Rafał Musioł: Stadiony pochowane w wyborczych urnach

Rafał Musioł
Rafał Musioł
Temat stadionu Ruchu jest jednym z najdłuższych "seriali" w polskim sporcie.Zobacz kolejne zdjęcia. Przesuwaj zdjęcia w prawo - naciśnij strzałkę lub przycisk NASTĘPNE
Temat stadionu Ruchu jest jednym z najdłuższych "seriali" w polskim sporcie.Zobacz kolejne zdjęcia. Przesuwaj zdjęcia w prawo - naciśnij strzałkę lub przycisk NASTĘPNE Marzena Bugala- Azarko / Polska Press
- W zalewie emocji często jednak ginie to, co jest sednem sprawy, a mianowicie ocena samej idei budowy stadionów, zwłaszcza dedykowanych tym klubom, w których gminy nie mają większościowego i kontrolnego pakietu - pisze Rafał Musioł, redaktor działu sportowego Dziennika Zachodniego.

Jeśli Ruch Chorzów miał krótkoterminowy plan minimum polegający na zarobieniu w Ekstraklasie takich pieniędzy, które pozwoliłyby na ponowną walkę o awans w przypadku szybkiego spadku, to już wiadomo, że nic z tego nie wyszło. Opublikowany kilkanaście dni temu raport finansowy pokazuje, że Niebiescy do interesu dokładają, a balastem ciągnącym ich w głębiny strat jest wymuszona tułaczka po obcych stadionach. Tylko w przypadku jeśli miasto (a więc wszyscy mieszkańcy) oddadzą klubowi utopione w tę wędrówkę miliony, bilans zamknie się niewielkim plusem. Ten fakt pozwala zastanawiać się nad tym, jak raport wyglądałby w przypadku posiadania przez Ruch własnego obiektu, zapowiadanego przez prezydenta Andrzeja Kotalę w każdej kolejnej, włącznie z obecną, kampanii wyborczej.

Chorzowski samorządowiec nie jest zresztą wyjątkiem. Temat sportowej infrastruktury pojawia się dziś wszędzie tam, gdzie w październiku przemawiali przedstawiciele ówczesnej władzy centralnej i obiecywali góry pieniędzy na budowę i rozbudowę stadionów. W Chorzowie, Częstochowie czy Zabrzu zostały po tych występach nagrania i zdjęcia z politykami, za to gotówki jak nie było, tak może w ogóle nie być. Ten właśnie fakt próbują wykorzystać kandydaci na prezydentów, deklarujący, że teraz już naprawdę wiedzą, jak przeprowadzić inwestycję z dostępnych i realnie istniejących środków.

W zalewie emocji często jednak ginie to, co jest sednem sprawy, a mianowicie ocena samej idei budowy stadionów, zwłaszcza dedykowanych tym klubom, w których gminy nie mają większościowego i kontrolnego pakietu. Mówiąc wprost: czy miasta powinny fundować arenę dla realizacji prywatnych przedsięwzięć? A jeśli już je zbudują to czy powinny wynajmować, jak to często ma miejsce, za symboliczną złotówkę ? I czy powinny mieć zastosowanie wyjątkowo preferencyjne rozliczenia za media i koszty codziennego utrzymania?

W Polsce tematy te stanowią niemal tabu i ekonomiczną szarą strefę. Wszystko w imię dostarczania igrzysk ludowi , którego nikt na wszelki wypadek o zdanie nie pyta. A szkoda, bo przy okazji otwartej dyskusji okazałoby się - po przedarciu się przez tradycyjną narodową megalomanię - jak wiele dzieli nas od świata prawdziwie wielkiej piłki. Spójrzmy chociażby na przykłady Bayernu Monachium i Manchesteru United. Ten pierwszy w 2005 roku wziął na budowę Allianz Areny kredyt w wysokości 346 mln euro na okres 25 lat i w całości spłacił go w niespełna dziesięć. W ManU natomiast Jim Ratcliffe kupując 25 procent akcji zagwarantował kolejne 300 mln funtów na inwestycje w Old Trafford i w obiekt treningowy. Jasne, że to przypadki z najwyższej półki, ale przyznajcie, że porażają ekonomiczną logiką i stanowią przeciwieństwo do naszego bezrefleksyjnego drenowania budżetów.

Nie przeocz

Musisz to wiedzieć

Bądź na bieżąco i obserwuj

od 12 lat
Wideo

92. Derby Rzeszowa: Stal pokonuje Resovię 2:0

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na gol24.pl Gol 24