Wisła Kraków. Igor Łasicki: Presja kibiców nakręca mnie pozytywnie

Bartosz Karcz
Bartosz Karcz
wisla.krakow.pl
Udostępnij:
- Wybrałem Wisłę, bo to wielki klub i chcę mu pomóc wrócić jak najszybciej do ekstraklasy. Za przyjęciem oferty Wisły przemawiała też osoba Jerzego Brzęczka. Tak naprawdę to trener przekonał mnie, że warto tutaj przyjść - mówi Igor Łasicki, nowy obrońca Wisły Kraków.

WISŁA KRAKÓW. Najbogatszy serwis w Polsce o piłkarskiej drużynie "Białej Gwiazdy"

- Jak odnajduje się pan w nowym zespole?
- Bardzo dobrze, choć oczywiście jesteśmy w takim okresie, że praca jest szczególnie ciężka, nogi również. Jesteśmy jednak już po pierwszym etapie tej pracy i odczucia są bardzo pozytywne.

- Przychodzi pan z zespołu, który wywalczył medal do takiego, który spadł z ekstraklasy. Nie było ofert z najwyższej klasy rozgrywkowej?
- Były, ale wybrałem Wisłę, bo to wielki klub i chcę mu pomóc wrócić jak najszybciej do ekstraklasy. Za przyjęciem oferty Wisły przemawiała też osoba Jerzego Brzęczka. Tak naprawdę to trener przekonał mnie, że warto tutaj przyjść. Rozmawialiśmy trzy, cztery razy i jego wizja, pomysł na Wisłę spodobały mi się. A że tak jak powiedziałem wcześniej, Wisła to wielki klub, tym łatwiej było mi podjąć decyzję o podpisaniu umowy w Krakowie.

- Wspomniał pan o Jerzym Brzęczku, z którym pracowaliście razem w Płocku i była to udana współpraca, bo pan pod kierunkiem tego trenera pokazał się w ekstraklasie. Fakt, że zna pan warsztat tego trenera też był dla pana argumentem za przyjęciem oferty Wisły Kraków?
- Oczywiście, bo doskonale wiem, jakie oczekiwania wobec zawodników ma trener. On z kolei wie, na co mnie stać. Dlatego fakt, że razem pracowaliśmy w Płocku miał w mojej ocenie duży wpływ na to, że dzisiaj jestem zawodnikiem Wisły Kraków. Pamiętam, że w Płocku świetnie dogadywaliśmy się z trenerem. Bardzo dobrze wspominam ten czas i mam nadzieję, że kontynuacja współpracy będzie układała się nam teraz tak samo pozytywnie.

- Dla pana dobry czas w Płocku zaowocował transferem do Pogoni Szczecin. I tak sobie myślę, że wspomnienia z tego ostatniego klubu ma pan pewnie mieszane. Z jednej strony sukcesy, choćby wspomniany wcześniej medal. Z drugiej poważna kontuzja, gdy zerwał pan więzadła krzyżowe?
- Kontuzja przyszła w najgorszym momencie, bo akurat wtedy, gdy wywalczyłem sobie miejsce w składzie. To był dla mnie rzeczywiście bardzo trudny czas, ale na szczęście jest on już za mną. Dzisiaj czuję się bardzo dobrze. Jeśli chodzi o Pogoń, to oczywiście miałem ambicję grać więcej, ale gdy wróciłem po kontuzji hierarchia w obronie była dość klarownie ustalona i ciężko było wskoczyć ponownie do składu.

- Wisła ma być miejscem, w którym odzyska pan radość z gry co tydzień?
- Tak, zdecydowanie. Nie muszę się odbudowywać piłkarsko, bo jestem w dobrej dyspozycji fizycznej już od dłuższego czasu. Brakowało mi jednak właśnie regularnej gry, czerpania radości z tego, że co tydzień człowiek wybiega na boisko. Mam nadzieję, że w Wiśle wywalczę sobie miejsce i swoją grą pomogę jej osiągać sukcesy. Cel jest jasny, szybki powrót do ekstraklasy.

- To może stać się w przyszłości. Cofnijmy się jednak o dziesięć lat, gdy pozyskało pana SSC Napoli. Może pan powiedzieć o sobie, że ukształtował pana jako piłkarza futbol bardziej polski czy włoski?
- Uważam, że bardziej włoski. Oczywiście pierwsze kroki, które są ważne, stawiałem w Polsce, ale wyjechałem do Włoch w wieku siedemnastu lat, w momencie najważniejszym dla rozwoju piłkarza. Bardzo dużo się tam nauczyłem. Wiadomo z czego znani są Włosi, szlifują taktykę do znudzenia i to była lekcja, która bardzo dużo mi dała.

- Rzeczywiście jest tak, że na treningach już w grupach młodzieżowych godzinami Włosi ćwiczą ustawienie na boisku, przesuwanie? Może pan opowiedzieć jak to wygląda w praktyce?
- Tak, tak, bardzo dużo czasu trenerzy poświęcają na elementy taktyczne. Treningi organizowane są dla samych obrońców, samych pomocników czy napastników. Są często przerywane przez trenerów, którzy pokazują jak dany zawodnik ma się przesuwać, choćby o metr, dwa. Nie ma cienia przesady w tym, że Włosi bardzo mocny nacisk kładą na taktykę.

- Zaliczył pan debiut w pierwszej drużynie Napoli, ale większość czasu spędził na wypożyczeniach do Serie C, Serie B. Ile dała panu gra w tych ligach jeśli chodzi o rozwój?
- Nie analizowałem tego jakoś bardzo szczegółowo. Zacznijmy może od tego, że w Napoli było bardzo trudno się przebić. Rywalizowałem z zawodnikami, którzy prezentowali poziom światowy. Trenowałem, pracowałem, ale czegoś w tym wszystkim mi brakowało. Może czasami zwykłego szczęścia, bo np. gdy prezentowałem zbliżony poziom do kolegi, który był Włochem, grał on i trzeba się było z tym pogodzić. Nie chcę, żeby ktoś pomyślał, że szukam alibi, ale konkurencja była w Napoli naprawdę na bardzo wysokim poziomie. Stąd przyszły te wypożyczenia do niższych lig. W Serie C zagrałem całą rundę i powinienem zrobić krok do przodu, pójść do Serie B, a jednak zostałem w Serie C. A później przyszła kontuzja, wypadłem z rytmu, znów musiałem wracać. Jak to w życiu piłkarza, były różne momenty. Trochę czasu spędziłem w Napoli pod okiem trenera Maurizio Sarriego. Powiedział, żebym został, że nauczy mnie bronić. Dużo mi dał ten czas, bo Sarri to świetny fachowiec. Po okresie pracy z nim poszedłem na kolejne wypożyczenie, tym razem do Carpi. Przegraliśmy baraże z Benevento o Serie A. Trafiłem tam wiosną 2017 roku i też nie było mi łatwo tam się przebić, bo zespół był zgrany, dobrze ułożony. Po wiośnie 2017 roku podjąłem zatem decyzję, że najlepiej będzie wrócić do Polski. I tak trafiłem do Wisły Płock.

- Wiele tutaj mówimy o ukształtowaniu pana przez włoski futbol w sensie piłkarskim. Wyjeżdżał pan jednak na Półwysep Apeniński jako nastolatek. Można zatem pewnie powiedzieć, że Włochy też wychowały pana jako człowieka?
- Myślę, że dużo zaczerpnąłem z włoskiej kultury. Jestem przede wszystkim pozytywną osobą, otwartą na świat. Włosi podchodzą na luzie do wszystkiego, z uśmiechem. Często się spóźniają, czego na szczęście od nich nie przejąłem, bo zawsze staram się być na czas. Włochy nauczyły mnie na pewno samodzielności. Już wcześniej, w wieku 13 lat wyjechałem z rodzinnego domu, trafiłem do internatu w Lubinie, a później w wieku 17 lat przeniosłem się do obcego kraju. To była szkoła życia, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Mam z Włoch mnóstwo pozytywnych wspomnień, choć oczywiście jeśli chodzi o samą karierę piłkarską to chciałem tam osiągnąć więcej.

- Proszę opowiedzieć o życiu w Neapolu. Ludzie tam rzeczywiście są tak mocno zakochani w futbolu i Napoli?
- Neapolitańczycy są dość specyficznymi ludźmi. Trzeba ich dobrze poznać. Gdy jednak cię zaakceptują, traktują jak rodzinę, są bardzo otwarci. W samym Napoli, które jest naprawdę wielkim klubem, też panuje rodzinna atmosfera. A miłość do klubu, do futbolu jest tam bardzo widoczna na każdym kroku. Neapol żyje futbolem. Ja to jeszcze byłem dość anonimową postacią, ale taki „Zielu” czy Arek Milik to musieli czapki, ciemne okulary zakładać, żeby spokojnie pochodzić po mieście. Inaczej się nie dało, bo zaraz przybiegali kibice, chcieli z nimi sobie zdjęcia robić. Jak poszli do restauracji, to ciężko im było zapłacić regularną cenę za posiłek. Każdy właściciel poczytywał sobie za swój obowiązek, żeby udzielić im rabatu, a najlepiej podjąć na własny koszt.

- W Krakowie kibice może aż tak zwariowani na punkcie futbolu nie są, ale swoją Wisłę też kochają. Pański transfer przyjęli pozytywnie, jeśli oprzeć się na opiniach zamieszczanych w mediach społecznościowych. Widział pan te wpisy?
- Szczerze mówiąc, to nie spodziewałem się, że ten mój transfer spotka się z tak pozytywnym odbiorem. Dostałem sporo wiadomości od kibiców Wisły, którzy pisali do mnie na Instagramie czy Facebooku. Dotarło zatem do mnie to pozytywne nastawienie kibiców i bardzo mnie to cieszy. Wiem, że kibice oczekują ode mnie dobrej gry, a od zespołu zwycięstw. Taka presja nakręca mnie jednak pozytywnie. Chcę bardzo odpłacić dobrą grą za zaufanie, jakie dostałem już na dzień dobry od fanów Wisły.

- Wokół Wisły było ostatnio dużo złej atmosfery po spadku z ekstraklasy. Żeby szybko klimat się zmienił, musielibyście dobrze wystartować w I lidze…
- Zdajemy sobie z tego sprawę i taki jest nasz cel, żeby zmazać plamę z poprzedniego sezonu. Czasu nie cofniemy. Wisła spadła, ale teraz koncentrujemy się na jak najlepszym przygotowaniu już do pierwszego meczu. Tak, żeby wystartować najlepiej od zwycięstwa!

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Materiały promocyjne partnera

Q&A z Bartoszem Kurkiem

Materiał oryginalny: Wisła Kraków. Igor Łasicki: Presja kibiców nakręca mnie pozytywnie - Gazeta Krakowska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Gol 24
Dodaj ogłoszenie