Lech Poznań betonuje chory układ, który doprowadził do kolejnej katastrofy. To nie wróży nic dobrego

Maciej Lehmann
Maciej Lehmann
Kibice Lecha Poznań na meczu z Legią dobitnie pokazali co sądzą o zarządzaniu ich ukochanym klubem
Kibice Lecha Poznań na meczu z Legią dobitnie pokazali co sądzą o zarządzaniu ich ukochanym klubem Adam Jastrzębowski
Człowiek, którego już dwa lata temu kibice przywitali transparentem "won nieudaczniku", zabrał się właśnie za kolejne "sprzątanie po sobie". Tomasz Rząsa wysyła sygnały, że Lech Poznań pozbędzie się kilku najbardziej zawodzących zawodników, co ma uzdrowić szatnię. Z dumą też zaprezentował nowego trenera. W rzeczywistości problemy, w które wpadł klub, są dużo poważniejsze.

Tak jak po poprzednich fatalnych sezonach 2018/19 i 2020/21 roku Tomasz Rząsa próbuje teraz pokazać, że w Lechu Poznań nastąpi nowe rozdanie, a zakontraktowany we wtorek trener Niels Frederiksen, to najlepszy dla Kolejorza wybór, gwarantujący rozwój sportowy i stabilizację na tym stanowisku. W rzeczywistości, jak zauważył Filip Modrzejewski ze sport.pl w programie „Prawda futbolu” Romana Kołtonia, jest to zabetonowanie obecnego sposobu zarządzania klubem. A jest to chory układ, który doprowadził do kolejnego kryzysu na wielu polach i nie wróży nic dobrego.

"Zakład utylizacji marzeń" kibiców Lecha Poznań ma się dobrze

Pisaliśmy już, że najgorsze jest to, iż odbudową Lecha Poznań po raz kolejny mają zająć się ludzie, którzy, jak to sami mówią kibice, prowadzą zakład utylizacji ich marzeń. W Kolejorzu potrzebne jest nowe spojrzenie na całe zarządzanie pionem sportowym, potrzebny jest trener gwarantujący sukces, musi być określony jasny podział odpowiedzialności za wyniki i transfery.

Lech Poznań natomiast chce działać tak, jak do tej pory działał, choć do jedynego sukcesu w ostatnich latach rządów Piotra Rutkowskiego i Tomasza Rząsy doprowadził Maciej Skorża, a więc trener, który znał realia naszej ekstraklasy, doprowadził do sukcesów kilka klubów i sam podejmował kluczowe decyzje.

Po tym jak Skorża odmówił Lechowi, co zresztą specjalnie nie dziwi, następnym kandydatem powinien być Marek Papszun. Tego nazwiska przy Bułgarskiej boją się jak diabeł święconej wody. Bo głównym problemem Lecha Poznań jest to, że to Piotr Rutkowski chce osobiście mieć wpływ na wszystko i ani myśli usunąć się w cień. Jak to zauważył Józef Djaczenko z portalu kibicpoznański.pl, klub służy do zaspokajania jego zachcianek i nie ma zamiaru z tego rezygnować. Dalej będzie zatrudniał ludzi, którzy mu przytakują, wybierał piłkarzy, podporządkowywał sobie trenerów, na co Papszun, by sobie nie pozwolił. Niestety, większość decyzji Piotra Rutkowskiego jest zła, a Lech Poznań marnuje swój potencjał i regularnie się kompromituje, doprowadzając swoich kibiców do rozpaczy.

- Szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać różnych rezultatów. Lech robi jednak wszystko, by tkwić w zaklętym kręgu porażek, nie szuka nowych rozwiązań. Jak powiedział w ubiegłym roku były prezes Legii Bogusław Leśnodorski: „Ci goście są 15 lat w tym Lechu i dalej się uczą. I to na tych samych błędach. Przewidział też, co w Lechu w tym sezonie się stanie. - Punkt wyjścia przed sezonem mają bardzo dobry. To zebrane doświadczenie jest bardzo cenne. Jak tego nie rozmienią, to może być dobrze. Ale rozmienią, bo oni już tak mają”. Ta czarna wizja w 100 procentach się sprawdziła.

Odpowiedzialność się rozmywa, więc jest jak jest

Kolejny raz potwierdziło się też, że Tomasz Rząsa kompletnie nie ma predyspozycji do robienia udanych transferów. Wcześniej pełnił funkcję dyrektora sportowego już w latach 2009-2011 w Cracovii. Jak obliczyli krakowscy dziennikarze, z 19 sprowadzonych przez niego zawodników, nie można było mieć zastrzeżeń do tylko jednego transferu. Był nim Saidi Ntibazonkiza.

Po tym jak stracił pracę w Cracovii, Rząsa trafił do PZPN, gdzie odpowiadał za kontakty z mediami. Był asystentem Skorży w 2015 roku, pełnił funkcję dyrektora w Akademii Lecha, a od 2018 roku jest dyrektorem sportowym Kolejorza.

W lipcu 2021 roku na łamach „Głosu” podsumowaliśmy jego 3-letnią wtedy kadencję. W tym czasie wydał ok. 6 mln euro na 25 nowych zawodników, ale tylko trzech okazało się prawdziwymi wzmocnieniami - Ishak, Satka, Ramirez. Okazało się potem, że po słabym początku jakość drużyny podnieśli Salamon, Murawski, Milić oraz Karlstroem, lecz ostatnie okna były wręcz tragiczne. Gholizadeh, Ba Loua, Hotić, Sousa, Velde kosztowali ponad 5 mln, a z tej piątki tylko Norweg spełnił oczekiwania.

Wielu komentatorów zauważa, że w ciągu 6 lat pracy Rząsy, klub sięgnął tylko po jedno mistrzostwo, a to zdecydowanie za mało, by ocenić jego dorobek pozytywnie.

W Lechu Poznań jednak takich ocen się nie robi, bo za część tych transferów osobiście przeprowadził Piotr Rutkowski, więc odpowiedzialność się rozmywa. Na dodatek trenerzy, choć gołym okiem widać, że mimo olbrzymich wydatków, kadra nie jest dobrze zbilansowana, nie domagają się wzmocnień. Rząsa więc może dalej pomagać Rutkowskiemu w jego kolejnej misji naprawczej. Tym razem jednak startować będzie z zupełnie innego pułapu finansowego. Ten sezon przyniesie stratę ok. 30 mln, następny też nie zapowiada się ciekawie. Zadziwiające, że nikomu przy Bułgarskiej nie zapaliła się jeszcze czerwona lampka...

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Ewa Swoboda ze swoją Barbie!

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: Lech Poznań betonuje chory układ, który doprowadził do kolejnej katastrofy. To nie wróży nic dobrego - Głos Wielkopolski

Wróć na gol24.pl Gol 24