mistrzostwach świata w 2006 roku Fabiański był zmiennikiem Artura Boruca, później jego głównym rywalem stał się Wojciech Szczęsny (aktualnie Juventus). Raczej nie ulegnie to zmianie podczas mistrzostw Europy w 2020 roku. Podczas eliminacji oraz meczów towarzyskich Jerzy Brzęczek stara się rotować swoimi golkiperami, a ta dwójka zostawiła daleko w tyle młodszy narybek. Na korzyść Fabiańskiego przemawia m.in. większe doświadczenie. Jest starszy od swojego rywala o cztery lata, ma też więcej występów w kadrze.

Pierwsze powołanie otrzymał jeszcze jako zawodnik warszawskiej Legii, którą opuścił w lipcu 2007 roku. Arsenal Londyn zapłacił za niego prawie 4,5 miliona euro i tak zakończyła się jego trwająca do dziś przygoda z Premier League. Na początku stycznia zajmujący się głównie statystykami serwis whoscored.com wybrał go do najlepszej jedenastki ostatniej dekady tych rozgrywek. Wśród wyróżnionych znaleźli się także m.in. Harry Kane, Sergio Aguero, Eden Hazard czy Laurent Koscielny. - David de Gea i Petr Cech mieliby miejsce w każdej drużynie ostatniej dekady, ale to Fabiański ma najlepszą notę. Polak przez całą dekadę był konsekwentny i utrzymywał wysoką formę. W tym czasie miał 737 interwencji i 58 razy zachował czyste konto – uzasadniono wybór Polaka. Końcowa ocena Fabiańskiego wyniosła 6,89/10, a złożyło się na nią 229 występów na najwyższym angielskim poziomie rozgrywkowym, w tym aż 64 mecze bez straty gola. Rozegrał je dla trzech klubów: Arsenalu (najmniej), Swansea oraz West Hamu, do którego przeszedł przed sezonem 2018/2019.

Najwięcej spotkań, bo aż 150 we wszystkich rozgrywkach, zanotował w barwach Swansea. Ekspert telewizji „Sky Sports” Paul Merson mianował go nawet najlepszym golkiperem tego klubu w ostatniej dekadzie. W krótkim wywiadzie z dziennikarzami tej telewizji Fabiański wyjaśnił dlaczego w ogóle zdecydował się na to, by latem 2014 opuścić Arsenal właśnie na rzecz walijskiego klubu. Główną przyczyną był brak regularnych występów u Kanonierów. - Myślę, że to, co dzieje się, gdy nie grasz regularnie, polega na tym, że wszystkie drobne rzeczy, które są bardzo ważne dla naszej pozycji, nieco odbiegają od normy. Gdy rzadko grasz, nie masz np. takiego wyczucia rytmu, poczucia gry czy odległości. Na opuszczenie Arsenalu zdecydowałem się właśnie ze względu na brak regularnej gry – tłumaczył. Chciałem sprawdzić się na boisku, ale nie miałem zbyt wielu szans, więc wywierało to znacznie większą presję w każdym meczu, w którym grałem.

Przejście do Swansea okazało się kluczową dla jego kariery decyzją. W Londynie przegrywał rywalizację m.in. ze Szczęsnym, w Walii był pewnym numerem jeden. Choć i lat w Arsenalu, dla którego przez siedem lat rozegrał zaledwie 78 spotkań, nie żałuje. – Były chwile, w których spotykała mnie krytyka. Nauka jak sobie z nią radzić, była dłuższym procesem – dodaje. Teraz ta ostatnia spotyka go bardzo rzadko. Na uwielbienie ze strony kibiców zasłużył nie tylko dobrą boiskową postawą czy pracowitością, ale również charakterem. Choć od lat występuje w jednej z najlepszych lig na świecie, pozostał sobą.

FLESZ: Kobe Bryant - oto nieznane fakty z życia legendy

Wideo

Materiał oryginalny: Konsekwencja i ciężka praca opłacą się jeszcze nie raz. Łukasz Fabiański za kilka tygodni wróci na boisko - Sportowy24

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3