Barcelona i Arsenal, czyli zamiast kupować - wychowują

Hubert Zdankiewicz / Głos Wielkopolski
Dzisiejszy mecz rewanżowy w 1/8 finału Ligi Mistrzów pomiędzy Barceloną a Arsenalem to szczególne wydarzenie. Nie tylko z powodu klasy obu zespołów ani tego, że hołdują niepopularnej w erze futbolowego makiawelizmu zasadzie, by przede wszystkim dążyć do zdobycia bramki. Wyróżnia je coś jeszcze - zamiast kupować gwiazdy, one wolą je wychowywać.

Choć przecież gdyby chciały, mogłyby robić to samo co Chelsea, Real Madryt czy Manchester City. Może nie aż na taką skalę jak trzy wyżej wymienione kluby, bo nie są rządzone przez arabskich szejków (City) ani przez rosyjskich oligarchów (Chelsea), ani nawet przez kogoś pokroju Florentina Péreza (prezydent Realu, któremu przypisuje się magiczne niemal zdolności negocjacyjne - wydaje się, że nie ma dla niego transferów nie do zrealizowania). Nie tak dawno okazało się nawet, że Barcelona, która odnotowała w sezonie 2009/10 rekordowy w historii klubu przychód (445,5 mln euro), wydaje więcej, niż zarabia.

Nie przeszkadzało to jednak w tym, by latem 2009 roku wymienić Samuela Eto'o na Zlatana Ibrahimovicia i dopłacić jeszcze Interowi Mediolan 45 mln euro (po roku oddali Szweda do AC Milan za 24 mln). Albo zapłacić ostatniego lata Valencii 40 mln za Davida Villę.

Gwiazdy są jednak tylko uzupełnieniem składu, który opiera się na absolwentach La Masii - słynnej już na cały świat szkółki piłkarskiej, której wychowankowie zdominowali w ubiegłym roku plebiscyt o Złotą Piłkę FIFA. Wygrał Lionel Messi, drugi był Andres Iniesta, a trzeci Xavi Hernandez. W sumie w podstawowej jedenastce Barcy występuje aż ośmiu wychowanków. Jest nim również Guardiola. A także Cesc Fabregas - kapitan i lider Arsenalu trafił do Londynu, gdy miał 16 lat.

Anglicy sprytnie wykorzystali to, że hiszpańskie prawo nie zezwala na podpisywanie profesjonalnych kontraktów niepełnoletnim (niedawno Kanonierzy "podprowadzili" w identyczny sposób z La Masii Jona Miquela Torala Harpera). - We współczesnym futbolu niewiele jest rzeczy, których nie da się kupić. Jedną z nich jest styl, który Barca ma unikalny, zupełnie różny od innych - tłumaczy słynny Johan Cruyff, były piłkarz i trener Katalończyków (to pod jego kierunkiem zdobyli w 1992 roku po raz pierwszy Puchar Europy). Zarazem twórca systemu szkolenia w klubie.
Właśnie jego unikalność to kolejny powód (pierwszym jest wyjątkowo uzdolnione pokolenie wychowanków), dla którego Katalończycy coraz oszczędniej sięgają po piłkarzy wychowanych w innych częściach świata. Znamienne są tu przykłady wspomnianego już Ibrahimovicia i Javiera Mascherano. Szwed, jeden z najlepszych napastników w Europie, musiał odejść, bo nie potrafił dopasować się do zespołu. Argentyńczyk, jeden z najlepszych defensywnych pomocników świata, od pół roku grzeje ławę i gra ogony, bo w systemie gry lepiej odnajduje się Sergio Busquets. DNA Barcy - tak mówią w Katalonii. Albo je masz, albo musisz odejść.

Dla Arsenalu również kupowanie nie stanowi problemu. Kiedyś było inaczej, bo Kanonierzy zaciskali pasa, by zdobyć środki na budowę nowego stadionu. Odkąd przeprowadzili się jednak (lato 2006) na supernowoczesny Emirates Stadium, notują rekordowe w historii zyski (w 2010 r. zarobili na czysto 56 mln funtów), na które składają się przychody z biletów i... sprzedaży mieszkań. W miejscu dawnego obiektu (Highbury) powstało bowiem osiedle mieszkaniowe.

Dzięki temu zdążyli już spłacić wszystkie kredyty zaciągnięte na budowę nowego i nic nie stoi na przeszkodzie, by przeznaczyć większe sumy na transfery (najwięcej wydano w ostatnich latach na Andrieja Arszawina - 16,5 mln). Problem w tym, że... nie chce tego ich menedżer Arsene Wenger, pod którego kierunkiem powstał w Londynie fantastycznie działający system skautingu. Kierujący nim Steve Rowley ma do dyspozycji na całym świecie 23 współpracowników, dzięki którym do klubu trafiają (za darmo lub za niewielkie pieniądze) utalentowani piłkarze, którzy później wyrastają na gwiazdy (ostatni przykład to Jack Wilshere - bohater wygranego 2:1 pierwszego meczu z Barcą).

Kilka lat temu dyrektor Arsenalu Danny Fiszman zapytał Wengera, na kogo wydałby 100 milionów funtów, gdyby otrzymał takowe pieniądze na transfery. Odpowiedź Francuza brzmiała: "Oddałbym je z powrotem". Taka polityka sprawdza się dużo gorzej niż w przypadku Barcelony. Budowana w ten sposób drużyna co roku zachwyca swoją grą. Od sześciu lat nie potrafi jednak zdobyć żadnego trofeum. Dzisiaj też może być problem z awansem do 1/4 finału, bo jednobramkowa zaliczka to niewiele. Tym bardziej że Kanonierzy zagrają na Camp Nou bez kontuzjowanego Theo Walcotta.

Problemy ma też Barcelona, która wystąpi we wtorek bez Carlesa Puyola (kontuzja) i Gerarda Pique (kartki). Mimo to Katalończycy są zdecydowanym faworytem kibiców. Bukmacherów także. Kurs na zwycięstwo Barcy w Bwin wynosi 1,25, na Arsenal aż 7,75 (6,50 za remis).
W drugim wtorkowym meczu Szachtar Donieck zmierzy się z AS Roma. W pierwszym meczu, w Rzymie, ekipa z Ukrainy zwyciężyła 3:2.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na gol24.pl Gol 24
Dodaj ogłoszenie